Na temat totalitarnego postępku PiS z dziennikarzem Sobieniowskim przeczytałem właśnie komentarz osoby, która raczej nie jest miłośnikiem PiS, z którego wynikało, iż „PO i PiS” to „jedne diabły”... Tyle miał nasz myśliciel do powiedzenia na temat wolności słowa...

REKLAMA
Na temat wyrzucenia Sobieniowskiego przez PiS z prawa do relacji działań partyjnych napisał bardzo dobrze Tomasz Lis. Zgadzam się z Lisem, że to absolutny skandal. I ostrzeżenie przed Polską, która może nadejść, jeśli PiS dorwie się do władzy. Ostrzeżenie przed Polską, gdzie opozycyjna prasa będzie uciszana, lub wręcz prześladowana. To co się przytrafiło Sobieniowskiemu to nie jest zatem temat do relatywizowania i do żartów.
Nie wyobrażam sobie przykładowo wyrzucenia któregoś z redaktorów Frondy z relacjonowania jakiegoś wydarzenia organizowanego przez moje stowarzyszenie, o którym wiem, że Fronda go nie cierpi. Z pewnością relacja miałaby pokazywać wszystko w jak najgorszym świetle, ale w wolnym kraju przykładowa Fronda ma prawo pisać negatywnie o prolaickich działaniach Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Ma również prawo punktować najdrobniejsze potknięcia w naszym funkcjonowaniu, aby zdeprecjonować to co robimy.
Republika.tv ma prawo przedstawiać polskich nacjonalistów w wyidealizowanym świetle, my zaś z kolei mamy prawo punktować medialny przekręt Republika.tv. Co jednak ciekawe, w przypadku medialnej nagonki na reżysera Zbigniewa Rybczyńskiego mówiliśmy podobnym głosem w jego obronie, co pokazuje, iż rzeczywistość jest złożona i kneblowanie ust dziennikarzy to zamach nie tylko na demokrację i wolność słowa, ale i na złożoność relacji społecznych, na złożoność samego świata...
Muszę więc przyznać, że nie cenię zanadto przepojonych jakimś własnym, prywatnym fundamentalizmem relatywistów, którzy jak najbardziej słuszną uwagę Tomasza Lisa dotyczącą ataku PiS na wolność mediów potrafią idiotycznie zrelatywizować twierdzeniem, iż Lis to „Urban PO”. Ci fundamentaliści relatywizmu nie czynią tego nawet na rzecz PiSu, lecz tak po prostu, aby coś napisać, aby poczuć się lepszymi od innych... Aby pokazać, że cały świat „to jedno wielkie bagno”, zaś oni, „szlachetni”, gardzą tym z miękkości swoich foteli...
Podobny relatywizm obserwuję też w ocenie PiS u części środowisk liberalnych. Nie są to na razie oficjalne komunikaty różnych partii i stowarzyszeń, ale u różnych działaczy zauważa się nagły przypływ ciepłych uczuć do PiS, który jest przecież skrajnie wrogo nastawiony do liberalizacji życia społecznego, do neutralności światopoglądowej państwa, do praw równościowych etc.
Radość z tego, że mające mocną pozycję w kraju PO prawdopodobnie ma w wyborach samorządowych drugie miejsce, jest tak gorąca, że nagle część osób niemal zjadanych przez osoby pokroju posłanki Pawłowicz zaczyna się zastanawiać nad wyborem PiS w drugiej turze wyborów samorządowych i dostrzegać niewidziane wcześniej wartości u pomniejszych Macierewiczów.
Nagle część środowisk liberalno - lewicowych zalała jakaś gęsta fala amnezji, totalnej niepamięci. Nagle zniknął z ich oczu stan naszego kraju podczas budowania tzw. IV Rzeczpospolitej. Nagle wszelkie debaty z Pawłowicz i Kempą stały się nieistotne. Mam nadzieję, że jest to drobna część tychże środowisk, ale nawet jeśli tak, to i tak jest to wysoce niepokojące...
Są w naszym kraju zwolennicy demokracji bezpośredniej. Widząc skrajną tendencję do relatywizowania i zwykłej złośliwości u części naszych wyborców, gdyby zapanowała demokracja bezpośrednia wyjechałbym chyba z kraju. Aż strach sobie wyobrazić cały relatywizm i humorzastość decyzji popełnianych „dla jaj”, bo „warto spróbować”, przez oderwanych od rzeczywistości „geniuszy” w miękkich fotelach.
A jeśli chodzi o sam „geniusz”, to właśnie pojawiło się wołanie o powtórzenie wyborów. Bo książeczki do głosowania były „zbyt skomplikowane”. Bo nie wiadomo było, co trzeba skreślać. Moim zdaniem ujęcie tego w ten sposób to jakaś zupełna tragedia. Na książeczkach do głosowania było wyraźnie napisane, żeby wybrać daną kartę i skreślić jednego kandydata. Jeśli ktoś nie wiedział mimo to, mógł przecież pytać o to, jak głosować członków komisji wyborczej.
Niektórzy uważają, iż z uwagi na pierwsze miejsce na listach wyborczych PSL miał tak dobry wynik. Nie mam żadnego sentymentu do PSL, ale to jednak jest niesprawiedliwe dla PSL. Dlaczego mieliby ponosić odpowiedzialność za ewentualną głupotę części naszego narodu? Stali się przecież jedynką na listach w drodze losowania, nie da się uniknąć jakiejś kolejności w tym wypadku...
Oczywiście, jeśli okaże się, że hakerzy włamali się do bazy danych PKW, należy powtórzyć liczenie głosów, ale nie wybory, gdyż przede wszystkim to ostatnie może być dewaluacją naszej demokracji i marnowaniem setek milionów złotych... PKW się zbłaźniło, ale tych kart wyborczych przecież nie spalono, tylko podanie rzeczywistych wyników może się jeszcze znacząco opóźnić...
Jeśli chodzi o moje podwórko, o moje miasto, zaszokował mnie pewien sławny wolnościowiec, którego skądinąd ogromnie cenię. Nie ma on nic wspólnego z PiS, a jednak zaczął nawoływać, abyśmy „spróbowali czegoś nowego, bo demokracja to zmiana”. Dobrze powiedziane, dobrze, ale czy nie tak sądzili niektórzy Niemcy z początkiem lat 30ych XX wieku? „Choć ci ludzie mają dziwaczne poglądy i zachowania, zmieńmy coś, spróbujmy czegoś nowego” - no i spróbowali... Oczywiście na szczęście, w tych przynajmniej wyborach, „próbowanie czegoś nowego” nie jest aż tak groźne i straszliwe, tym niemniej liberalno – lewicowi relatywiści przebąkujący o głosowaniu na klerykalno – konserwatywno – populistyczną partię, która już miała okazję się wsławić tworzeniem tzw. IV Rzeczpospolitej jest czymś skrajnie niepokojącym. I to tylko w myśl zasady „spróbujmy czegoś nowego”, której najbardziej radykalne rezultaty przedstawiłem chwilę wcześniej...
PiS ma swoich wyborców, którzy mają pełne prawo promować swoją wizję świata dokonując swoich wyborów. Z tej perspektywy są oni znacznie mądrzejsi od niektórych przedstawicieli liberalnej lewicy, bo wiedzą czego chcą i nie traktują naszej demokracji jak nowej linii odżywek do włosów, którą „warto wziąć na próbę”... Niestety, choć wiem, że wśród wyborców i nawet działaczy PiS są też inteligentne i pozytywne osoby, to eksperyment z kolejnej IV Rzeczpospolitej będzie dla Polski tragiczny.