
„Liczy się tylko news, skandal, afera. O tym, że sędziowie pracują dobrze nikt nie napisze” – z takimi opiniami - sędziów o dziennikarzach - spotykałam się na każdym kroku, gdy dziewięć lat temu rozpoczynałam pracę w sądzie. Sędziowie z dużą ostrożnością podchodzili do dziennikarzy i trudno im było uwierzyć, że bliższa współpraca z nimi ma jakikolwiek sens.
Jestem byłą dziennikarką, dziś – specjalistą ds. PR. Wsparciem dla rzecznika prasowego, którym zgodnie z przepisami może być tylko sędzia. Jednoosobowym biurem prasowym sądu.
Dziś instytucje państwowe, w tym sądy, poza sprawnym biurem prasowym, powinny posiadać jeszcze jedno – przemyślaną politykę wizerunkową. Badania zaufania społeczeństwa do sądów nie są powodem do dumy.
„Wszystko przekręcają”, „nie znają się na prawie”, „krytykują nas i jeszcze oczekują, że będziemy im pomagać” – to kolejne argumenty środowiska sędziowskiego, z którymi trudno się nie zgodzić. Czasem jednak warto bronić nawet pozornie przegranej sprawy i ja taką walkę podjęłam. Cel był i jest jeden: troska o wizerunek sądu.

Nie ma niczego odkrywczego w stwierdzeniu, że to media kształtują wizerunek wymiaru sprawiedliwości. Opinia publiczna formułuje swe wnioski na podstawie medialnych doniesień. Jeśli w mediach dominują informacje o brutalnych przestępstwach, szokujących okolicznościach i nadmiernej łagodności sądów, to trudno uwierzyć, że pracują w nich kompetentni, prawi i uczciwi ludzie. Krzykliwy tytuł na okładce tabloidu plus zrobione z zaskoczenia zdjęcie sędziego z podpisem: „To on wypuścił przestępcę!” maja swoją siłę rażenia. Zwłaszcza, że mało kto zadaje sobie trud sprawdzenia, w jakich sytuacjach można zastosować tymczasowy areszt.
Praca nad poprawą wizerunku musi przebiegać dwutorowo. Po pierwsze, poprzez budowanie dobrej relacji między sędziami a dziennikarzami. My rozpoczęliśmy od wspólnej szczerej rozmowy i szkolenia połączonego z zamianą ról. Sędziowie wcielili się w rolę dziennikarzy, dostali mikrofony, kamery, notesy, a dziennikarze przeprowadzili rozprawę sądową na podstawie skryptu inspirowanego autentyczną sprawą sądową. Każda z grup miała swoich konsultantów, było powołane jury, które wybrało najlepszego sędziego-dziennikarza oraz dziennikarza-prawnika. Z kronikarskiego obowiązku informuję, że zawody wśród sędziów wygrał… Prezes SO w Opolu, który przygotował bardzo zgrabną relację radiową, zawierając w minucie i 20 sekundach dźwięku tzw. „podprowadzkę”, „paszczę”, fragment wyroku i uzasadnienia, a nawet okrzyki oburzonej publiczności. Największym sukcesem tego szkolenia było obustronne zrozumienie trudności swoich ról. Mam wrażenie, że sędziowie docenili trud pracy dziennikarza, czyli pod presją czasu, z koniecznością szybkiego „wejścia w temat” i przełożenia skomplikowanych kwestii prawniczych na język zrozumiały dla pani z warzywniaka. A dziennikarze inaczej spojrzeli na sędziów. Od tamtej pory było już łatwiej.
Aktywna polityka medialna to kolejny ważny aspekt. Trzeba dawać dziennikarzom atrakcyjne tematy. To procentuje. Trzeba wychodzić im naprzeciw z szybkimi komunikatami prasowymi i pomagać tam, gdzie można pomóc, a wtedy znajdziemy w nich sprzymierzeńców w naszych działaniach skierowanych do społeczeństwa, choćby takich, jak kampanie społeczne.

Nasz sąd sam wychodzi z inicjatywą. Przeprowadziliśmy już jedną dużą kampanię społeczną. To samo w sobie jest dla lokalnych dziennikarzy atrakcyjnym tematem. Prośba o pomoc i patronat medialny jest traktowana jak wyróżnienie. Włączenie do naszych akcji innych instytucji i organizacji pozarządowych sprawiło, że nabrały one innego wymiaru. Przeprowadziliśmy kampanię „Dotyk, który boli,” mającą na celu uwrażliwienie społeczeństwa na problem molestowania seksualnego, wskazanie jak pomagać ofiarom i gdzie szukać pomocy poprzez, z jednej strony, szeroko zakrojoną akcję informacyjną, z drugiej – przeprowadzenie szkoleń sędziów, prokuratorów, adwokatów i kuratorów sądowych.

Aktualnie prowadzimy kolejną kampanie społeczną, popularyzującą mediacje w sprawach rodzinnych, pod hasłem „Mediacja: to nic nie kosztuje.” Kilka dni temu ogłosiliśmy drugą odsłonę naszego programu pilotażowego, który polega na tym, że to Sąd Okręgowy, a nie uczestnicy postępowania, ponoszą koszty mediacji w sprawach rodzinnych ze skierowania sądu. Nie ma dnia bez rozmowy na żywo, relacji radiowej, prasowej czy na portalu internetowym. Wszystkie informacje zamieszczamy na Funpage’u kampanii „Mediacja: to nic nie kosztuje” na Facebooku. Natomiast w lokalnym oddziale TVP stale oglądamy wyprodukowane z naszej inspiracji reklamy społeczne obu kampanii. Prowadzimy także edukację prawną w formie lekcji wychowawczych w sądzie i spotkań z młodzieżą w szkołach, a nawet przedszkolach.
Druga ważna sfera działań piarowskich to poprawa jakości obsługi. Jeśli przeciętny Kowalski miał jakąś sprawę w sądzie i został fachowo obsłużony to wie, że w sądach dobrze pracują. Biura Obsługi Interesanta nieźle spełniają swą rolę, ale moim zdaniem to za mało. Należałoby przeszkolić wszystkich pracowników sądów z właściwej obsługi klientów oraz pracy z klientem trudnym. Najsłabszym ogniwem wszelkich działań piarowskich bywają często sami pracownicy sądów i – co tu kryć – niektórzy sędziowie, jeśli toczy się przeciwko nim postępowanie dyscyplinarne. Jedna poważna „afera” z udziałem sędziego potrafi skutecznie zepsuć wielomiesięczny trud pracy nad budowaniem wizerunku.
Chcemy, by sąd był postrzegany jako instytucja, która dobrze pracuje dla dobra ogółu, a zarazem jest otwarta na społeczeństwo, przyjazna i ma pewną misją wychowawczą, gdyż tak powinny być odbierane sądy. Kto się przyłączy?
Ewa Kosowska-Korniak Specjalista ds. public relations Sądu Okręgowego w Opolu

