Kolejny raz sprawa tzw. więzień CIA spłynęła do nas zza oceanu. Wcześniej, poprzez przecieki, rozrabiali się wysocy funkcjonariusze amerykańskich służb. Tym razem rozrabia się przegrana ekipa demokratów z republikańskimi konkurentami.

REKLAMA

Demokraci chcą "ubabrać" republikanów brzydkimi informacjami o torturach. Nieskutecznie, bo w ostatnich wyborach Amerykanie dobrze wiedzieli, co ma na sumieniu były republikański prezydent i nie przeszkadzało im to w poparciu jego politycznych kolegów.

A Polska? Znowu występujemy jak chłopiec do bicia, który pomógł sojusznikowi, a dziś zbiera ciosy za niegodziwości, które wtedy miały miejsce.

Jak tę spiralę przerwać? Są na to dwa sposoby, które muszą zadziałać równolegle.

Po pierwsze, polski wymiar sprawiedliwości (prokuratura i sądy) musi odpowiedzieć na pytanie, czy złamano polskie prawo. Zasłanianie się brakiem współpracy Amerykanów niczego nie załatwia. Albo są dowody i powinny być postawione zarzuty, albo ich nie ma – ze wszystkim konsekwencjami.

I drugi wymiar, który ma charakter polityczny. Sprawa tzw. więzień CIA jest cudowną okazją do wypowiadania się na temat praw człowieka, suwerenności państwa, służalczości, itd., itd. Najwięcej przy tej okazji mówią ci, którzy nigdy w życiu nie musieli podjąć żadnej trudnej decyzji. Postuluję więc powołanie specjalnej komisji zaufania publicznego. Na wzór brytyjski, kilka osób spoza polityki, obdarzonych zaufaniem "różnych stron", mogłoby ocenić jak zachowały się wtedy polskie władze. Nie tylko w kontekście prawnym (to ma zrobić prokuratura), ale z punktu widzenia interesu państwowego, procedur, obiegu informacji. Komisja musiałaby mieć dostęp do wszystkich dokumentów, ale nie musiałaby ich ujawniać.

Mając taką ocenę moglibyśmy sobie w końcu odpowiedzieć – jak to właściwie było?