A to ci heca! Naczelna polska genderystka w rządzie! Donald Tusk powołał właśnie prof. Małgorzatę Fuszarę na stanowisko pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania, bo jej poprzedniczkę wybrano do Europlarlamentu. Zrazu miałam ochotę rzucić się premierowi na szyję w podzięce za tak odważny wybór, gdy usłyszałam jak dziś na konferencji prasowej dobry kwadrans wił się w tłumaczeniach swego kontrowersyjnego kroku.
Komu się tłumaczył? Oczywiście, wszystkim tym, którym z ust korali nie schodzi zawołanie „apage, gender!”; niekoniecznie ze zrozumieniem tego pojęcia. Tym, którzy w nominacji pani profesor widzą zielone światło dla wojującego feminizmu siłą wyrywającego kobiety z pieleszy domowych. Tym, dla których ten wybór jest decyzją stricte ideologiczną, bo mającą korzenie lewackie, cokolwiek to dzisiaj znaczy. Tym, którzy w tej pełnomocniczce natychmiast dostrzegli wroga Kościoła, bo za takimi poglądami – ani chybi – musi stać szatan.
Będąc przekonaną, że premier wie, iż nie stoi, dostrzegłam jednak u szefa rządu dziwną potrzebę, by wytłumaczyć się ze swojej decyzji. No bo jak inaczej rozumieć kilkunastominutowe powtarzanie frazesów o tym, że przemoc w rodzinie jest złem bez względu na światopogląd i przekonania? Że z poniżaniem, wykluczeniem, nierównością w traktowaniu i brakiem tolerancji trzeba walczyć ponad podziałami? I także samo z niepłodnością – choćby stosując metodę in vitro.
Dobre sobie! Że niby stosunek do in vitro łączy a nie dzieli scenę polityczną, tudzież społeczeństwo? Przecież od zarania pracy nad wyczekiwaną ustawą trwała wojna ideologiczna, w której zacietrzewienie ustępuje jedynie temu, jakie wywołuje już samo hasło „aborcja”. Zresztą w naszym „rozpołowionym” kraju nawet o klapsa, co uczciwie przyznał na konferencji Tusk, toczyła się długa i burzliwa dyskusja. I w tak podzielonym kraju powołać na pełnomocnika rządu ds. równego traktowania osobę, której poglądy – co z góry było wiadomo – podziały te pogłębią? Szaleństwo...
Gdy zaczęłam zastanawiać się czy w tym szaleństwie jest metoda, usłyszałam, że owszem, bo to tylko ... zabieg dla odwrócenia uwagi od tego co najważniejsze. Czyli od całkowitej utraty sterowności naszą polską arką przez obecny rząd. Taki chytry lis z tego premiera! Podumałam chwilę i wydało mi się to absurdalne, więc uznałam, że Donald Tusk nie tyle jest rozważny, co – jednak! – odważny wystawiając się na ostarzał, przed którym musi się bronić już na „dzień dobry”. Ale spokojnie. Za chwilę zgasną flesze, news przestanie „żreć” i pani profesor: prawniczka i socjolożka przystąpi do pracy. Nie łudzę się - będzie na cenzurowanym, jednak nie mam wątpliwości, że ogromne doświadczenie w powierzonej jej materii pozwoli utrzymać w pionie ideologiczny kręgosłup.
