Z zainteresowaniem przeczytałem tekst Konrada Sawickiego „Bronię Hanny Gronkiewicz-Waltz w sprawie Chazana”. Zgadzam się z myślą przewodnią. Stosując prawo, powinniśmy mieć na względzie sumienie. Problem w tym, że sumienie niezwykle wielu ludziom zlewa się w jedno z ich jedynie pozornie etycznymi pretensjami do decydowania o moralności innych osób, które to pretensje niemal zawsze wyrażane są w sposób afektowany. Czasami tak mocno afektowany, że ofiary czyjegoś sumienia giną ukamienowane bądź więzione przez lata.
Dlatego przykład księdza urządzającego salkę dla bezdomnych, jak to się ładnie mówi niespełniającą wymogów prawa, jest pewnego rodzaju nadużyciem, ponieważ ks. Gérard Riffard, pomagając bezdomnym poprzez udzielenie im dachu nad głową, decydował głównie o własnym sumieniu. Lekarz odmawiający wykonania zabiegu aborcji również decyduje o własnym sumieniu, ale jego decyzja wkracza daleko w obszar sumienia innej osoby. Sawicki tego połączenia ludzkich sumień nie dostrzega, co jest charakterystyczną cechą akolitów – ich sumienia funkcjonują bowiem programowo w oderwaniu od sumień innych ludzi.
Sawicki porusza również sprawę obecności klauzuli sumienia jako uprawnienia dla przedstawicieli poszczególnych zawodów odmawiana wykonania poszczególnych czynności , nie widząc co do zasady problemu. Niestety, problem istnieje i opiera się już tylko na fatalnej wieloznaczności pojęcia sumienia. To tylko wierzchołek góry lodowej. Wyznawcy większości religii uważają, że słowo sumienie jest ich własnością. Dla akolitów nie ma sumienia poza ich religią. Gdybyśmy chcieli grać fair (choć raczej nie o to chodzi), to nazwalibyśmy klauzulę sumienia jako uprawnienie, klauzulą religii. Proszę bardzo.
Powinny jednak iść za tym takie zmiany organizacyjne, które umożliwiałyby pacjentom uniknięcie nieporozumień i narażania się na cierpienia o charakterze psychicznym, sprowadzające się do wysłuchiwania czy też znoszenia moralnych (a w istocie nie moralnych, tylko religijnych) egzaltacji wyznawców danej religii, czy kodeksu. NFZ powinien wprowadzić (na bazie stosownej ustawy) listę lekarzy religijnych ze wskazaniem, jakiego są wyznania i jakich zabiegów nie wykonują. Nie zrównujmy jednak ich religijnych pretensji (z rzadka mających coś wspólnego z sumieniem) z etyką. Lekarz taki w swoich materiałach informacyjnych powinien prezentować wyznawaną religię, zabiegi i porady, których nie wykonuje.
Jeśli chodzi o wolność sumienia gwarantowaną na poziomie Konstytucji, do czego również odwołuje się Sawicki, to jest ona obarczona wszystkimi wadami, jakie posiada pojęcie sumienia, ale nie tylko. Wyznawcy postrzegają tę wolność jako wolność o charakterze pozytywnym, choć jej istota ma charakter negatywny. Wydaje im się, że wolność sumienia jest wolnością do narzucania tegoż sumienia innym.
Tymczasem chodzi jedynie o to (a przynajmniej powinno chodzić), aby państwo nie zabraniało kultywowania religii we własnym domu, sercu, sekcie, zborze, czy kościele. Bo jak wiemy, Państwo miało takie tendencje. Wolność sumienia, postrzegana jako wolność o charakterze pozytywnym, jest całkowitym zaprzeczeniem jakiejkolwiek wolności, w tym przede wszystkim wolności sumienia.
Manifestowana religijność nie jest niczym innym jak zaprzeczeniem rzeczywistej religijności, a często również etyczności danej religii. Na gruncie katolicyzmu przepaść między etyką Jezusa z Nazaretu, a etyką członków Kościoła jest szczególnie dramatyczna. Etyka Jezusa, choć nie wolna od sprzeczności, jest bowiem etyką nastawioną do środka sumienia, etyka wyznawców – wprost przeciwnie.
Wykorzystywanie gabinetu lekarskiego do kultywowania tego typu religijności i własnych moralnych afektacji wydaje się jako takie czymś fundamentalnie sprzecznym z sumieniem, choć może być zgodne z jakąś wersją religijności. Dlatego pojęcie klauzuli religii byłoby całkowicie adekwatne i postulowałbym jego wprowadzenie.
_______________________________ K. Sawicki, Bronię Hanny Gronkiewicz-Waltz w sprawie Chazana, NaTemat.pl
