Greenpeace

W dniu obrad parlamentarnej podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia rządowego projektu ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE), Posłowie i Posłanki w sejmowych toaletach mogli znaleźć niecodzienne rolki gazetowego papieru toaletowego z nadrukiem „Jaka ustawa, taki papier. Projekt ustawy o OZE w obecnym kształcie powinien zostać odrzucony”. W ten niestandardowy sposób zwróciliśmy uwagę na fakt, iż mimo kosmetycznych poprawek, nowa regulacja nie będzie wspierać obywateli, a jedynie duże spółki energetyczne.

REKLAMA

Na projekt ustawy o OZE czekałam z niecierpliwością godną przedszkolaka mającego siedzieć grzecznie na stołeczku w oczekiwaniu na gwiazdkowy prezent, kiedy inne dzieci stoją już w kolejce do Mikołaja. Mijały kolejne lata a wymarzony podarunek od rządu w postaci przepisów wspierających rozwój energetyki odnawialnej nie nadchodził. Aż nagle pojawił się rządowy projekt ustawy o OZE. Od razu wzięliśmy go pod lupę i okazało się, że w obecnej formie ustawa nie ułatwi obywatelom inwestowania w przydomowe mikroelektrownie, a większość wsparcia, jakie miałby otrzymać sektor energetyki odnawialnej, trafi bezzasadnie do spółek energetycznych.

Na wprowadzeniu nowych przepisów obywatele nic nie zyskają. Komu zatem ma służyć nowa ustawa? Otóż spółkom energetycznym. Załóżmy, że mam mikroelektrownię słoneczną i produkuję z niej energię na własny użytek ale nadwyżki chcę sprzedać do sieci. Za 1 kWh dostanę ok. 18 gr. Jednak gdy będzie chciała ją kupić z sieci, zapłacę nawet 64 gr. Przy takich cenach minie co najmniej kilkanaście lat zanim zwrócą mi się koszty inwestycji. O ile w ogóle się zwrócą.

W ogniu krytyki znalazł się też zapis, mówiący o dalszym wsparciu dla spalania węgla z biomasą. W jaki sposób wyszło twórcom ustawy, że spalanie węgla z biomasą to przyjazne śrowisku odnawialne źródło energii, nie wiem. Wiem jednak, że wspieranie spalania węgla z biomasą prowadzi do wypierania z rynku producentów energii odnawialnej, a także importu biomasy i nie przyczynia się do redukcji emisji gazów cieplarnianych, na co od lat zwracają uwagę organizacje ekologiczne oraz instytucje branżowe np. Koalicja Klimatyczna czy Polska Izba Gospodarcza Energii Odnawialnej. Nadmierne wsparcie dla spalania węgla z biomasą udzielone spółkom energetycznym w latach 2005-2012 zostało zaskarżone do Komisji Europejskiej.

Traktowanie spalania węgla z biomasą jako energii odnawialnej, to zwykłe oszustwo i naciągnie obywateli. W latach 2005-2012 do spółek energetycznych z naszych kieszeni trafiło na ten cel prawie 7,5 mld zł. Za te pieniądze, w całym kraju, mogłoby powstać kilkaset tysięcy przydomowych elektrowni opartych o źródła odnawialne. Nowa ustawa powinna zupełnie wykluczyć wsparcie dla współspalania.

Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie taryf gwarantowanych dla obywateli, którzy zdecydują się produkować energię w przydomowych mikroelektrowniach OZE, a nadwyżki odprowadzać do sieci. Takie rozwiązanie zostało zaproponowane w formie poprawki zgłoszonej przez posłów na ostatnim posiedzeniu podkomisji. Wprowadzenie tego typu rozwiązania umożliwiłoby prawdziwy rozwój energetyki obywatelskiej.

Zainteresowanych szczegółową analizą projektu ustawy o OZE odsyłam do ekspertyzy Instytutu Energii Odnawialnej.