Warszawa powinna uczyć się od Łodzi, że rewitalizacja to przede wszystkim praca z lokalną społecznością, a nie wielkie projekty, które przyciągną ludzi z innych dzielnic i miast. Że warto prowadzić dialog z lokalnymi wspólnotami oraz ich liderami i liderkami. Że skończyły się już czasy, że można prowadzić wielkie zmiany w mieście i nie tylko nie informować o tym na bieżąco, ale również nie konsultować.
Kilka tygodni temu pisałam o tym, czego w kontekście rewitalizacji Warszawa może nauczyć się od Łodzi. Od tamtego czasu wydarzyły się dwie rzeczy, na które warto zwrócić uwagę. Ukazał się 150 stronicowy raport z opisywanych w tekście konsultacji społecznych dotyczących priorytetowych projektów rewitalizacji obszarowej centrum Łodzi na lata 2014-2020+ . Powinien się on stać wzorcem dla innych miast zajmujących się tematem rewitalizacji. Odbyła się również konferencja, która w dobitny sposób pokazała, jak wiele Warszawa jeszcze musi się nauczyć, żeby dorównać Łodzi. Nie tylko w sposobie prowadzenia spotkań konsultacyjnych, ale również w samym podejściu do rewitalizacji.
Celem konferencji „Dylematy rewitalizacji XIX-wiecznej zabudowy w strefach wielkomiejskich Warszawy i Łodzi” było porównanie doświadczeń obu tych miast i prezentacja ich planów na przyszłość. To ważny moment, ponieważ Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju przygotowało założenia Narodowego Planu Rewitalizacji, mającego być dokumentem kierunkowym określającym ramy i sposób prowadzenia działań rewitalizacyjnych. Niemal gotowa jest też Krajowa Polityka Miejska, w której głównym priorytetem jest jakość życia mieszkanek i mieszkańców, a jednym z narzędzi jego realizacji jest właśnie rewitalizacja.
Na konferencji prezydentki każdego z miast przedstawiły swoje priorytety. Hanna Gronkiewicz-Waltz skupiła się przede wszystkim na dużych projektach, które według niej mają w istotny sposób poprawić jakość życia w dzielnicach w których się znajdą. Mówiła o dwóch dużych inwestycjach – Muzeum Pragi oraz Synfonii Varsovii. To one mają sprawić, że na Pragę i Grochów wróci życie. Władze Warszawy myśląc o rewitalizacji liczą najwyraźniej na efekt Bilbao nie stawiając sobie pytania, czy w sytuacji braku środków to właśnie tego typu inwestycje powinny stanowić priorytet dla miasta. Tak jakby to mieszkanki i mieszkańcy lewobrzeżnej Warszawy i turyści mieli być głównymi odbiorcami rewitalizacji, a sprawa jakości życia w samej dzielnicy była wtórna. Tak jakby brak toalet w mieszkaniach komunalnych miało wynagrodzić sąsiedztwo nowoczesnej instytucji kultury. Nie wiadomo tylko, co z Targówkiem, trzecią z rewitalizowanych dzielnic. Nie było o niej ani słowa.
Z tej perspektywy wcale nie dziwi gafa Hanny Gronkiewicz-Waltz, która podczas jednej z sesji rady miasta powiedziała, że obwodnicy Śródmieścia, która odciąża z ruchu samochodowego Pragę nie ma, bo ludzie straciliby okazję podziwiana z samochodu tak piękniej dzielnicy. Skoro Prezydent miasta traktuje Pragę jak teren do safari, które najlepiej się zwiedza z samochodu, to mieszkanki i mieszkańcy rewitalizowanych dzielnic stolicy mają prawo do niepokoju.
Zupełnie inne podejście do rewitalizacji przedstawiała prezydentka Łodzi, Hanna Zdanowska. Mówiła o konieczności podnoszenia standardu życia, bo ludzie są najważniejsi i że nie można dopuścić do tego, żeby mieszkali w zdegradowanym otoczeniu. Stąd priorytetem są remonty kamienic oraz towarzyszące im działania miękkie. Łódź kończy projekt Mia100 kamienic w ramach którego wyremontowano już niemal sto łódzkich kamienic, a kilkanaście kolejnych nieruchomości będzie wyremontowanych do końca 2015 roku. Na program ten Łódź przeznaczyła do tej pory ponad 210 mln zł. W następnych latach Łódź rozpocznie szeroko zakrojony program rewitalizacji centrum, w skład którego wejdą również kompleksowe remonty wszystkich komunalnych kamienic znajdujących się na tym obszarze. Łódź na te działania przeznaczy niemal 4 mld złotych. Warszawa obiecuje 200 mln.
Władze Łodzi mają również świadomość, że do skutecznej rewitalizacji potrzebne są również zmian w prawie krajowym. Wiceprezydentka Łodzi Agnieszka Nowak mówiła o potrzebie przyjęcia ustawy rewitalizacyjnej, dzięki której w proces rewitalizacji można by włączyć zarówno budynki i tereny objęte roszczeniami, jak i te należące do wspólnot mieszkaniowych i prywatnych właścicieli. Stwierdziła również, że budownictwo mieszkaniowe nie było priorytetem żadnego rządu po 1989 r. i że trzeba to zmienić. To też z jej ust jako jedynej padło słowo „gentryfikacja”, czyli powolnie wypychanie biedniejszych mieszkanek i mieszkańców z rewitalizowanej okolicy i zastępowanie ich przez bogatszą klasę średnią. Łódź jest świadoma negatywnych skutków gentryfikacji i pragnie jej przeciwdziałać. Trudno powiedzieć, czy władze Warszawy widzą ten problem. Nic nie wskazuje na to, żeby tak było.
