
Dziś odbyło się przesłuchanie Elżbiety Bieńkowskiej w Parlamencie Europejskim. Po trzygodzinnej rundzie pytań ze strony Eurodeputowanych, pierwsze komentarze w europejskich mediach określają polską kandydatkę na Komisarza UE ds. Rynku Wewnętrznego jako „żelazną rękę w aksamitnej rękawiczce”.
Przyszła Pani Komisarz w trakcie odpowiadania na pytania zaprezentowała obszary na których chce się szczególnie skupić podczas wypełniania swojego urzędu. Bardzo ważnym elementem jest zapowiedź zdecydowanego wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw. Pani Bieńkowska powiedziała wprost, iż zdaje sobie sprawę, że prawo unijne a także narodowe systemy prawne są skonstruowane w sposób uciążliwy dla MŚP. Podkreśliła, że będzie dążyć aby prawo było dla nich przyjazne, proste i zapewniało niskie koszty działalności.
Podniesiony został również temat wspólnego rynku. Pani Premier zwróciła uwagę na fakt, iż do chwili obecnej tylko w 20% została wdrożona dyrektywa dotycząca wspólnego rynku usług. Odniosła się też w sposób zdecydowany do problemu uznawania kwalifikacji zawodowych, z którym borykają się pracownicy w całej Unii Europejskiej. Zero tolerancji dla niewypełniania dyrektyw. Ten przekaz można było usłyszeć dziś kilkukrotnie.

W odpowiedzi na wątpliwości dotyczące wpływu przemysłu na politykę UE w obszarze rynku wewnętrznego poprzez naciski lobbystów, usłyszeliśmy „Jestem odporna na lobbing. Przekonali się o tym ci, którzy współpracowali ze mną przez ostatnie 20 lat”.
Dotknięto również tematu, o którym mówi się trochę w kategorii teorii spiskowej, a który jest realnym problemem użytkowników sprzętu elektronicznego - programowanie zużycia i awaryjności urządzeń. Każdy kto podobnie jak ja, odpowiadała, pamięta lata 70-te i 80-te, pamięta również, że zakupioną rzecz można było używać przez 20 lat. Dziś zakupionym urządzeniem możemy cieszyć się maksymalnie 5 lat. Wobec celowych działań producentów należy podjąć zdecydowane kroki i ustanowić regulacje dotyczące okresu używalności produktów.

W całym katalogu konkretnych merytorycznych pytań pojawiły się dwie uszczypliwości. Jedna ze strony Pani Margot Parker, z ugrupowania Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej, która postawiła tezę, iż Elżbieta Bieńkowska całe życie byłą nominowana do stanowisk, a nigdy nie obejmowała funkcji na skutek wyborów, co okazało się tezą bez pokrycia, w związku z wypełnianiem przez Panią Bieńkowską mandatu Senatora. Trudno było zrozumieć tę dygresję, gdyż zaraz potem pojawiło się pytanie dotyczące zmiany czasu pracy w UE. Drugim epizodem był komentarz Pana posła Bolesława Piechy, który pytając o przemysł farmaceutyczny wyartykułował, że przyszła Pani Komisarz się na tym kompletnie nie zna. No cóż, Polak Polakowi za granicą - wilkiem, to przekonanie panuje w środowiskach polonijnych od Sydney do Chicago. Nie zawsze bez pokrycia i nie tylko na emigracji…
Wystąpienie kandydatki na Komisarza przebijało momentami elementami osobistymi, co wyraźnie ociepliło jej wizerunek. Na prośbę o opowiedzenie kilku słów o sobie poza portfolio Pani Bieńkowska odpowiedziała: wychowałam trójkę dzieci, a od ponad 20 lat pracuję w administracji. Mimo to daleko mi do biurokracji. Wierzę, że każdy urząd może funkcjonować jak dobrze prosperująca firma. Rozpoczynałam wszystko od zera i krok po kroku realizowałam swoje kolejne cele. Mówię krótko, ale działam skutecznie.
