Polskie media pełne są troski o przyszłość Platformy Obywatelskiej. Dominuje pytanie: jak ta partia da sobie radę bez dotychczasowego przywódcy? Sam Donald Tusk nie ułatwia zadania. Wiadomo, że ma wariant, który przeforsuje, a zwykli członkowie będą mieli niewiele do powiedzenia.

REKLAMA
Wyobraźmy sobie sytuację, w której procedura wyłaniania nowego szefa odbyłaby się podobnie jak w zeszłym roku z Gowinem. Odchodzi Tusk i rozpisuje się tajne wybory. Zgłaszają się chętni i po jakimś czasie dowiadujemy się, kto pod nieobecność Donalda Tuska zostaje ukochanym przywódcą. Kopacz? Schetyna? Siemoniak? A może jeszcze ktoś inny? Na nic takiego się nie zanosi. Wczoraj słyszałem opinie wpływowych działaczy PO, którzy twierdzili, że nie ma sensu robić wyborów, skoro pierwsza wiceprzewodnicząca partii obejmie stanowisko premiera. Pewnie dociągnie te 3 lata do końca kadencji.
Mnie przyszłość Platformy nie martwi. Jej jakość poznamy po tym, jak da sobie radę, budując przyszłość bez Donalda Tuska. Jakie to trudne zadanie, pokazała dawno temu historia Unii Wolności. Gdy Leszek Balcerowicz, tak po prostu, w trakcie kadencji, został prezesem NBP, partia poszła w rozsypkę. Podobnie stało się z SLD. Do tej pory miejsca po Aleksandrze Kwaśniewskim i Leszku Millerze nie dał rady zapełnić ani Aleksander Kwaśniewski, ani Leszek Miller…