Sejm nie wprowadził do porządku obrad projektu ustawy o związkach partnerskich. Koalicja rządząca po raz trzeci oblała test z tolerancji i równouprawnienia. Tym samym PO nie zrywa z „gębą” partii konserwatywnej, która chodzi na pasku kościoła.
Przeciw wprowadzeniu pod obrady projektu Twojego Ruchu ustawy o związkach partnerskich było PiS, większość PSL („za” był Jan Bury i czterech byłych członków Ruchu Palikota) oraz 57 posłów Platformy Obywatelskiej. To już trzeci raz polski parlament odrzuca ustawę o związkach partnerskich. W lipcu 2012 roku zostały odrzucone projekty Ruchu Palikota i SLD, a w styczniu 2013 roku Sejm odrzucił ustawę przygotowaną przez RP, SLD, a także projekt autorstwa posła Dunina z PO. Wówczas przeciw związkom partnerskim była ok. połowa klubu poselskiego partii rządzącej.
A wydawać się mogło, że Platforma skręca w kierunku tolerancji i postępu. Przyjęcie ustawy o związkach partnerskich obiecywała premier Kopacz, która zresztą – jak poprzednio – głosowała za wprowadzeniem ustawy pod obrady. Jeszcze wczoraj rano do legalizacji konkubinatów namawiała Małgorzata Kidawa-Błońska. W PO nie ma już Jarosława Gowina, który forsował tezę o niekonstytucyjności związków partnerskich. Konserwatystę Marka Biernackiego w Ministerstwie Sprawiedliwości zastąpił bardziej liberalny Cezary Grabarczyk (głosował „za”). W rządzie jest Małgorzata Fuszara. Wydawać się mogło, że PO zechce sięgnąć po elektorat lewicowo-liberalny, który odwrócił się od partii Palikota i jest do zagospodarowania. Jednak to już kolejny sygnał, że lewoskręt jest w PO niemożliwy. Spod głosowania została niedawno wycofana również ratyfikacja Konwencji o przeciwdziałaniu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, rząd nadal nie uregulował metody in vitro. Platforma Obywatelska ma swoje silne konserwatywno-kościelne skrzydło, które nie pozwala modernizować polskiego prawodawstwa w kierunku równouprawnienia. Wybór zaś Roberta Biedronia na prezydenta Słupska i rosnące sondażowe poparcie Polaków dla związków partnerskich (szczególnie wśród wyborców PO) pokazuje, że Polacy są dalece bardziej nowocześni i mniej zaściankowi niż elita polityczna.
Prawica, w tym PO, pewnie znów będzie twierdzić, że ustawy o związkach partnerskich są sprzeczne z Konstytucją. Tezie o niekonstytucyjności związków partnerskich trzeba zadać kłam. Brzmienie art. 18 Konstytucji, w którym mowa jest o małżeństwie – jako związku kobiety i mężczyzny – które podlega ochronie i opiece państwa nie wyklucza możliwości zaistnienia w porządku prawnym innych zinstytucjonalizowanych związków. Ani z treści tego przepisu, ani z jego umiejscowienia nie wynika zakaz przyznawania prawnej ochrony związkom konkubenckim, które są alternatywne wobec małżeństwa. Konstytucja nie zabrania też pewnego uprzywilejowania innych niż małżeństwo związków formalnych. Przecież art. 18 Konstytucji nie stanowi, że jedynym związkiem pozostającym pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej jest małżeństwo. Projekt Twojego Ruchu przewiduje dla związków partnerskich uprawnienia w sferze podatkowej (np. zwolnienie od podatku od spadku i darowizn, możliwość wspólnego rozliczania się), socjalnej (możliwość uzyskania świadczeń po zmarłym parterze/partnerce, możliwość alimentacji po rozstaniu) oraz prawo decyzji o pochówku partnera, uzyskania informacji o jego stanie zdrowia w placówkach służby zdrowia, wejścia w prawo najmu po śmierci partnera. W jaki sposób ma to zagrażać instytucji małżeństwa? Przecież projekt ustawy w żadnym jego punkcie nie przewidują zwiększenia praw konkubentów względem małżonków. Funkcjonalnością ustawy o związkach partnerskich jest zrównanie obywateli w dostępie do praw, z których część obywateli nie chce (konkubenci heteroseksualni) lub nie może (konkubenci homoseksualni) korzystać, nie zaś uprzywilejowanie „partnerów” w stosunku do małżonków. Ustawa o związkach partnerskich nie zrównuje uprawnień tych par z prawami małżonków.
