Moje wczorajsze uwagi na temat relacji polsko-litewskich spotkały się ze sporym zainteresowaniem moich kolegów posłów z komisji budżetowej.
Zwrócono mi uwagę, że na tym etapie negocjacji przyszłej perspektywy finansowej nic nie zostało zdecydowane, a płatnicy sprawiają wrażenie, że zupełnie im się nie spieszy z rozstrzyganiem trudnych dylematów. Brak pośpiechu może oznaczać, że będą czekać do ostatniej chwili, aby decydować np. o losach Funduszu Spójności. Tak się składa, że ostatnia chwila to koniec roku 2013. I tak się składa, że prezydencję w Unii będzie wtedy sprawować Litwa. Rzecz jasna przez zupełny przypadek aktualna prezydent Litwy, Dalia Grybauskaite, w ostatniej kadencji była komisarzem ds. budżetu i ma w Brukseli znakomitą reputację w tej dziedzinie.
Na miejscu pana premiera Tuska i ministra Sikorskiego szykowałbym się do tego, że to właśnie Litwini będą w sposób znaczący dopinać kluczowe zapisy przyszłej perspektywy finansowej. Dumni muszkieterowie Platformy, którzy przed wyborami obiecali Polakom 300 miliardów złotych, powinni już teraz szukać worka pokutnego i rezerwować czas w napiętym harmonogramie litewskiej pani prezydent.
