Fot. Shutterstock

Ubiegłotygodniowa debata prezydencka w poznańskiej telewizji WTK z udziałem siedmiu kandydatów, dla wielu oglądających była po prostu nudna. Kandydaci nie powiedzieli niczego nowego, nie powiedzieli nic, czym mogliby przyciągnąć większe zainteresowanie swoją osobą.

REKLAMA

Debata jak debata – skakanie po tematach, żonglowanie statystykami, czy wyliczeniami rodem z kosmosu, nieporadne zabiegi wizerunkowe polecane kandydatom chyba przez spindoktorów z Koziej Wólki… Usiłowano skupić się m.in. na takich tematach, jak: wyludnianie się Poznania, zamieszania wokół imprez kulturalnych w mieście, niesamowitym bałaganie związanym z kartą aglomeracyjną PEKA.

Na temat wyludniania się miasta, co uważam za najważniejszy problem Poznania, każdy z kandydatów coś tam powiedział, ale żaden nie podał konkretnych rozwiązań. Obecny prezydent, Ryszard Grobelny, od czterech kadencji na tej płaszczyźnie (jak i wielu innych) nie zrobił nic, co przyniosłoby konkretne efekty.

W 1998 roku Poznań miał 578 tysięcy mieszkańców, a w 2013 roku już tylko 549 tysięcy. Do 2030 roku wedle prognoz ma ubyć kolejne 64 tysięcy mieszkańców (dla porównania Wrocław w tym samym okresie stracił tylko 6 tysięcy mieszkańców, a od 4 lat ich liczba już nie spada i utrzymuje się na poziomie 631 tysięcy osób). Prezydent Grobelny przywoływał statystyki, zgodnie z którymi nieuchronny jest proces wyprowadzania się ludzi z dużych miast, za wyjątkiem Warszawy. Podawał tę statystykę niejako tłumacząc przywołane liczby. Nasuwa się tu od razu jedno, proste pytanie: czy dla dobrego prezydenta, takie dane statystyczne powinny być usprawiedliwieniem, czy motywacją?!

Wielu obecnych mieszkańców Poznania decyduje się przeprowadzić do gmin ościennych, a nowych, jak widać nic, ani nikt do Poznania nie przyciąga. W gminach ościennych korzystniej jest i budować inwestorom nowe mieszkania i nabywcom je kupować, gdyż są one tam radykalnie tańsze, a procedury ich budowania zdecydowanie szybsze: dla inwestorów i dla tych budujących indywidualnie.

Również to gminy ościenne przyciągają nowe firmy, przedsiębiorstwa czy fabryki, np. Września czy Tarnowo Podgórne. W ciągu 5 lat liczba osób zatrudnionych w handlu w Poznaniu spadła o blisko 7 tysięcy. Szpecące miasto i coraz liczniejsze galerie handlowe zabierają miejsca pracy. Skąd Poznań będzie czerpać dochody za parę lat? To, że mamy niskie bezrobocie nie zmienia faktu, że przy malejącej liczbie mieszkańców dochody miasta będą coraz mniejsze, a dług będzie wzrastał. Poznań się kurczy, bo Poznań to Poznaniacy, a nie jego obszar.

Obecne szczycenie się przez polityków programami budowy kilkudziesięciu czy nawet kilkuset mieszkań socjalnych, to przechwałka niegodna osoby z ambicjami. Kandydaci na prezydenta podawali różne powody wyludniania się miasta: zbyt drogie mieszkania, emigracja, brud na ulicach, brak terenów rekreacyjnych, brak żłobków i przedszkoli, zbytnia centralizacja stolicy... Brakowało „tylko” realnej i konkretnej recepty na uporanie się z tym problemem. Bo właśnie podania konkretnego rozwiązania oczekuję od kandydatów na prezydenta, a nie wymieniania kolejno przyczyn problemu, które już wszyscy znamy.

