Od pewnego czasu nieustannie drążymy problem innowacji a właściwie ich nieobecności w naszej gospodarce.
Konkluzje tych dociekań znajdują się we wcześniejszych wpisach a także w naszych publikacjach. Z tego powodu 31 lipca znalazłem się w auli Politechniki Warszawskiej, by wziąć udział w bardzo inspirującym wydarzeniu. Wydarzenie to stworzyła rozmowa o innowacyjnym biznesie, związanym z sektorem energii, w której wzięło udział blisko sto osób. Wśród jej uczestników przeważali młodzi ludzie, prowadzący własne start-upy lub myślący o ich założeniu. Organizatorem spotkania był Startup Grind Warsaw. Zainteresowanych innowacjami, którzy jeszcze nie wiedzą, czym jest ten projekt zapewniam, że nie tylko trzeba się dowiedzieć (www.startupgrind.com/warsaw) ale warto wziąć w nim udział.
Jednym z gorących tematów było finansowanie start-upów. Młodzi ludzie pytają, dokąd się udać z oryginalnym pomysłem na biznes po pieniądze na jego rozkręcenie? Okazuje się, że nie ma gdzie. Sam pomysł to zbyt mało, by zainteresować prywatnego inwestora wysokiego ryzyka. W tym celu trzeba już mieć prototyp, działające urządzenie lub instalację, czyli coś, co można pokazać. Ale na to też trzeba mieć pieniądze, których nie znajdzie się także w sektorze publicznym. Co prawda są środki na finansowanie współpracy nauki z biznesem (np. granty NCBR) ale przecież start-up to już nie nauka a jeszcze nie biznes. Z kolei granty ze środków pomocowych Unii Europejskiej służą finansowaniu projektów modernizacyjnych oraz tworzeniu miejsc pracy i nie są dostosowane do potrzeb innowacyjnych start-upów. Upartym pozostaje zaangażowanie własnych środków i szukanie prywatnych inwestorów na własną rękę, co czasem odnosi skutek, ale nie rozwiązuje problemu.
Tak to zwykle bywa z inspirującymi rozmowami, że naprowadzają nas na trop, którym warto podążyć. Tym razem uświadomiłem sobie, nie po raz pierwszy zresztą, że jeśli chcemy mieć w kraju innowacje, to musimy wydawać publiczne pieniądze na rozwój oryginalnych pomysłów na biznes. Pieniądze należy przyznawać bez oceny, czy pomysł dobrze rokuje, bo szans powodzenia oryginalnych pomysłów ocenić się nie da. Jedyne, co można i należy zrobić, to ocenić samego pomysłodawcę – by nabrać przekonania, że pieniądze trafiły w dobre ręce i nie zostaną zmarnowane. Klasyczna inwestycja w kapitał ludzki.
Skąd brać pieniądze? Z podatków. Wszak w ten sposób finansujemy naukę. Dajemy pieniądze na badania podstawowe, nie pytając o ich wynik. Dajemy je na podstawie osiągnieć i wiarygodności badacza, bo w nauce najważniejszy jest człowiek i jego kreatywny potencjał. W nauce stawiamy tezy i przeprowadzamy dowody. Tezę podpowiada badaczowi wiedza i intuicja. Odrzucenie tezy, czyli negatywny wynik badania też przyczynia się do postępu nauki. W przypadku innowacyjnych start-upów mamy analogiczną sytuację. Jest człowiek z oryginalnym pomysłem na biznes. Pomysł jest tezą, którą podpowiada mu wiedza i intuicja. Dowodem będzie działający biznes. Początkujący innowator, podobnie jak początkujący naukowiec nie ma jeszcze historii własnych osiągnięć więc nie można obiektywnie ocenić jego wiarygodności. W świecie nauki to nie jest przeszkodą, bo początkujący naukowiec zwykle dostaje kredyt zaufania, za którym idą pieniądze na prowadzeni badań. W świecie biznesu uzyskanie kredytu zaufania i pieniędzy na start-up graniczy z cudem.
Dobrze wiemy, że bez publicznych pieniędzy nie byłoby nauki. Czas zrozumieć, że jeśli nie będzie publicznych środków na finansowanie start-upów, to nie będzie innowacji. Utwórzmy w kraju fundusz, który będzie finansował wszelkie oryginalne pomysły na biznes. Miejsce, do którego każdego dnia, każdy może przyjść i powiedzieć – chcę przedstawić mój pomysł na biznes. I usłyszeć odpowiedź – proszę bardzo, zamieniamy się w słuch. Po zapoznaniu się z pomysłami w bezpośredniej rozmowie, ekspercka rada innowacji, raz w tygodniu typowałaby parę pomysłów, którym warto dać grant na opracowanie studium wykonalności lub na opracowanie prototypu, jeśli pomysł jest już dopracowany. Koszty? Gdyby taka rada co tydzień nagradzała np. 10 pomysłów grantami o przeciętnej wartości 150 000 zł, roczny budżet grantów zamknąłby się w kwocie 78 milionów złotych. Dla porównania stanowi to 3.8% kwoty, którą NCBR wypłaci w bieżącym roku w formie grantów uczelniom wyższym. Jest to równowartość 0,16% deficytu budżetu państwa planowanego w bieżącym roku. Korzyści? Wprowadzenie innowacyjnych start-upów do klasy firm, które dysponują prototypami swoich produktów lub technologii, umożliwia im poszukiwanie inwestorów finansujących projekty biznesowe wysokiego ryzyka i stwarza kolejną szansę na dalszy rozwój biznesu. Pomysły, które wypalą, przyniosą zysk innowatorom oraz gospodarce w postaci dodatkowego dochodu a nowe, rentowne firmy powiększą bazę podatkową, zapewniając w ten sposób zwrot z początkowej inwestycji w kapitał ludzki, jaką było przyznanie grantu. Doświadczenie amerykańskie z podobnymi grantami jest takie, że gospodarka zarabia na innowacjach zdecydowanie więcej, niż wydaje na granty. Nie przejmujmy się tym, że wypali jeden na „n” pomysłów. Taka już natura innowacji, że najważniejszą rzeczą jest dać pomysłodawcom szansę (czytaj: pieniądze) na przetestowanie swoich pomysłów.
Dysponenci publicznych pieniędzy na badania i rozwój! Najwyższa pora, by skierować część z nich tam, gdzie są bardzo potrzebne a zupełnie ich nie ma! Na finansowanie odważnych pomysłów na biznes, które nie muszą mieć wiele wspólnego z nauka!
