Ministerstwo Edukacji Narodowej bardziej dziś przypomina agencję PR niż rządowy ośrodek planujący ważne reformy polskiego szkolnictwa. W działaniach Joanny Kluzik-Rostkowskiej więcej jest zabiegów poświęconych jej własnemu wizerunkowi niż rzeczywistych propozycji reform polityki edukacyjnej.

REKLAMA

Kiedy Joanna Kluzik – Rostkowska obejmowała fotel szefowej resortu edukacji, dużo mówiło się o potrzebie wprowadzenia zmian, które uczyniłyby polskie szkolnictwo nowoczesnym i dostosowanym do potrzeb współczesnych czasów. Dziś widać, że były to płonne nadzieje.

Pani Ministra skupiła się jedynie na tworzeniu e-podręcznika. Mimo to jest on nadal niegotowy. Jego wprowadzenie do szkół opóźnia się, choć z e-elementarza uczniowie mieli się uczyć już od 1 września przyszłego roku. Niestety nie zapowiada się na to. Nie wiadomo też kiedy dzieci otrzymają nowy podręcznik, a nauczyciele nauczą się z niego korzystać.

Ośrodek Rozwoju Edukacji – agenda Ministerstwa Edukacji Narodowej, która odpowiada za prowadzenie tego e-projektu - unieważnił niedawno przetarg na przeprowadzenie szkoleń dla nauczycieli, którzy w przyszłości mają wykorzystywać podręcznik w pracy. Okazało się bowiem, że ORE nie dysponuje ostateczną wersją materiałów merytorycznych i technologicznych, przy pomocy których mógłby szkolić nauczycieli. Wystawia to ministerstwu jak najgorszą opinię.

Obserwując pracę Ministry Kluzik-Rostkowskiej trudno nie odnieść wrażenia, że od lat w resorcie pomijane są faktyczne potrzeby polskiego szkolnictwa. Nie ma dyskusji o reformach, o zmianach w programach nauczania. MEN nie przedstawiło żadnych propozycji, planów czy strategii w tym zakresie. Ministerstwo boi się nawet dyskusji na temat tak ważnej sprawy jak wprowadzenie edukacji seksualnej do szkół. Zamiast zachęcać dzieci do samodzielnego myślenia, wpajać im nowoczesne zasady współżycia społecznego, uczyć kreatywności i pokazywać świat, nauczyciele nadal uczą je archaicznych regułek, definicji i teorii, pamiętających czasy kredy i zielonej tablicy.

Niedawno zaś, zapewne chcąc przypodobać się rodzicom, przypomniała nauczycielom o opiece nad dziećmi w dniach teoretycznie wolnych od nauki, przypadających w tzw. okresie międzyświątecznym.

Zrobiła to jednak z gracją przysłowiowego słonia w składzie porcelany, skłócając nauczycieli z rodzicami i podważając, i tak już nadszarpnięty w ostatnich latach, autorytet tych pierwszych. Cóż, rodzice to znacznie większa grupa potencjalnych sympatyków, a uszczęśliwić wszystkich się nie da.

Nie tak wyobrażałam sobie pracę Ministry Edukacji Narodowej. Nie o to chodzi w pracy ministra tak ważnego resortu. Jako była nauczycielka i matka trójki dzieci, doskonale rozumiem potrzeby jednych i drugich. Wszyscy doświadczyliśmy wad polskiego systemu edukacji, dlatego ze smutkiem obserwuję, że nic się nie zmienia, choć zmiany te są bardzo potrzebne.