www.hungergames.pl

Ciężko jest utrzymać dobry fason do końca! To tak jak ze złotym strzałem projektanta, który wcześniej nieznany wystrzela ze swoją pierwszą kolekcją, która okazuje się hitem! Produkty sprzedają się jak szalone, podaż nie nadąża za popytem, a marka zyskuje coraz większe rzesze fanów. Mija kolekcja za kolekcją, każda uwieńczona sukcesem. I nagle zimowa kolekcja okazuje sie niewypałem, totalnie nie leży w gustach dotychcazsowych fanów, sprzedaż spada, a wszyscy wyznawcy marki odchodzą. Nagle pamiętają i rozpisują się tylko o ostatniej nieudanej prezentacji. Najczęściej zapamiętywani jesteśmy po tym, jak kończymy, a nie jak zaczynamy! Podobnie ma się sprawa z The Hunger Games!

REKLAMA
Katniss (Jennifer Lawrence) wielki zawód. Nie zaskoczyła w tej części nowym obliczem, żadną ciekawą kreacją czy zmianą, raczej pikowała w dół.
Katniss (Jennifer Lawrence) wielki zawód. Nie zaskoczyła w tej części nowym obliczem, żadną ciekawą kreacją czy zmianą, raczej pikowała w dół. www.hungergames.pl

Tak bardzo wyczekiwany film, tyle oczekiwań, emocji i podniecenia! Generalnie filmy sci-fi to nie moja bajka. Nie tylko sci-fi, ale także fantasy - oderwane od rzeczywistości czy realnych postaci. Nie wierzę w to, nudzi mnie to i co najważniejsze nie pobudza mojej wyobraźni. Film 3 metry nad rzeczywistością, a ja mocno stąpam po ziemi każdego dnia!

Tym razem było inaczej! Zajawki pierwszego filmu The Hunger Games (2012) widywałam na trailer'ach w kinie czy internetowych reklamach - nic z tego jednak nie skusiło mnie by przeczytać chociaż fabułę czy zdecydować się na obejrzenie. Po fali pozytywnych recenzji znajomych podczas jednego ze spotkań, a także pod wpływem emocji, jakie pozostawił we mnie na kilka dni wcześniej film pt. "Niezgodna" (Divergent, 2014), również sci-fi, decyzja sama zapadła. Musiałam zobaczyć, co wzbudziło tak silne emocje i dyskusje znajomych. Fakt faktem omyłkowo zaczęłam od drugiej części filmu "Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia", szybko jednak udało mi się wypełnić brakujące elementy i luki pierwszą częścią z 2012 jeszcze tego samego wieczoru.

Dynamiczne kino akcji, emocje towarzyszące podczas całych 2,5 godzin, a także napięcie i zaskakujące rozwiązania - tak właśnie określiłabym dwa pierwsze filmy: "Igrzyska Śmierci" oraz "Igrzyska Śmierci: W płomieniu ognia". Zwrot akcji oraz podekscytowanie jakim kończy się druga część zbudowały we mnie ogromne oczekiwania wobec kolejnej!

Effie (Elizabeth Banks) postać, która zdecydowanie była jednym z lepszych akcetów filmu.
Effie (Elizabeth Banks) postać, która zdecydowanie była jednym z lepszych akcetów filmu. www.hungergames.pl

"Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 1" cały szum na mieście (przynajmniej w Krakowie), co rusz widoczne wielkie billboardy, plakaty informujące o premierze, wielokrotnie oglądane zwiastuny, zapowiedzi, aż w końcu wielkie wyjście do Multikina, by po raz kolejny dać się ponieść emocjom oraz akcji.

Napięcie a i owszem budowane przez całe 2 godziny filmu, ale nie przez jego akcję, tylko przeze mnie samą, cały czas przewijającą w myślach słowa: "Za chwilę się zacznie!", "Za chwilę będzie akcja", "Zaraz mnie czymś zaskoczą.", "Musi się pzecież zacząć zaraz akcja!". Dosłownie na 20 minut przed końcem jest ten długo wyczekiwany przeze mnie moment akcji, całkowitego zwrotu, zaskoczenia trwającego dosłownie 10 minut, po czym wyskakują napisy końcowe, kurtyna opada, a ja zostaję ze swoimi oczekiwaniami sama, z wielkim grymasem na twarzy!

Na całe szczęście była to środa z Orange w Multikinie, bo nie zdzierżyłabym pełnej ceny biletu za taki zawód!

Kinem akcji nie mogłabym tego nazwać, bo jedna scena (w porywach do dwóch, wg różnych opinii) nie mianuje żadnego filmu do kategorii kina akcji.

Pani Prezydent Coin (Julianne Moore) jedną z najlepszych ról filmu jeżeli chodzi o grę aktorską i kreacje postaci.
Pani Prezydent Coin (Julianne Moore) jedną z najlepszych ról filmu jeżeli chodzi o grę aktorską i kreacje postaci. www.hungergames.pl

Po dwóch pierwszych filmach nie wyobrażałam sobie obejrzeć trzecią część w domu i nie przeżyć tych emocji, efektów na dużym ekranie, mimo tego, iż w domu mam dobry sprzęt. Na dzień dzisiejszy, gdybym wiedziała to co teraz wiem, na spokojnie obejrzałabym tę część na wygodnej kanapie w domu i w razie znurzenia, nie czułabym się tak skrępowana jak w kinie, gdy podczas 142 minut ziewnęłam 142 razy.

Wszystkim wielbicielom i "napaleńcom" takim jak ja radzę ostudzić emocje i oczekiwania przed wejściem na salę, a także zamiast pepsi i popcornu wybrać energy drinka i tabliczkę czekolady! Po filmie zostały moje niezaspokojone oczekiwania i nieudźwignięcie "tematu" do końca, a wrażenie pozostaje zawsze jedno - właśnie to ostatnie!

Dać szansę drugiej części, czy bezpieczniej podejść z dystansem i bez emocji wyczekiwać jej realizacji?!