Warszawa zbyt długo czekała na projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Po latach zapowiedzi rządu i polityków koalicyjnej PO, a przede wszystkim Hanny Gronkiewicz-Waltz, projekt ustawy nie znalazł się w Sejmie. Złożył go dzisiaj Twój Ruch.
Czy fakt, że projekt ustawy reprywatyzacyjnej, przygotowany przez warszawskich samorządowców, do dziś nie znalazł się w Sejmie, to efekt indolencji czy tylko działań pozorowanych Prezydent Warszawy? Trudno sobie wyobrazić, że Hanna Gronkiewicz- Waltz, wiceszefowa rządzącej od 2007 r. Platformy Obywatelskiej, nie była w stanie przeforsować w parlamencie własnego, tak ważnego z punktu widzenia miasta i jego mieszkańców projektu.
Dwa wywiady prasowe, które ukazały się ostatnio w prasie, obnażyły słabość, niemoc lub niechęć PO do rozwiązania palącego problemu reprywatyzacji w Warszawie. W jednym urzędnik ratusza pokazał jak pod płaszczykiem tzw. reprywatyzacji, w majestacie prawa, przejmowane są warszawskie nieruchomości, w tym szkoły, przedszkola i należące do nich tereny użyteczności publicznej. Marcin Bajko, dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami, opowiedział Gazecie Wyborczej o tym, jak do przejmowania nieruchomości wykorzystywane są luki w polskim prawie.
W rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną Hanna Gronkiewicz-Waltz wyjaśniała później, jak przez 2 ostatnie lata nie była w stanie zainteresować żadnej z najważniejszych osób w państwie projektem ustawy reprywatyzacyjnej, którą przygotowali podlegli jej urzędnicy.
Własnym projektem reprywatyzacyjnym swego czasu chwaliła się również posłanka Ligia Krajewska z PO. Do dziś nie trafił on do Sejmu.
Fakt, że tak ważna sprawa nie została jeszcze uregulowana dziwi tym bardziej, że od 2007 r. PO rządzi niepodzielnie sejmową większością razem z PSL-em, rządzi też w stolicy, a wywodzący się z niej polityk od 2010 r. jest głową państwa. To na tyle dużo ośrodków decyzyjnych, mających moc sprawczą, że z podjęciem inicjatywy ustawodawczej, przynajmniej teoretycznie, nie powinno być problemu. Jak widać jest.
Niemoc, która opanowała struktury rządzących w sprawie reprywatyzacji pokazuje, że tak naprawdę nie chcą oni rozwiązać tego problemu raz na zawsze. Winę za taki stan ponosi w głównej mierze Hanna Gronkiewicz-Waltz, która z racji pełnionych funkcji powinna być głównym motorem wszelkich działań, zmierzających do skutecznej i ostatecznej reprywatyzacji. Powinna, a nie jest. Łatwiej bowiem budować drogi i mosty za unijne fundusze, a potem fotografować się na ich tle w inżynierskim kasku, niż stawić czoła tak poważnemu problemowi.
Sprawę gruntów warszawskich nacjonalizowanych tzw. dekretem Bieruta, trzeba tymczasem rozwiązać jak najszybciej. Powodów jest kilka. Po pierwsze, należy ukrócić praktyki stosowane przez wyspecjalizowanych w przejmowaniu praw do nieruchomości firm, w efekcie działalności których na bruk wyrzucani są lokatorzy pozyskiwanych kamienic. Po drugie, trzeba raz na zawsze uregulować sprawę, która dziś rocznie kosztuje Skarb Państwa 200 mln zł., przeznaczane na odszkodowania. Warszawie zaś, dodatkowo obciążonej balastem reprywatyzacyjnych kosztów i absorbujących procedur, od lat utrudnia rozwój.
Bezsilność nie może stać na drodze do rozwoju, a rolą polityków jest rozwiązywanie najtrudniejszych problemów, nękających społeczeństwo. Także i ten musimy jak najszybciej uregulować. Dobrze więc, że do laski marszałkowskiej trafił dziś projekt firmowany przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Skoro PO nie była w stanie wprowadzić go do prac legislacyjnych, zrobiła to opozycja. Dobrze, że w imieniu klubu poselskiego Twój Ruch projekt ten złożył poseł Andrzej Rozenek.
Teraz jest szansa, że Sejm zajmie się wreszcie problemem reprywatyzacji.
