Język polski jest piękny i chyba co tego przekonywać nie trzeba. Jednakże mamy w naszym bogatym słowniku takie pojedyncze słowa, które wyrażają więcej niż tysiąc słów. Wśród nich na uwagę zasługuje zwłaszcza jedno, bijące rekordy popularności, które dla przeciętnego Kowalskiego , w zależności od sytuacji może stanowić przerywnik między poszczególnymi częściami zdania (dla wybitnych specjalistów nawet pomiędzy poszczególnymi słowami), czy też oznakę strachu, podziwu , zdziwienia albo rozczarowania.

REKLAMA
www.zoomzoom.pl

Wprawdzie co niektórzy próbują niecierpliwić się czy też denerwować za pomocą „o jejku”, „o rany”, ale dziś poruszymy temat „użycia słów nieprzyzwoitych”, czyli takich, które powszechnie uważane są za obelżywe, a w szerszym rozumieniu, niezgodne z panującymi w społeczeństwie zasadami etyczno-moralnymi.

Co zatem w sytuacji, gdy idąc ulicą całkiem niechcący się tak głośno „zdziwimy” i gdy całkiem nieopatrznie nasze słowa wychwyci wprawne ucho funkcjonariusza policji, straży miejskiej czy też straży granicznej? Oczywiście wtedy nie ma już odwrotu, słowo się rzekło, a zatem kary nie unikniemy. Nasze zachowanie zrealizowało bowiem przesłanki określone w art. 141 kodeksu wykroczeń zgodnie z którym kto w miejscu publicznym używa słów nieprzyzwoitych podlega karze ograniczenia wolności , grzywny do 1500 zł lub kara nagany .

Aby można było w ogóle mówić o popełnieniu tego wykroczenia do użycia słów nieprzyzwoitych musi dojść „w miejscu publicznym”, czyli w takim, do którego dostęp ma nieograniczona liczba osób np. na ulicy. Nie jest przy tym konieczne, aby nasze słowa usłyszały jeszcze inne postronne osoby, albowiem przepis wyraźnie wskazuje na słowo „w miejscu publicznym”, a nie „publicznie”.

Gdy zostaniemy już przyłapani na gorącym uczynku możemy spróbować bronić się argumentem, iż miejsce w którym wypowiedzieliśmy nieprzyzwoite słowa nie jest takim miejscem publicznym. Jeżeli jednak do zdarzenia doszło na ulicy, w parku czy też na plaży to takie tłumaczenie nie odniesie oczekiwanego przez nas rezultatu. Możemy również spróbować wejść w polemikę odnośnie wykładni językowej samego słowa, wskazując iż nie jest ono naszym zdaniem nieprzyzwoite.

Należy pamiętać, iż dla bytu tego wykroczenia nie jest istotne, że użyliśmy takich nieprzyzwoitych słów„niechcący”, albowiem omawiane przewinienie może być popełnione zarówno umyślnie, jak i nieumyślnie.

Odmowa przyjęcia mandatu za taki czyn będzie skutkowała skierowaniem wniosku o ukaranie do sądu i wówczas to sąd będzie oceniał czy doszło do realizacji znamion art. 141 k.w. ,czyli mówiąc prościej czy popełniliśmy wykroczenie czy też nie.

Wydawać by się mogło, iż art. 141 k.w. jest jedynie przepisem blankietowym i nie należy obawiać się ukarania na mocy tegoż przepisu. Jednakże jak wynika ze statystyk funkcjonariusze chętnie do niego sięgają. Jako przykład można podać strażników miejskich w Łodzi, którzy w 2013 r. zastosowali 607 takich mandatów, a zatem przynajmniej jeden łodzianin dziennie był karany za takie wykroczenie (źródło : www.strazmiejska.lodz.pl, „Sprawozdanie z działalności Straży Miejskiej w Łodzi w 2013 r.).

Najczęściej wymierzaną karą za omawiane przewinienie jest kara grzywny. Zatem dla dobra naszych portfeli, na ulicy, plaży czy w tym podobnym miejscu lepiej trzymajmy nasz język na wodzy, a słowa powszechnie uważane za obelżywe zostawiajmy w domu, gdzie ręka sprawiedliwości nas nie dosięgnie.

(A. Sobolewska, WCDP)