Wicepremiera - ministra infrastruktury zastąpił wicepremier - minister obrony. Co to oznacza?

REKLAMA

Zaprezentowany skład nowego rządu Ewy Kopacz wzbudził lawinę komentarzy, wśród których dominują interpretacje związane z wewnętrznymi rozgrywkami w Platformie Obywatelskiej. Mówi się dużo o konsekwencjach poszczególnych nominacji na koteryjny układ sił w partii rządzącej. Mało natomiast jest o tym, co ów personalne korekty oznaczają dla biegu spraw publicznych. Czy będzie to rząd kontynuacji, czy też w kilku sferach można spodziewać się korekty dotychczasowej polityki?

Warto odnotować ważną zmianę. W gabinecie Donalda Tuska funkcję wicepremiera pełniła minister infrastruktury. Było to przecież nie tylko docenienie politycznej i urzędniczej sprawności Elżbiety Bieńkowskiej, ale przede wszystkim zamanifestowanie przez rządzącą ekipę, że inwestycje rozwojowe w szeroko pojętej infrastrukturze stanowią priorytet. W rządzie Ewy Kopacz wicepremierem nie będzie już minister od infrastruktury, lecz szef resortu obrony narodowej. Być może intencją nowej premier było docenienie i wzmocnienie pozycji Tomasza Siemoniaka w platformerskich układankach. Można jednak tę decyzję interpretować też jako wskazanie hierarchii priorytetów: wojsko ponad inwestycjami w rozwój.

Na potencjalne, negatywne skutki takiego przekazu wskazał dziś w rozmowie z TVP Info Piotr Kuczyński. Główny analityk Xeliona i znany komentator ekonomiczny zaznaczył, iż do inwestorów może być to informacja, że Polska jest krajem zagrożonym konfliktem zbrojnym, a więc miejscem niepewnym do inwestowania.

Czy taka była intencja Ewy Kopacz?