Niewyrażany albo odcinany strach, ma moc przejmowania kontroli nad zachowaniami. Może wzmacniać zwłaszcza te agresywne, które służą nie temu, by rozwiązać jakiś kryzys, a temu, by poczuć się silniej. Tylko, że nie pozostają w próżni. Ktoś może brać je do siebie, co z kolei nakręca jego strach i prowokuje do jeszcze silniejszych zachowań agresywnych.

REKLAMA

Strach służy człowiekowi. Pozwala na unikanie sytuacji zagrażających. Jak każdej jednak emocji - może być go być w sam raz, za mało lub za dużo. W sam raz oznacza mniej więcej tyle, co adekwatnie do poziomu zagrożenia. Jeśli jest go za mało - bagatelizujemy swoją sytuację i nie podejmujemy działań chroniących nas lub są one za słabe. Za dużo strachu może spowodować zbyt silną reakcję (na przykład zbyt agresywną) lub jej brak, gdy panika sparaliżuje nasze działania. Bardzo bym chciał, by mój strach przed wojną, Putinem, był adekwatny do poziomu zagrożeń.

Gdy się boimy - podejmujemy czynności, które nam pomagają lub szkodzą. Nie służą wszelkie związane z zafałszowywaniem rzeczywistości (używki etc.), obrazu siebie (wszelkie iluzje typu jestem zbyt silny by coś mi groziło, zbyt słaby, by działać). Pomagają m.in. poszukiwanie realnego obrazu sytuacji, a także wspólnoty z innymi. Tylko nie takiej "przeciwko komuś", a "z" kimś.

Tak więc staram się jak najwięcej wiedzieć zwłaszcza o tym, co dzieje się w Rosji, gdyż to w jej problemach wewnętrznych upatruję impulsu do coraz większej eskalacji napięcia międzynarodowego. A w naszych mediach dominują tak ze dwa przekazy. Jeden jest o tym, jak naiwni są Rosjanie, bo 90% obywateli popiera Putina, a my przecież wiemy jaki jest naprawdę. Drugi jest o tym, że Rosja "już prawie się wali": ucieka z niej kapitał, kurs rubla leci na łeb na szyję, drożeją jabłka. Tak, jakbyśmy potrzebowali jakiejś siły i satysfakcji z tego, że potrafiliśmy Rosję tak uderzyć, żeby ją zabolało. I szukamy przykładów, że tak się stało - że działają sankcje. A, byłbym zapomniał, jeszcze o tym, jak agresywni są Rosjanie. Ich samoloty latają po całym świecie, jak przyjeżdżają do nas z Kaliningradu po mięso, to sami nim w nas rzucają etc. No i po czwarte - przykłady na to, jak kłamliwa jest propaganda w stylu Russia 24.

Nie mówię, że informacje w wymienionych wątkach są nieprawdziwe. Myślę, że daleko nam do standardów totalitarnej propagandy. Mam jednak wrażenie, że jesteśmy nastawieni (jako społeczeństwo) do poszukiwania informacji, które są nam potrzebne - na przykład po to, by się nie bać. Bo będziemy się czuć silniejsi, gdy znajdziemy przykłady na to, że Rosjan zaboli to, co zrobiliśmy im sankcjami. A, że dla Rosjan nasze sankcje mogą być tematem 4. kategorii, nie bedzie miało znaczenia. W ten sposób sami się prosimy o nieadekwatny obraz rzeczywistości, na który reagujemy bardzo realnymi, acz nieadekwatnymi działaniami. A stąd już o krok do tragedii na międzynarodową skalę.

Dlatego zachęcam, by zamiast karmić się iluzją, porozmawiać o swoich lękach. Żebyśmy nie musieli grzebać przy rzeczywistości i mogli reagować adekwatnie do tego co się dzieje. Ja na przykład z niepokojem patrzę na wyniki szczytu G20 - wypowiedzi kanclerz Merkel i reakcje zachodnich polityków na Putina. Żeby było jasne - z tego jak rozumiem sytuację, w której się znaleźliśmy - całkowicie się z nimi zgadzam. Tylko jak znam się na przemocy, tego typu narrację stosuje się, gdy inne, bardziej miękkie metody nie mają szansy zadziałać. A to oznacza, że istnieje spora szansa na to, że niedługo przez Ukrainę przetoczy się regularna wojna.

Zginą ludzie w niewiadomej liczbie, ale będą to raczej dziesiątki tysięcy niż pojedyncze przypadki. Boję się milionów uchodźców w naszym kraju. Boję się, że to dopiero początek, bo raz otwarta "puszka" z nacjonalizmem i manią wielkościową tak łatwo nie da się zamknąć. Generałowie jak zdobywają władzę, to tak szybko jej nie oddają. Boję się, że wydarzenia na Ukrainie to temat zastępczy do konfliktu rosyjsko - zachodniego, a ten będzie nas dotyczył bezpośrednio. Boję się gdy pomyślę, że pokolenie moich rodziców jest pierwszym od wielu, które w naszym kraju nie doświadczało wojny i stanowi raczej wyjątek niż regułę. Obawiam się o to, co się stanie z moją rodziną, gdy zacznie się wojna. Co będzie ze mną?

Ten strach nie jest paraliżujący, to w zasadzie niepokój, cień, zapowiedź prawdziwego lęku, który może nadejść, gdy ciemny scenariusz będzie się spełniał. Zastanawiam się, czy dotyczy on tylko mnie, czy też są inni, którzy go podzielają.

Najbardziej zależy mi w tym wszystkim na realnym obrazie sytuacji - faktach związanych z tym konfliktem. Chciałbym mieć informację o rzeczach, które dzieją sie na Ukrainie i w Rosji, które są pogłębione sensowną analizą, a nie tylko obrazkami. I na tym, by w tym wszystkim nie być samemu tak, by móc robić to, co do mnie należy.