Nie ma żadnych, ale to żadnych uzasadnień dla tortur. Żaden „stan wyższej konieczności”, żadna Realpolitik, żadna chęć uchronienia przed zbrodnią czy terrorem nie usprawiedliwia tortur. Ani w prawie, ani w moralności, ani w zdrowym rozsądku.
Pod tym względem wiążące nas prawo polskie i międzynarodowe nie pozostawia miejsca na żadne wątpliwości. Art. 40 Konstytucji RP stanowi: "Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu.'' Podobnie sformułowane zostały zakazy wyrażone w Karcie Praw Podstawowych UE i Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Polskę wiążą ponadto normy ONZ-owskie: Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych oraz konwencja w sprawie zakazu stosowania tortur, którą Polska ratyfikowała w 1989 r. W żadnym z wymienionych traktatów nie ma słowa na temat sytuacji, w których zakaz tortur mógłby zostać zawieszony. Ma on charakter absolutny i obowiązuje zawsze, także w czasie wojny. Dodać należy, że konwencja przeciw torturom zabrania również przekazywania osób do krajów, w których istnieje uzasadnione podejrzenie, że zostaną poddane torturom.
Powie ktoś: prawo a prawem, a polityczne wymogi w stanie wyższej konieczności to co innego. Błąd. Prawo jest właśnie po to skonstruowane, by prowadzić nas w momentach paniki, lęku, niepewności… Procedury postępowania nie są zaprojektowane z myślą o czasach normalnych i wygodnych – wtedy często wystarczy zwykły rozsądek – ale właśnie na chwile, gdy rozsądek nas może zawieść i łatwo dajemy się poddać panice.
Zresztą, wiele wskazuje na to, że umożliwienie przez [PAŃSTWO ZAMAZANE] umieszczenia Amerykanom na swym terytorium komór tortur nie wynikało tylko z paniki po 10 września, ale także z przesłanek dużo bardziej przyziemnych. „Blood money”, którą miała uzyskać [PAŃSTWO ZAMAZANE] w zamian za ignorowanie zbrodni dokonywanych przez psychopatów z CIA, każe postawić w duży nawias dzisiejsze wypowiedzi ówczesnych dygnitarzy, którzy – jak się okazuje – stali się dużo bardziej „elastyczni” gdy Amerykanie pokazali im trochę zielonych banknotów.
Nie bardzo mi się podoba akcent w wielu komentarzach na to, że tortury okazały się nieskuteczne – coś co jest oczywiste, ale co nie może przesądzać o absolutnym wykluczeniu i potępieniu tortur. Państwo, które na nie u siebie dozwala, staje się w równym stopniu winnym przestępstwa, co państwo, którego funkcjonariusze dopuszczają się tortur. A wykręty, że wysocy urzędnicy w [PAŃSTWO ZAMAZANE] nie wiedzieli, o co Amerykanom chodzi, gdy dostawali do swej dyspozycji kawałek suwerennego terytorium w ramach “walki z terrorem”, należy włożyć między bajki, te bardziej ponure.
Jedyną drogą uratowania honoru [PAŃSTWO ZAMAZANE] jest pełne zbadanie sprawy i potępienie tego co się stało, a także pociągnięcie winnych ułatwiania działalności oprawców do pełnej odpowiedzialności. Wymaga tego nie tylko prawo, ale i honor [PAŃSTWO ZAMAZANE]. Jeden Józef Pinior, jeden Adam Bodnar, jedna Fundacja Helsińska, jedna redakcja – honoru tego nie uratują, przy całym szacunku dla ich odwagi i zaangażowania. Milczenie najwyższych urzędników państwa jest ogłuszające. I nie chodzi tu tylko o przeszłość, ale i o przyszłość – o to, byśmy już nigdy nie musieli czytać o naszej Polsce jako o [PAŃSTWIE ZAMAZANYM].
