Trudno jest pisać o rządzie Ewy Kopacz. Nie będzie łatwe to również za 100 dni – standard, a właściwie slogan oceny pierwszych dni nowego (a może jednak nie do końca… ) rządu Platformy Obywatelskie i PSL. O tym będziemy wiedzieć za trochę ponad rok – przy następnych wyborach parlamentarzystach.

REKLAMA

Czy rząd Ewy Kopacz jest kontynuacją poprzedniego, w ostatnim czasie rządu autorskiego Donalda Tuska? I tak – i nie. Tak, ponieważ nie zmieniła się jego struktura, wielu polityków, ministrów, zakres czynności. Nie – ponieważ – hipotetycznie – zakładamy przemiany i reformy. To się okaże za mniej więcej dwa tygodnie, na kiedy nowa premier obiecała sejmowe expose. Miejmy nadzieję – nie kosmetyczne – jest 6 kobiet w nowym rządzie – lecz jednak strukturalno—programowe. I silne.

Problemem rządu Premiera Donalda Tuska były spadające notowania – Platformy Obywatelskiej, która w ostatnich sondażach otrzymywała poniżej 30%. Następnym problemem była słaba ocena rządu i wielu ministrów, malejące poparcie dla niego osobiście, co było szczególnie widoczne na tle wyników sondaży zaufania dla prezydenta Bronisława Komorowskiego. I tak naprawdę nie wiemy, jak będzie wyglądała kariera premiera Donalda Tuska. Przypomnijmy, Donald Tusk jednak obiecał, że premierem dłużej już nie będzie, deklarował, że nie będzie poddawał się się kryteriom wyborów krajowych. Już w roku 2012 było wielu takich, którzy prognozowali mu karierę w Unii Europejskiej, jako szefa Komisji Europejskiej – także autor tego tekstu. I to się udało. Inaczej – Premier Donald Tusk wszedł na stanowisko, akceptowane praktycznie przez wszystkich poważnych polityków całej UE. Czy wykorzysta to w Polsce, to się jednak dopiero okaże. Nie jest powiedziane, jak będzie jego wpływ w Polsce, do wyborów w roku przyszłym.

Dla wielu – jednak nie dla mnie – zaskoczeniem jest powrót na eksponowane miejsce polityczne i dla całego kraju Grzegorza Schetyny. Kiedy w październiku 2009 roku premier Donald Tusk, w wyniku wybuchu tak zwanej afery hazardowej, zdymisjonował Grzegorza Schetynę ze stanowiska wicepremiera i odesłał go do Sejmu, uważałem to za poważny błąd. Nie doszło wtedy do destabilizacji rządu, ani dezintegracji Platformy Obywatelskiej. Decyzja o odwołaniu Schetyny i innych polityków bezpośredniego zaplecza rządowego (i politycznego) Tuska wydawała się dla mnie zbyt szybka, i zbyt demonstracyjna. Donald Tusk rozbił wtedy nieformalny, dualistyczny układ władzy, jaki tworzył ze Schetyną, co mogło doprowadzić do „posypania się” partii. Nic takiego się nie stało – dziś Grzegorz Schetyna jest na ważnym – i jak pokazuje doświadczenie i wrażenia Radosława Sienkiewicza, eksponowanym miejscu działalności politycznej.

Warto pamiętać – pomiędzy Grzegorzem Schetyną, a premierem istniał konflikt personalny może dlatego, że ten pierwszy pozostał takim samym liberałem, jakim był za czasów KLD, i jakim się wydawała Platforma Obywatelska za swojego zarania. Obła programowo Platforma Obywatelska, zrządzana przez Premiera Donalda Tuska nie była partią jego marzeń. Poważnymi problemami było dla niego otoczenie premiera, z Bieleckim, Kilianen, Ostachowiczem, czy ministrem Pawłem Grasiem.

Ale również jeszcze jedno trzeba przypomnieć – Grzegorz Schetyna nigdy nie podważył wiodącej roli Donalda Tuska w Platformie Obywatelskiej. Dziś pozycja Schetyny jest zgoła inna, niż kilka lat temu. Mocniejsza, ponieważ okazuje się, że to on w dalszym ciągu może aspirować do funkcji partnera Donalda Tuska, w ramach Unii Europejskiej. Grzegorz Schetyna może być potrzebny Donaldowi Tuskowi w jego bezpośrednim zapleczu w Brukseli, z wielu powodów.

Donald i Grzegorz nie muszą palić fajki pokoju. Swoje już wypalili i wypili, połączy ich znów pragmatyzm polityczny. Stare powiedzenie, „co cię nie zabije, to cię wzmocni” w przypadku obydwu ma dzisiaj wyjątkowy wydźwięk i sens.

Azrael Kubacki