Jarosław Kaczyński robi ostatnio wszystko co w jego mocy, by wzbudzić wśród przyzwoitych obywateli sympatię do PKW. Jeśli bowiem drobnego włamywacza oskarża się o popełnienie morderstwa ze szczególnym okrucieństwem, to większość osób zaczyna współczuć niesłusznie obwinionemu, zapominając o czynie, który w rzeczywistości popełnił.

REKLAMA

Histeria PiS-u i formułowanie przez tę partię oderwanych od rzeczywistości oskarżeń o fałszerstwa wyborcze paradoksalnie powoduje, iż znaczna część opinii publicznej zapomina o totalnym bałaganie, dezorganizacji, złym zarządzaniu i ignorowaniu obywateli przez organy wyborcze. Tymczasem należy pamiętać o tym, iż Państwowa Komisja Wyborcza wykazała się rażącą nieudolnością i niekompetencją.

Przede wszystkim widoczne były błędy w planowaniu wyborów. 10 sędziów w wieku przedemerytalnym (czyli obecny skład PKW) nie wykazało szczególnego zainteresowania właściwym funkcjonowaniem systemu informatycznego, który umożliwiłby szybkie przeliczenie głosów i opublikowanie wyników na stronach internetowych. Zajmowanie się takimi sprawami jak rozpisanie przetargu na oprogramowanie komputerowe, ustalenie czytelnego wyglądu karty do głosowania czy zapewnienie przeszkolenia członków obwodowych komisji wyborczych najwyraźniej nie było w centrum uwagi sędziów Sądu Najwyższego czy Naczelnego Sądu Administracyjnego, dostojnie zasiadających w PKW. Wszakże od zawsze ich rolą było jedynie zmarszczenie czoła w świetle kamer i odczytanie pięciu niezrozumiałych dla nikogo paragrafów z Kodeksu wyborczego.

Błędy w zarządzaniu procesem wyborczym można łatwo pokazać na przykładzie kart do głosowania. Jeśli zdecydowano, iż karta w wyborach do sejmików wojewódzkich będzie miała formę książeczki, to należało zdiagnozować wiążące się z tym zagrożenia i określić sposób ich eliminacji. To, iż w wyborach do sejmików wojewódzkich wiele osób zaznaczy krzyżyk na każdej kartce do głosowania ujętej w książeczce (nieświadomie oddając przy tym głos nieważny) albo tylko na pierwszej stronie (nieświadomie przy tym oddając głos na PSL) można było przewidzieć. Dobry menedżer dostrzegłby takie ryzyko i nakazałby przeszkolić członków obwodowych komisji wyborczych, by wyraźnie informowali głosujących, iż jeden krzyżyk należy zaznaczyć przy jednym nazwisku w otrzymanej książeczce, a nie na każdej kartce tej książeczki. Niestety z otrzymywanych przeze mnie sygnałów wynika, iż zdarzało się, że niewłaściwie przeszkoleni członkowie obwodowych komisji wprowadzali w błąd osoby głosujące, instruując je, by stawiały krzyżyk „na każdej kartce”. Oczywiście każdy, kto widział nieporadne twarze starszych panów profesorów z PKW wie doskonale, iż w Krajowym Biurze Wyborczym dobrego menedżera można szukać co najwyżej w bufecie.

Jednak nawet w bufecie PRL-owskiego zakładu przemysłowego nie można było się spotkać z taką arogancją jak u przedstawicieli organów wyborczych. Gdy w dniu wyborów moi prawnicy poprosili PKW o ocenę, czy emitowany przez jedną ze stacji telewizyjnych właśnie w ten dzień spot, zachwalający sukcesy obecnych władz Krakowa, nie jest materiałem o charakterze wyborczym, zostali oni poinformowani, iż sprawa leży poza zakresem kompetencji tej instytucji. Z kolei kiedy w Krakowie po tygodniu oczekiwań w końcu ogłoszono wyniki wyborów do Rady Miasta, uczyniono to w sposób tradycyjny, a więc wystawiono je w gablotce naprzeciwko portierni Magistratu (swoją drogą w najciemniejszym punkcie urzędu, w którym nawet nie można zrobić dobrego zdjęcia). Gdy za pośrednictwem mojego asystenta poprosiłem osoby odpowiedzialne za ogłoszenie wyników o zrobienie ksero kartek wiszących w gablotce (co było mi potrzebne do dokonania analiz wyników mojego komitetu wyborczego), uzyskałem w odpowiedzi urzędowy komunikat, iż wyniki zostały opublikowane „we właściwym trybie”. Dopiero po kolejnych długich godzinach oczekiwań protokół z wyborów do Rady Miasta umieszczono w Internecie.

Dzisiaj natomiast chciałem sprawdzić wyniki z poszczególnych obwodowych komisji wyborczych w Krakowie (w którym ubiegałem się o urząd Prezydenta Miasta). Zarówno przedstawicielka miejskiego komisarza wyborczego, jak i przedstawicielka PKW przedstawiły informację, iż spełnienie tak zuchwałej prośby jest niemożliwe. PKW uznała bowiem, iż dokładne wyniki I tury wyborów z poszczególnych obwodów do głosowania mogą zostać opublikowane dopiero po przeprowadzeniu II tury. Widać, iż starsi panowie z PKW przysnęli przy czytaniu Konstytucji Rzeczypospolitej ustanawiającej zasadę „demokratycznego państwa prawa”, w którym nie powinno się stwarzać sztucznych przeszkód osobom, które chcą poznać rezultat wyborów.

Na szczęście sędziowie z PKW zrozumieli, iż zarządzanie procesem wyborczym przerasta ich możliwości i honorowo podali się do dymisji. Ważne jednak, by na ich miejsce nie przyszli kolejni starsi panowie przygotowani głównie do kawiarnianego odczytywania paragrafów, ale sprawni organizatorzy. Mam nadzieję, że Prezydent Komorowski nie tylko zadba o to, by nie dopuścić do ponownego głosowania z powodu rzekomego fałszerstwa, ale także zapewni, iż kompromitacja PKW w przyszłości się nie powtórzy.