Wieki całe temu, kiedy jeszcze nasi dzielni żołnierze stanowili trzon Układu Warszawskiego, tego samego, który miał bronić nas przed NATO, jeżyny najlepiej zbierało się na poligonie w okolicach Rembertowa, gdzie pilnie kształcił się kwiat oficerskiej kadry ludowego wojska. Kwiat ten, czasem biegał po lesie, aby wzmocnić swą fizyczną tężyznę i nabyć umiejętności radzenia sobie w różnych warunkach bojowych. Pewnie dlatego, poszczególne części lasu zagrodzone były kolczastym drutem, na którym straszyły tabliczki „skażenie chemiczne” lub „teren po wybuchu jądrowym”. Z uwagi na braki budżetowe ( no i co tu się dziwić, że Układ Warszawski się rozpadł), poza tabliczkami las ten nie różnił się jednak od innych. Wiedzieli o tym miejscowi, namiętnie zbierający na poligonie leśne płody. Trudno powiedzieć dlaczego, ale maślaków najwięcej było zawsze na terenie skażonym fosgenem, najlepsze jeżyny rosły zaś w części radioaktywnej.

REKLAMA

Upłynęło trochę czasu, wstąpiliśmy do NATO i rembertowskie lasy przestały być przedmiotem chemicznych i jądrowych ataków nieprzyjaciela. Znacząco zmniejszyło to atrakcyjność tamtejszych jeżynobrań. Może las już nie ten, a może jeżyny rosły lepiej za czasów Układu Warszawskiego. Jednak, kiedy tylko idziemy do na spacer do lasu, z przyzwyczajenia rozglądamy się za jeżynowymi krzakami. Ostatnio w naszym lesie jeżynowe chruśniaki zaczerniły się od owoców - słodkich od wrześniowego słońca i cierpkich jednocześnie, jak to tylko jeżyny być potrafią.

Kiedy nazbiera się jeżyn, pojawia się wiele możliwości. Najprostszą jest oczywiście konsumpcja na miejscu, co po długim spacerze samo się narzuca i doskonale nastraja do dalszego włóczenia się po lasach. Inną możliwością jest przyniesienie jeżyn do domu i zrobienie z nich jeżynowego deseru. Dla rozbudzonych poetycko romantyków pewną ciekawą opcję zaproponował swego czasu Leśmian – wystarczy tylko maliny zamienić na jeżyny:

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem Zapodziani po głowy, przez długie godziny Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

[…]

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym oka mgnieniu, Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu, A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.

Na wypadek gdyby któryś z czytelników nie był w romantyczno-poetyckim nastroju, podajemy również nasz ulubiony przepis na ciasto z jeżynami na puszystej, budyniowej piance.

Składniki:

Ciasto: 350g mąki pszennej 250g masła 1/2 szklanki cukru 2 łyżeczki proszku do pieczenia 5 żółtek

Masa budyniowa: 5 białek ½ szklanki cukru pudru 2 opakowania budyniu waniliowego bez cukru 2 łyżki cukru waniliowego 120 ml oleju np. słonecznikowego lub z pestek winogron

Owoce: 500 g jeżyn po 150 g jagód i żurawin

Przygotowanie:

Ciasto: Zagnieść razem wszystkie składniki, podzielić na trzy części, jedną włożyć do zamrażalnika, a pozostałe dwie do lodówki na pół godziny. Wyłożyć formę 2/3 ciasta i podpiec w 180C przez ok. 20 min, aż złapie kolor. Ostudzić.

Masa budyniowa: Ubić białka na sztywno, po ubiciu powoli stopniowo dodawać cukier. Delikatnie, ciągle miksując na wolnych obrotach, dodać proszek budyniowy, a na końcu olej. Wyłożyć masę na podpieczony spód, na to wyłożyć owoce. Z zamrażalki wyjąć pozostałą część ciasta, zetrzeć na tarce na kruszonkę, obsypać nią ciasto. Zapiekać kolejne 30-40 min w 180C.