Ponieważ zostałam zaproszona na tę debatę jako jeden z ekspertów, udało mi się zadać aż dwa pytania (choć rzecz jasna chciałam zadać ich więcej), a pierwsze z nich dotyczyło właśnie problemu wyludniania się Poznania.

Zapytałam kandydata SLD, Tomasza Lewandowskiego, jak zapatruje się na mój prosty pomysł: zmniejszenie przez Miasto parytetów parkingowych i wzięcie na siebie kosztów budowy parkingów oraz przyspieszenie wolnego tempa postępowań biurokratycznych procedur, jak choćby przy wydawaniu pozwoleń na budowę.

Uważam, że przy zmianie parytetów parkingowych ceny nowych mieszkań mogłyby być nawet o połowę niższe. Obecnie, gdy inwestor musi budować w parytecie 2:1, czyli dwa miejsca parkingowe do jednego mieszkania w hali garażowej nowego budynku mieszkalnego, czyli musi wybudować tyle samo metrów hal garażowych co mieszkań, to znacznie podraża koszty całej budowy, gdyż to, co znajduje się pod ziemią, to 30-40% kosztów całej inwestycji. Najgorsze jest to, że wielu ludzi kupujących mieszkanie nie stać na zakup nawet jednego miejsca parkingowego i to nawet po niskiej cenie, takiej jak np. 5 tysięcy złotych (średnia w Poznaniu to 20-30 tysięcy). Często hale garażowe dłuuugo świecą pustkami.

Skoro ludzi w Poznaniu ubywa, to jedynym szybkim i konkretnym rozwiązaniem jest doprowadzenie do sytuacji, w której mieszkania w Poznaniu będą tańsze niż te poza jego granicami. Bez drogich kondygnacji podziemnych, budowa nowych mieszkań będzie szybsza i o wiele tańsza. To spowoduje, że firma deweloperska chcąca być konkurencyjna, zdecydowanie obniży ceny mieszkań, nawet do 3 tysięcy złotych brutto za m2.

Ważne jest też, aby procedury wydawania decyzji o warunkach zabudowy i pozwoleń na budowę nie trwały długimi miesiącami, czy latami, tak jak to jest obecnie w Poznaniu. Wiem po swoim przykładzie, że to znacznie zniechęca potencjalnych inwestorów, którzy wolą ubiegać się o nie w gminach ościennych, gdzie taka procedura trwa zdecydowanie krócej. Biznes to biznes, trzeba stwarzać mu korzystne warunki rozwoju, a nie je utrudniać.

Co do parytetów, Tomasz Lewandowski przyznał mi rację, zaś co do procedur decyzyjnych stwierdził, że ważniejsze jest stworzyć w Poznaniu takie warunki podatkowe, aby nawet mieszkańcom spoza Poznania bardziej opłacało się płacić podatki właśnie tutaj. Moim zdaniem gminy ościenne nie są głupie i też zależy im na jak największej ilości podatników i wpływów podatkowych. Dlatego oczywiście takie działania są jak najbardziej wskazane, ale uważam, że zdecydowanie ważniejsze jest przyciąganie inwestorów, którzy będą tanio budować na terenie miasta.

Jak duży wpływ może mieć dla budżetu miasta mądra polityka władz samorządowych, można zobaczyć chociażby na przykładzie małej gminy Mosina. Tam wpływy z tytułu podatków dochodowych od osób fizycznych od stale rosnącej liczby mieszkańców, wzrosły z 9,5 mln złotych od 2006 roku do prawie 22 milionów złotych w 2013 roku.

Zadałam też pytanie obecnemu prezydentowi, Ryszardowi Grobelnemu. Brzmiało ono mniej więcej tak: Po pierwsze: zamyka Pan szkoły, mówi Pan, że jest mniej dzieci i trzeba zamykać, co z jednej strony rozumiem, ale edukacja jest najważniejsza, bo to młode pokolenie jest przyszłością miasta. I trzeba zrobić wszystko, aby dbać o młodych ludzi i zatrzymać ich w naszym wyludniającym się mieście. Wyludnianie się Poznania jest jedną z największych porażek Pana prezydentury.

