To gorzkie, że prześmiewcze tezy prawicowych komentatorów o pseudo-elitach lewicowego środowiska Gazety Wyborczej znajdują ostatnio potwierdzenie. Mnie samego to smuci, ale przecież nawet Natalia Siwiec na łamach Pudelka nie domaga się rozliczeń finansowych od mężczyzn, z którymi uprawiała sex.
Zawsze za bzdurne uważałem tezy, by tabloidyzacji mediów winne były kolorowe pisemka, a schamieniu życia publicznego – politycy, z natury przecież brutalni i bezwzględni. To elity nadają ton, wyznaczają standardy, określają normy. Z tym większym przerażeniem dowiaduję się, że największa opiniotwórcza gazeta w kraju relacjonuje wzajemne rozliczenia erotyczno – finansowe przedstawicieli elity literackiej, oraz komentarze jakiem im towarzyszą ze strony środowiska intelektualistów i artystów. To fakt, że ja osobiście nie zaliczam się do elity intelektualnej, ani artystycznej, i być może dlatego nie jestem na bieżąco z najnowszymi standardami. Ale do głowy mi nie przychodzi, by ludzie, którzy utrzymywali ze sobą stosunki intymne, później publicznie informowali o szczegółach wzajemnych rozliczeń, żalów i pretensji. Podobnie dziwne mi się wydaje, by świadkowie takich publicznych rozliczeń jakkolwiek odnosili do ujawnianych rewelacji, oceniali ich prawdopodobieństwo, ani formułowali oceny. Ilekroć mamy do czynienia z gwałtem lub nieuczciwością, nakazem przyzwoitości jest stanąć w obronie krzywdzonej strony. Ilekroć jesteśmy świadkami poniżającej kłótni byłych kochanków, nakazem przyzwoitości jest... zamilknąć, wycofać się, a nazajutrz zapomnieć o kompromitującym incydencie. Nie pierwszy to raz, kiedy sypiający ze sobą pani i pan zachowują w pamięci inny obraz łączących ich niegdyś zażyłości, i inaczej podsumowują wzajemne rozliczenia finansowe. Nawet jednak najgłupsza serialowa gwiazdka, czy tancerz znany z tego że jest znany ma dość rozumu (a może przyzwoitości) by nie upubliczniać roszczeń finansowych pod adresem byłych kochanków, czy formułować oskarżenia o molestowanie seksualne, które miałyby usprawiedliwiać opieszałość w zwrocie długu. Dziwię się, że światłe przedstawicielki środowiska feministycznego publicznie formułowały kategoryczne oceny natury moralnej, a Gazeta Wyborcza publikuje je na swoich łamach. Ludzie, których opinii zwykle jestem ciekaw zmuszają mnie do interesowania się wzajemnymi żalami byłych kochanków - zupełnie jak w maglu! ...A nawet gorzej, bo nawet najgłupsza pleciuga wie, że rozliczenia erotyczno-finansowe są zbyt osobiste, by znając rzecz jedynie z relacji, można było być czegokolwiek pewnym. Nie piszę tego tekstu, by dać upust zawiści i naigrawać się z konkretnych ludzi, których nazwisk przecież nie wymieniam. Wyrażam głęboki żal, że życie publiczne elit intelektualnych i artystycznych środowiska, które wydaje mi się godne szacunku – przebija głupotą światek celebrytów.
