Każdy z nas ma aspiracje, przekonania, potrzeby i marzenia. W drugiej osobie szukamy inspiracji, pozytywnych emocji i wsparcia. Ufamy i chcemy wierzyć, że nas nie zawiedzie, choć w głębi duszy liczymy się z porażką. Mimo to, wciąż szukamy w ludziach dobra…

REKLAMA

Zaniedbałem ostatnio ten blog, na co nawet kilka dni temu zwrócono mi uwagę. Swoją drogą, była to dosyć ciekawa rozmowa:

- Dlaczego nie piszesz już do Na Temat? - Bo nie mam czasu. - A nie musisz tam pisać co tydzień?

Co to właściwie znaczy „musieć pisać bloga”? Jak go zakładałem, miałem co prawda założenie pisania tekstów raz w tygodniu. Ostatnio jednak nie miałem czasu na wpisy, za co jestem na siebie zły. Przyznaję, (trzy przeprowadzki w ciągu 2 miesięcy potrafią dać w kość), ale przecież pisanie bloga nie jest przymusem! Od braku wpisów jeszcze nikt nie zachorował, a świat się nie skończył… Niemniej jednak tekst na dziś powstał.

Sukcesy i porażki

Każdy z nas ma inną definicję sukcesu i porażki. Moje obie definicje są proste: miarą jest skuteczność. Jeśli osiągam to, co chciałem, to jest sukces. Jeśli nie, nazywam to porażką. Jako że żyjemy między ludźmi i wchodzimy z nimi w różne interakcje, to do tak zdefiniowanego sukcesu często potrzebne jest także to, aby inni ludzie robili to, o co poproszę. O tym z kolei szerzej pisałem gdzieś na samych początkach tego bloga. I w takim właśnie rozumieniu definicji, ostatnimi czasy poniosłem dwie porażki.

Wiele razy pisałem, że nie należy wstydzić się sukcesów. Należy być dumnym i cieszyć się nimi. Podobnie zdanie mam o porażkach (wcześniej nie do końca byłem o tym przekonany. Dziś jednak wiem to na pewno) – od nich także nie należy uciekać, tylko wyciągać lekcje. Każde doświadczenie w życie jest cenne i każde czegoś uczy. Tak jak sukcesy zawdzięczam samemu sobie, tak samo w sobie szukam źródła porażek.

Współpraca popłaca

Ujmując rzecz dosyć ogólnie, rozgrywałem ostatnio partie dylematów więźnia, w których trafiałem na dezerterów. Na początku praktycznie zawsze jestem kooperantem. Logika wskazuje, że w przypadku partnerów, z którymi planujemy małą liczbę rozgrywek, trafiając na dezertera, należy jak najszybciej odpowiedzieć tym samym. Pech chciał, że trafiłem na dezerterów, z którymi chcę jeszcze trochę pograć…

Pozostawanie kooperantem w starciu z dezerterem nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Zwłaszcza, gdy do gry dochodzi czynnik ludzki (a przecież zawsze tak się dzieje), mający mniejsze lub większe znaczenie. Przyjmowanie przegranych, nawet jeśli przewidywalne, rodzi naturalną chęć do ucieczki. Co więcej, im dalej w las i im więcej poniesionych przegranych, tym wartość oczekiwana sumy wypłat wynikających z obopólnej kooperacji musi przewyższać sumę już poniesionych (rosnących) strat. Widać wyraźnie, że im dłuższa perspektywa wspólnej gry (najlepiej nieokreślona), tym łatwiej pozostać kooperantem (licząc oczywiście na to, że drugi gracz także się nim stanie). Sam jestem ciekaw, co przyniosą kolejne rozgrywki, zarówno w kontekście strategii, jaką przyjmą moi partnerzy, jak i strategii, którą przyjmę ja sam.

Powyższy wpis można równie dobrze przedstawić innym językiem. Konkretnie: czterema pierwszymi słowami dziewczynki występującej na początku tej starej, choć bardzo dobrej reklamy:

Czego i Państwu życzę.