Niemcy zdobyli mistrzostwo świata w niedzielę, tak mniej więcej o północy. Zwycięska drużyna dotarła do Berlina dziś, czyli we wtorek ok. 10 rano. Jestem świadkiem tego wyjątkowego święta, bo od wczoraj przebywam w stolicy Niemiec.
Przez tak krótki czas organizatorom udało się przygotować odpowiedni samolot – dwupoziomowego Boeinga 747-8 z napisem Fanhansa i wzorem pucharu na kadłubie. Opracowali także dość precyzyjny scenariusz samego lotu do Berlina. Jumbo Jet z mistrzami na pokładzie wykonał honorową rundę wzdłuż osi miasta, godnie machając skrzydłami.
Po wylądowaniu na lotnisku Tegel, bohaterowie schodzili na ziemię po trapie, wzdłuż szpaleru stewardess Lufthansy. Tam czekały już przygotowane wcześniej dwa autobusy Mercedesa, z grafikami odpowiednimi do okoliczności. Były więc daty zdobycia wszystkich mistrzostw świata i cztery symbolizujące te wydarzenia gwiazdy. Ostatnia z nich była znaczkiem Mercedesa. Sam autobus miał tablicę rejestracyjną z numerem FND 2014 (podobnie lot do Berlina oznaczony był LH 2014).
Zawodnicy przenieśli się później na specjalną lawetę z podobnymi oznaczeniami, która ustawiona była na dziedzińcu komendy policji, a potem triumfalnie, z prędkością 4km/h jechali pod Bramę Brandenburską. Zebranych pozdrowił jeszcze odlatujący Jumbo Jet, znów machając skrzydłami nad miastem.
Co było dalej, każdy wie.
Albo Niemcy są mistrzami organizacji, bo w 36 godzin potrafili wszystko przygotować, albo po prostu wiedzieli wcześniej, że wygrają mundial :-)
PS Tysiącom kibiców w ogóle nie przeszkadzało, gdy zawodnicy w końcu opuścili miejsce uroczystości. Berlin cały czas się cieszy i nie jest to czysto bezalkoholowa impreza.
