Znajomy, wybitny znawca wina przysłał mi SMS-a: jak jesteś w okolicach Udine jedź do Cormons.
Tam są najlepsi producenci we Friuli; Bladic, Plewic, Jerman i wielu innych. Pojechałem. Główna enoteka była wyjątkowo w środę zamknięta. Ktoś polecił mi inną, ale zrobiła się przerwa obiadowa, rzecz we Włoszech święta.
Postanowiliśmy zjeść lunch w wiejskiej osterii i poczekać do 15-ej aż otworzą. Jedzenie było nadzwyczajne, tanie, świeże. Jak zawsze na prowincji włoskiej. Proste i dobre. Zupa z cukinii z ziemniakami i niewielką ilością octu białego. Znakomita. Na drugie domowe kluski z prawdziwkami. Bosko.
Z tak optymistycznym nastawieniem udaliśmy się ponownie do drugiej enoteki z nadzieją, że nie tylko będzie otwarta, ale też będzie tam któreś z wielkich nazwisk. Oczywiście, nie było. A mina informującej mnie o tym szefowej mówiła sama za siebie; mamy tu to, co potrzeba, czyli wina ze spółdzielni, a nie tych z podniesionymi nosami. Choć prawda jest taka, że to bardzo skromni i mali producenci. Cóż nie było nam widać dane zmierzyć się z tymi rekomendacjami.
W drodze do Klagenfurtu, gdzie planowaliśmy nocleg ku naszemu zdziwieniu znaleźliśmy adres sklepu winnego z wszystkim tymi markami. Oto szczęśliwy los!
