Wiadomości z terenów objętych wojną dominują relacje z Ukrainy. Tymczasem wiele ciekawego dzieje się w Kijowie. Za półtora miesiąca odbędą się wybory parlamentarne i widać wyraźnie, że przywódcy, których rewolucja wyniosła do władzy, rozpoczęli poważną kampanię.
Prezydent Poroszenko przekształcił swoją partię (Solidarność) w partię Petro Poroszenki. Udało mu się też pozyskać człowieka-legendę ukraińskiej polityki, Jurija Łucenkę, który został szefem ugrupowania. Trzeba pamiętać, że Łucenko był legendą pierwszego Majdanu, koncepcyjnie zorganizował drugi, a za swoją działalność odsiedział prawie dwa lata w więzieniu. Ma więc prezydent mocnego lidera w konkurencji pod nazwą "wybory do parlamentu".
Rozpadł się Blok Julii Tymoszenko. Może jeszcze nie formalnie, ale wraz ze swoimi zwolennikami odszedł z niego Arsenij Jaceniuk. Można się domyślać, że ciasno mu w jednym ugrupowaniu z szefową partii, Julią Tymoszenko. Ta strata byłaby dla niej do zniesienia, ale równocześnie opuścił ją Aleksander Turczynow, człowiek, który od zawsze był jej szarą eminencją. Jaceniuk z Turczynowem w ostatnich miesiącach zyskali bardzo dużo osobistej popularności. Jak widać, za dużo, jak dla byłej pani premier.
Podejrzanie cicho jest o planach Witalija Kliczki. Pierwotnie oczekiwałem, że sojusz Poroszenki i mera Kijowa może wygenerować nową jakość w ukraińskiej polityce, ale tak się nie stało. Kliczko pewnie wystartuje sam i dopiero po wyborach będzie próbował znaleźć się w większościowej koalicji.
Nie wiadomo, co dzieje się po stronie "Regionów". Nie wiadomo też, czy w ogóle uda im się stworzyć jakąkolwiek reprezentację, bo stara partia przestała istnieć w momencie ucieczki prezydenta.
Na te i inne wątpliwości będę starał się znaleźć odpowiedź w najbliższych dniach. Dodatkowo, 11 września w Kijowie rozpoczyna się nasza doroczna konferencja "Yalta European Strategy 2014". Nazwę zostawiliśmy, ale z oczywistych powodów jej miejsce musiało się zmienić.
