Jutro ważna polska rocznica - wybuchu Powstania Warszawskiego. Kolejny raz będziemy celebrować wydarzenie, w którym zginęły tysiące naszych rodaków i w następstwie którego zmieciona z powierzchni ziemi została nasza stolica. Tego typu święta mogą pomagać poradzić sobie z przeszłością, ale i bardzo utrudniać aktualne funkcjonowanie.

REKLAMA

Naród - w dużym uproszczeniu - zachowuje się jak pojedyncza osoba. Doświadczenia kształtują jego osobowość, podobnie jak nasz charakter tworzy się między innymi poprzez radzenie sobie ze spotykającymi nas wydarzeniami. Również traumatycznymi.

Skoro szykuje nam się kolejna rocznica wydarzeń, w których ginęły dziesiątki tysięcy osób, myślę, że warto zastanowić się - jak Powstanie Warszawskie i inne celebrowane przez nas trudne doświadczenia - mogą wpływać na nasze dzisiejsze funkcjonowanie jako narodu. Człowiek mający w swojej historii jedno lub wiele doświadczeń traumatycznych stoi przed trudnym zadaniem poradzenia sobie z własną przeszłością, by móc wrócić do normalnego funkcjonowania w teraźniejszości.

Osoby cierpiące na PTSD - zespół stresu pourazowego - doznają szeregu przeszkód w funkcjonowaniu. Są w stałej gotowości do walki lub ucieczki, w snach i na jawie, poza swoją kontrolą, przeżywają swoją traumę. Ich życie zawęża się do tego jednego lub kilku wydarzeń w swoim życiu. Potrafią w zasadzie powiedzieć o sobie tylko tyle, że są ofiarami. Wycofują się z relacji społecznych. Interpretują neutralne sygnały z otoczenia jako zagrażające. Stają się egocentryczne w relacjach - zachowania innych bardzo często interpretują przez pryzmat siebie, mimo, że nie mają z nimi nic wspólnego. Mają tendencję do fizycznego wracania w miejsce swojej krzywdy po to, by tym razem udowodnić sobie, że dadzą radę. Prawie zawsze kończy się to ponowną traumą.

Doświadczenie bycia skrzywdzonym jest tak wielkie, że bez bardzo dużego wysiłku, nie można sobie z nim poradzić. To "poradzenie sobie" polega na włączeniu realnego obrazu wydarzeń: przebiegu, negatywnych i pozytywnych (jeśli są takie) konsekwencji do obrazu samego siebie. Bardzo ważne jest znalezienie języka do nazwania sytuacji, przyczyn, odpowiedzialności poszczególnych osób za to wydarzenie. Ten język musi być adekwatny do przebiegu wydarzenia - ma nie koloryzować, nazywać rzeczy po imieniu i zachowywać proporcje. Niczego nie pomijać, ale i nie dodawać. Ma być uczciwy - względem samego siebie. Dopiero wówczas można pójść dalej - rozwijać się, nawiązywać nowe, partnerskie relacje, celebrować życie. Oczywiście - proces ten nie jest ani punktowy, ani linearny. Nie ma jakiegoś jednego wydarzenia w terapii (jest wiele ważnych), które powodowałoby "ozdrowienie". Wracanie do normalnego funkcjonowania jest stopniowe, często wiąże się też z chwilowymi regresami w tematach, w których wydawałoby się, że poszkodowany radzi sobie już całkiem dobrze.

Niestety, nie zawsze udaje się wrócić do zdrowia po traumie. Sam czas, wbrew pozorom, nie leczy ran. W bardzo wielu przypadkach osoby cierpiące na skutek PTSD, funkcjonują w oparciu o mechanizmy obronne. Na krótką metę pozwala to nie załamać się pod wpływem doświadczeń - na dłuższą prowadzi do tworzenia się bardzo utrudniających życie struktur. Są nimi między innymi:

Wyparcia i inne stany dysocjacyjne: nie pamiętanie wielu wydarzeń wiążących się z cierpieniem Idealizacja: tworzenie czarno - białego obrazu rzeczywistości, w którym zwykle sprawca jest całkiem czarny, poszkodowany biały, choć bywa i na odwrót Sakralizacja cierpienia: uświęcanie doznanych traum - nadawanie im metafizycznego znaczenia, tworzenie przy tym miraży co do efektów, które przyniosło: uratowanie innych, świata, niesamowity rozwój duchowy etc. Poczucie moralnej wyższości i bycia lepszym niż sprawca i inni, którzy nie cierpieli - daje to iluzję, że jeśli jestem lepszy niż mój prześladowca - mniej mnie boli. Daje to też możliwość podchodzenia z góry, zwłaszcza z pozycji moralnych, do innych. Roszczeniowy stosunek do świata - domaganie się przywilejów ze względu na doświadczone traumy - poczucie, że należy mi się więcej niż innym Niekończące się domaganie zadośćuczynienia: wiara w to, że nasz stan ulegnie poprawie, jeśli sprawca wynagrodzi nasze cierpienia. W dodatku zrobi to skruszony, uznając swoje winy. Jest to iluzja, gdyż po pierwsze - bardzo rzadko tak się staje, po drugie: oczekiwanie na ruch ze strony sprawcy podtrzymuje relacje przemocową: w dalszym ciągu sprawca ma wpływ na nasz los. Marzenia o zemście lub jej poszukiwanie - wyrównanie strat ma przynieść ulgę - w praktyce zazwyczaj jeszcze pogarsza sytuację , bo zauważamy, że zachowujemy się tak samo jak nasz prześladowca Marzenia o przebaczeniu - kolejne nierealistyczne oczekiwanie, że gdy wybaczę - będzie to świadczyło o mojej sile i pozwoli na uwolnienie się od związku z prześladowcą. Nie uwalnia - bo to prześladowca ma kontrolę nad naszą relacją.

Mechanizmów jest więcej, tu opisałem część najważniejszych. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nasz stosunek do świata zewnętrznego (innych krajów, narodów) niestety w dalszym ciągu w dużej mierze jest konsekwencją doświadczonych traum. Zwłaszcza jest nim dotknięta prawa strona sceny politycznej, ale nie tylko. Ciągłe domaganie się przeprosin, występowanie z pozycji poszkodowanego, doświadczonego przez los narodu. Nieustanne wracanie do traum i przez ich pryzmat interpretowanie dzisiejszych wydarzeń. Niesamowite wyczulenie na krytykę innych i bezustanne zabieganie o to, by mówić o nas dobrze.

Mamy jeszcze jeden problem. Z poszkodowanym bardzo trudno zbudować nie tylko partnerskie, ale i przyjacielskie relacje. Można go tolerować, nawet wspierać, ale trudno go lubić. Na pewno nie będzie się z nim szło na piwo dla własnej radości z tego faktu. Dopóki w naszych opowieściach o relacjach z innymi Rosjan i Niemców będziemy traktować jak agresorów, Francuzów i Anglików jak zdrajców porzucających swoich sojuszników etc., nie będziemy ani traktowani poważnie, ani partnersko. Musimy zobaczyć, że oprócz tych wydarzeń, jest jeszcze inny wymiar naszych relacji, bo z drugiej strony - po co Niemcy mają się starać, skoro i tak będą dla nas faszystami, którzy mają nas wiecznie przepraszać?

Dlatego też chciałbym, by rocznice jak ta - 70. wybuchu Powstania Warszawskiego były okazją do urealniania obrazu tamtych wydarzeń, z zachowaniem proporcji i realizmu w ocenie sytuacji, a nie tworzenia mitów, którym w dodatku można przypomnieć Niemcom jak złym są narodem. Oddajmy cześć bohaterom, ale też zastanówmy się jak doszło do tego, że przez 63 dni umierali najlepsi Polacy i jakie to miało konsekwencje. Świętujmy to, że dzisiaj możemy cieszyć się wolnością, bezpieczeństwem, rozwojem jaki nie miał miejsce od 500 lat. Bo już w XIX wieku Adam Asnyk wzywał do tego, by nie koić się własnym lamentem i z "kraju marzeń" przechodzić do rzeczywistości Śpiewa Jacek Wójcicki