Czy sytuacja, w której klient supermarketu trzymający w ręce produkt dostępny na sklepowych półkach i rozmawiający przez telefon zostaje zastrzelony w ciągu sekund od dotarcia na miejsce dwójki innych postaci przypomina w jakimkolwiek stopniu interwencję policji? Najwyraźniej tak, gdy klientem jest osoba czarnoskóra, intruzami okazują się policjanci, a sytuacja ma miejsce w Beavercreek w Stanie Ohio.

REKLAMA

O sprawie zabójstwa 22 letniego Johna Crawforda III przez interweniujących policjantów pisałem już jakiś czas temu. Skoncentrowałem się wtedy na głównym „sprawcy” tej tragedii – na osobie, która zadzwoniła na policję kłamliwie opisując Crawforda jako „zagrożenie”, jako grożącego innym klientom w Walmarcie, jako ładującego naboje do swojej broni (która okazała się być zabawką dostępną do kupienia w supermarkecie). Na końcu artykułu jedynie wspomniałem o materiale wideo z kamer przemysłowych, do którego dostęp miał mieć (niezgodnie z prawem) zmieniający zeznania świadek, a który wciąż nie został upubliczniony.

Od zabójstwa Crawforda minęły już prawie dwa miesiące. Przez cały ten czas, rodzice zamordowanego nieustannie domagali się upublicznienia zapisu z kamer przemysłowych. A Mike DeWine, prokurator stanowy, nieustannie odmawiał upublicznienia uzasadniając to możliwością nieprzewidzianych reakcji ludzi oraz porównywał je z „bawieniem się dynamitem”. W zeszłym tygodniu w końcu jednak upubliczniono to nagranie i potwierdza ono wersję rodziców Crawforda, podważa zaś wszelkie wersje świadka Rolanda Ritchie (który przecież już zdążył zmienić swoje zeznania). Kilkuminutowe wideo nijak ma się do tego, co Ritchie przekazał policji, gdy dzwonił na 911. A mówił wtedy między innymi, że czarnoskóry mężczyzna: „celuje bronią do ludzi”, „właśnie ładuje [broń]” czy też „właśnie mierzył do dwójki dzieci”. Nic takiego nie miało miejsca… Jedynym grzechem Crawforda było to, że był czarny.

Jednakże kłamstwa Rolanda Ritchie nie usprawiedliwiają reakcji policji. Podczas wideo widać, że Crawford rzuca broń-zabawkę, a i tak zostaje zastrzelony. Policjanci nie starają się zapoznać z sytuacją, jest dla nich wystarczająco jasna – „niebezpieczny czarny z bronią”. To wystarczy jako uzasadnienie użycia śmiertelnej broni. To wystarczy, by zabić bezbronnego mężczyznę. Podejmują decyzję w ułamku sekundy. Nie poświęcają czasu, by choćby zakrzyknąć „stój”, by upewnić się, że osoba, która NIE MA BRONI, nie jest niesłusznie oskarżana. Wszystko to można zobaczyć na materiale z kamery przemysłowej, który zamieszczam poniżej. Uwaga, wideo zawiera drastyczne sceny! Po obejrzeniu tego materiału trudno jest podważać zasadność uwag rodziców Crawforda. Policjanci nie tylko popełni „błąd”, ale przede wszystkim ich „błąd” był nieuzasadniony i powinni ponieść konsekwencje zamordowania niewinnego, bezbronnego człowieka. Dochodzimy jednak do najgorszej części tej historii (choć zastanawiam się, czy cała ta historia nie stanowi jedynie serii „najgorszych części”): ława przysięgłych Greene County uznała w minioną środę, że policjanci nie zostaną postawieni w stan oskarżenia. A to oznacza, że zamordowanie 22 letniego Crawforda zostało uznane za „uzasadnioną interwencję”. Dodatkowo wciąż najwyraźniej za zasadne uznaje się tłumaczenie, że Crawford został zabity ponieważ nie wykonał polecenia policjantów, by „rzucić broń”… Nieistotne, że „broń” była zabawką, że zgodnie z obowiązującymi w Ohio normami prawnymi miał prawo mieć prawdziwą broń przy sobie oraz że wykonał polecenie policji (co widać na wideo), nawet prawdopodobnie zanim zostało wydane…

Interweniujący policjant, który zastrzelił Johna Crawforda...
Interweniujący policjant, który zastrzelił Johna Crawforda...