Wizje rewitalizacje prezydentek Warszawy i Łodzi różnią się istotnie. W Warszawie dominowało chwalenie się dużymi inwestycjami. W Łodzi widać było kompleksowe spojrzenie na problem. Tam remonty kamienic, polepszanie jakości przestrzeni publicznej i praca z ludźmi z rewitalizowanych terenów to elementy jednego procesu. W Warszawie, pomimo że program rewitalizacji nazywa się Zintegrowanym, nie ma z tym słowem wiele wspólnego. Podczas całej konferencji trudno było zorientować się, na czym warszawska rewitalizacja krok po kroku ma polegać.
Ciekawym elementem warszawskiej rewitalizacji są warsztaty projektowe organizowane przez warszawski SARP. Celem warsztatów jest opracowanie programu przemian w sferze gospodarczej i przestrzennej na wskazanym obszarze Pragi Północ. Zaproponowany program opierać ma się na zasobie lokalowym miasta, w szczególności zasobie lokali użytkowych. Efekty tych prac zostaną przedstawione w sobotę w Warszawskiem Oddziale SARP. Mimo, że pomysł znalezienia optymalnego sposobu gospodarowania zasobem lokalowym jest sprawą ważną, niepokój budzi fakt, że nie wiadomo jak te warsztaty mają się do całego procesu rewitalizacji Pragi Północ. W harmonogramie przygotowań Zintegrowanego Programu Rewitalizacji nie ma o nich ani słowa. Tej informacji nie posiada również SARP. Stołeczny ratusz korzysta z ich kontaktów i marki, ale nie zamierza włączać w współtworzenie całego procesu. Podobnie jest z Dzielnicowymi Komisjami Dialogu Społecznego oraz z lokalnymi organizacjami, takimi jak działające na Pradze Praskie Stowarzyszenie Mieszkańców Michałów. Mogli oni wziąć udział w spotkaniach konsultacyjnych i wyrazić swoją opinię, która mogła zostać uwzględniona albo nie, ale stracono szansę na włączenie ich do procesu na partnerskich zasadach.
Brak potrzeby współpracy z lokalnymi liderami i liderkami przekłada się bezpośrednio na ignorowanie zgłaszanych przez nich postulatów. PSM Michałów od lat zwraca się pomoc w ratowaniu zabytkowego Spichlerza Michla (cześci zabudowań Młynu Michla), w którym można by umieścić centrum aktywności lokalnej albo dom kultury, których tak bardzo brakuje na Szmulkach. To również oni walczą o zachowanie parku na Michałowie, który ma zostać przecięty przez Trasę Świętokrzyską. Ten park to jedyny park w tej okolicy (jeden z dwóch na całej Pradze Płn). Jednak ani młyn Michla ani park Michałowski nie znalazły się w obszarze przeznaczonym do rewitalizacji.
Warszawska rewitalizacja stawia komfort mieszkanek i mieszkańców na drugim planie. Tym, co się liczy jest wyobrażony wizerunek atrakcyjnej dzielnicy. Jednak jest to spojrzenie nie oddolne, ale pochodzące z odległego drugiego brzegu Wisły. Sam budynek Muzeum ani nawet odnowiona Sinfonia Varsovia niewiele Pradze i Grochowowi pomogą. Tak samo jak w niewielkim stopniu do rewitalizacji dzielnicy przyczyniło się pojawienie się Konesera. Wystarczyło posłuchać lokalnych działaczy i działaczek oraz innych mieszkanek i mieszkańców, żeby wiedzieć, czego naprawdę potrzebują. Tak długo jak sztandarowym projektem rewitalizacji mają być Muzeum Pragi i nowy budynek dla Sinfonii Varsovie, trudno liczyć na to, że dla władz miasta priorytetem będzie komfort życia mieszkanek i mieszkańców.
Warszawa powinna uczyć się od Łodzi, że rewitalizacja to przede wszystkim praca z lokalną społecznością, a nie wielkie projekty, które przyciągną ludzi z innych dzielnic i miast. Że warto prowadzić dialog z lokalnymi wspólnotami oraz ich liderami i liderkami. Że skończyły się już czasy, że można prowadzić wielkie zmiany w mieście i nie tylko nie informować o tym na bieżąco, ale również nie konsultować. Że jeśli robi się konsultacje, czy inne spotkania z mieszkańcami i mieszkankami, to raport powinien się pojawić w terminie. Termin podsumowania warszawskich spotkań podany przez moderatorki uczestnikom i uczestniczkom minął 10 czerwca. Warszawa może uczyć się od Łodzi też tego, że rewitalizacja to proces, w którym powinno się po partnersku traktować stronę społeczną, a nie przygotowywać plany w zaciszu gabinetów. Miejmy nadzieje, że zanim Zintegrowany Program Rewitalizacji będzie gotowy Warszawa skorzysta z łódzkich doświadczeń.

