Syn Polski staje na czele najważniejszej politycznej instytucji w Unii Europejskiej - powiedział w Brukseli ustępujący szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy.

REKLAMA

Prezydent Europy

Najnowsze rozdanie w unijnych instytucjach za nami. Emocje związane z nominacją Tuska opadły, ale wraca pytanie, czy przewodniczący Rady Europejskiej to ważna osoba? Odpowiedź jest dość prosta, bo ktoś, kto decyduje, o czym będą rozmawiać głowy 28 państw ma władzę. Wprawdzie zgodnie z unijnymi traktatami kompetencje Tuska są nieduże, ale na pewno może on dodzwonić się do każdego przywódcy, może rozmawiać z nim w cztery oczy i indywidualnie negocjować – przekonuje Ignacy Niemczycki z Polityki Insight.

Szef Rady Europejskiej to budowniczy kompromisów. A w Unii strasznie trudno się porozumieć w gronie 28 państw. Bo każdy lider chce odnieść sukces, pokazać po powrocie do domu, że coś wywalczył. Przewodniczący Rady musi więc zadbać, by każdy wyszedł ze szczytu usatysfakcjonowany. Ale może też włożyć pewne sprawy do „zamrażarki”, odroczyć, jak marszałek polskiego Sejmu.

Poprzednik Tuska na tym stanowisku, Belg Herman Van Rompuy miał negocjowanie we krwi (belgijskie państwo ma bardzo skomplikowaną strukturę). Donald Tusk do tej pory raczej oponentów wycinał. Będzie się musiał nauczyć sztuki kompromisów. Ma też inny temperament, jest bardziej liderem, jest ambitny. Pytanie, na ile inni przywódcy pozwolą rozwinąć mu skrzydła – rozważa Niemczycki.

Ciekawe jest, jak Tusk odnajdzie się na froncie walki o interesy narodowe – zastanawia się prof. Zbigniew Czachór z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Bo Rada Europejska zawsze reprezentowała interesy państw. Natomiast Polska do tej pory cały czas opowiadała się za wzmocnieniem instytucji wspólnotowych (Komisji, Parlamentu). We wzmocnieniu Unii dopatrywaliśmy się interesu naszego kraju. Czy jako przewodniczący RE Donald Tusk będzie próbował uwspólnotowić tę instytucję albo ją osłabić? Byłoby to trudne. Jeśli ma takie zakusy, będzie się musiał hamować. Musi zapomnieć, z jakiego kraju pochodzi – uważa Czachór. Ponieważ ciężko się tak odciąć od swojego pochodzenia, czeka go zderzenie z realiami. Zresztą gabinet przewodniczącego Tuska złożony jest z przedstawicieli różnych narodowości. Co ciekawe, nie wiadomo, co szef jego gabinetu Piotr Serafin sądzi na temat metody wspólnotowej. Do tej pory zachowywał w tej sprawie dyplomatyczną powściągliwość. Poza tym jest jednak świetnym fachowcem.

Ponieważ kompetencje przewodniczącego nachodzą na kompetencje Wysokiej Przedstawicielki do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, mogą mieć też miejsca spięcia ze sprawującą to stanowisko Federicą Mogherini.

Minister Spraw Zagranicznych Unii

Obecna szefowa unijnej dyplomacji, Federica Mogherini praktycznie nie ma doświadczenia w dyplomacji – podkreśla Niemczycki. Ona operuje ogólnikami. W dodatku już w trakcie kryzysu ukraińskiego wypowiadała się przychylnie, ze zrozumieniem o Rosji, co zraziło do niej naszą część Europy. Gdy podejmowano decyzję co do jej wyboru na stanowisko Wysokiego Przedstawiciela, Litwa nie zawetowała jej kandydatury, ale wstrzymała się od głosu.

Ale dla Polski Włoszka może być dobrym partnerem. Ponieważ sama nie ma rozeznania, będzie można jest podrzucać kwestie, którymi powinna się zająć. Chociaż jest z południowej Europy, będzie się starała pokazać, że reprezentuje wszystkie interesy. Stąd celem jej pierwszej wizyty zagranicznej była Polska. Można by się z nią porozumieć: my się zainteresujemy Bliskim Wschodem, a ona Wschodem, uważa Niemczycki.

Prof. Czachór przypomina, że Wysoka Przedstawicielka zasiada z jednej strony w Komisji Europejskiej, ale z drugiej szefuje obradom ministrów spraw zagranicznych. Jest z jednej strony umiejscowiona w systemie wspólnotowym, a z drugiej w międzyrządowym. Jest też otwarta. Pyta Polaków o to, czym według nas powinna się zająć unijna dyplomacja. Zresztą w przemówieniu ministra Grzegorza Schetyny na temat polityki zagranicznej widać już inne podejście. Pojawiała się szersza perspektywa globalna, pojawiły się wątki bliskowschodnie. Komisja Junckera

Chociaż niektórzy używają nazwy prezydent Europy, to jest to nazwa na wyrost. Ale bez wątpienia w tym stanowisku jest potencjał. Póki co jednak człowiekiem nr 1 w Europie jest szef Komisji Europejskiej – przekonuje prof. Czachór.

Czy skandal Lux Leaks położy się cieniem ma przewodniczącym Komisji, Luksemburczyku Jean-Claude’a Junckerze? Analityk Polityki Insight przypomina ujawnioną ostatnio aferę polegającą na tym, że korporacje podpisywały z Luksemburgiem umowy mające na celu obniżenie podatków. Wydaje się, że nie jest to niezgodne z unijnym prawem, ale jest nietyczne, a Juncker, jako ówczesny premier, prawdopodobnie o tym procederze wiedział. A przecież Juncker miał odświeżyć wizerunek Unii Europejskiej zaznacza Niemczycki.

Prof. Czachór zakłada, że między Junckerem, Mogherini, Tuskiem i Schulzem (ambitnym człowiekiem lewicy, który jest po raz kolejny przewodniczącym Parlamentu Europejskiego) wytworzy się pozytywna synergia.

Unia jest nadal złożoną organizacją. Uczymy się o trójpodziale władz (władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza) i próbujemy przenosić go na sytuację w Unii. Ale to błąd, bo UE to specyficzny twór, a nie państwo, który w dodatku ciągle się jeszcze rozwija. Ciężko jest w przypadku UE zastosować proste definicje, uproszczenia. Ponadto sfera nieformalna w Unii się poszerza, a nie pomniejsza, niektóre elementy współpracy pozostają poza systemem. Wprowadza się je dopiero na późniejszym etapie. Unia jest tworem wielowymiarowym – przekonuje prof. Zbigniew Czachór.

Powyższe opinie pochodzą z Seminarium europejskiego Fundacji Schumana 3 grudnia 2014, Nowe rozdanie w unijnych instytucjach. Wzięli w nim udział prof. Zbigniew Czachór z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Ignacy Niemczycki z Polityki Insight. Prowadzenie Joanna Różycka-Thiriet z Fundacji Schumana.