Wczoraj na sesji Unii Międzyparlamentarnej (Inter-Parliamentary Union, IPU) przyznano nagrodę dla Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, jako regulacji międzynarodowego prawa, która najlepiej ze wszystkich dokumentów na świecie, chroni kobiety przed przemocy. To właśnie tę Konwencję, która budzi tak ogromne emocje w Polsce, doceniła międzynarodowa organizacja zrzeszająca parlamentarzystów z całego świata, działająca od 125 lat. Tymczasem wskaźniki przemocy wobec kobiet w naszym kraju rosną, a prawo, które mogłoby temu zaradzić, jest blokowane.

REKLAMA

Dziennik Gazeta Prawna alarmuje: dzięki nowoczesnym instrumentom wykrywania przemocy rośnie znana liczba ofiar przemocy domowej. Dane są druzgocące; w pierwszej połowie tego roku policja wykryła aż o 42 proc. więcej jej przypadków niż w roku ubiegłym.

Badanie wskazuje na fakt, że duża liczba aktów przemocy jest spowodowana tym, że kobiety zaczęły głośno mówić o przysługującym im prawom. Tak więc z jednej strony mamy do czynienia z emancypacją i większą samoświadomością kobiet, a z drugiej… wzrostem nienawiści i złości skierowanej do kobiet, które egzekwują swoje prawa. W badaniu mowa zresztą nie tylko o stosowaniu przemocy fizycznej, ale i ekonomicznej, która do tej pory była trudna do zdefiniowania: wiele kobiet, które zrezygnowały z pracy zawodowej by poświęcić się domowi, a nie otrzymują od mężów pieniędzy na utrzymanie.

Ofiarami przemocy ekonomicznej padają również kobiety z niepełnosprawnościami, które nie są w stanie żyć samodzielnie. Te i inne formy przemocy wobec kobiet punktuje projekt europejskiej Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Wyznacza też środki prawnej ochrony kobiet przed przemocą i przemocą w rodzinie.

Niestety, konwencja, która już dawno powinna być ratyfikowana jest wciąż uparcie blokowana przez środowiska prawicowe, które widza w niej rzekomy atak na wartości chrześcijańskie i tradycyjny model rodziny. Ostatnia próba przegłosowania projektu zakończyła się fiaskiem; wniosek o ratyfikacji wycofano na wniosek klubu Prawa i Sprawiedliwości. Przeciwnicy Konwencji twierdzą między innymi, że polskie prawo w sposób dostateczny chroni kobiety.

Tymczasem dane dotyczące przemocy wobec kobiet w Polsce są druzgocące: rocznie ofiarami przemocy pada w naszym kraju 800 tysięcy kobiet, a 150 z nich ginie. Ratyfikacja Konwencji, która zakłada, że walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że przeciwdziałanie przemocy jest skuteczniejsze, pomogłaby te dane zmienić. Gwoździem do trumny są ostatnio opublikowane dane pochodzące z policyjnych statystyk. Od początku 2014 roku założono ponad 39 tysięcy niebieskich kart potwierdzających przemoc, w tym 627 spraw to przypadki przemocy ekonomicznej

Tymczasem środowiska konserwatywne z uporem maniaka zarzucają projektowi podstawy ideologiczne i twierdzą, że dokument taki nie jest w rzeczywistości potrzebny. Po 75 posiedzeniu Sejmu projekt skierowano ponownie do Komisji spraw Zagranicznych i Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka w celu przedstawienia sprawozdania. Sprawozdanie miało odbyć się 9 paździenrika zostało jednak… odwołane.

Projekt, na który od dawna czekały środowiska kobiece w Polsce a który miał w założeniu chronić kobiety przed wszystkimi formami przemocy oraz dyskryminacji stoi w miejscu. Wśród jego postulatów są takie punkty jak obowiązek zapewnienia przez państwo infolinii dla ofiar przemocy, odpowiednia liczba ośrodków wsparcia czy zbieranie danych na temat przestępstw z uwzględnieniem płci. Szkoda, że jego przeciwnicy, walcząc zaciekle z wyimaginowanym wrogiem zapominają o prawdziwych ofiarach opieszałości polskiego systemu; Kobiety w Polsce nadal cierpią, a kurtuazja wobec PiS-u wkrótce może poskutkować zwiększającą się liczbą ofiar przemocy.

Gdyby Konwencja została ratyfikowana, można by było już implementować przepisy, które zapobiegłyby wielu tragediom. Kolejne głosowanie pokaże, czy problemy kobiet to w polskim sejmie nadal tabu.