Po drugie: od dwóch lat nie ma w Poznaniu np. darmowych szczepień na grypę dla rencistów i emerytów, a są one coroczną normą w innych polskich miastach. Jest to koszt rzędu 130 tysięcy złotych rocznie.

Czy w związku z tym, nie uważa Pan, że wydanie prawie miliarda złotych na stadion jest przesadą, że gdyby nie niekompetencja Pana i Pana urzędników, ten miliard starczyłby np. i na stadion i na utrzymanie szkół i szczepienia dla starszych osób przez 100 lat? Czym Pan w takim razie się w ogóle w Urzędzie Miejskim zajmuje, skoro tyle spraw jest w Poznaniu zaniedbanych i przeprowadzonych bez myślenia o przyszłości?

Z odpowiedzi prezydenta, która nie była niestety (jak zwykle z resztą) konkretną odpowiedzią na zadane pytanie czy ustosunkowaniem się do którejkolwiek z poruszonych w nim kwestii, istotne było tylko jedno: prezydent żałuje, że ja również nie startuję w wyborach, tak jak to ponoć zapowiadałam, i nie zasiadam wśród innych kandydatów oraz że moja firma buduje mieszkania nie tylko w Poznaniu, ale również poza nim.

Ryszard Grobelny na każdą okazję ma gładkie wytłumaczenie – przecież to nie on odpowiada za wszystko, co złe: za fatalne drogi i korki odpowiada szef ZDM-u, za problemy z kartą PEKA - szef MPK, za nietrafione inwestycje też ktoś tam „beknie”, bo przecież nie prezydent. On nic nie widzi i nie słyszy, za nic nie odpowiada, w myśl hasła „co złego, to nie ja”. Nawiasem pisząc, nie spodziewałam się, że prezydent chętnie widziałby mnie wśród swoich kontrkandydatów, chociaż może debata byłaby wtedy ciut ciekawsza :-) Moja firma buduje zaś tam, gdzie warunki są ku temu sprzyjające, bo prywatna firma musi kierować się względami ekonomicznymi, a nie społecznymi, w przeciwieństwie do samorządu. Dlatego wiem doskonale co zrobić, aby zachęcić ludzi do mieszkania w Poznaniu.

Należy budować tanie mieszkania, na które stać większość społeczeństwa, tak by ludzie stojąc przed wyborem czy kupić nieruchomość w Poznaniu czy poza granicami miasta nie musieli kierować się głównie tym, że w gminach ościennych będzie taniej. Jeżeli w Poznaniu będzie się budować mieszkania, na których zakup będzie ludzi stać, to będą oni skłonni związać swoją przyszłość z miastem na dłużej.

Nie kandyduję w wyborach prezydenckich, bo osobiście wzięłam się za walkę z wyludnieniem w Poznaniu i spodziewam się szóstej pociechy :-)

Zastanawiam się teraz tylko, czy po zadaniu tego pytania prezydentowi moja firma nie będzie miała problemów z uzyskaniem jakiejkolwiek decyzji czy pozwolenia na budowę od obecnych urzędników, podległych Ryszardowi Grobelnemu. Oby moje obawy się nie sprawdziły. Nie uważam jednak za błąd tego, że głośno mówię o swoich wątpliwościach. Żyję w mieście, w którym nikt nie krytykuje obecnej władzy, a zwłaszcza prezydenta Grobelnego, który nie znosi krytyki. Klakierzy są przez niego docenieni, krytycy niszczeni.

Walka o fotel prezydenta Poznania przypomina wyścig ślimaków. Wygląda na to, że znów wygra ten ślimak, do którego skorupa przywarła już na dobre…