
Wytwórnia filmowa Sony Pictures ugięła się pod groźbami hackerów i odwołała premierę komedii Setha Rogena i Jamesa Franco „The Interview”, w której mieli czelność śmiać się z przywódcy Kim Dzong Una. Czyżby strategia zastraszania okazała się niezwykle skutecznym antidotum na wolność słowa?
O tym, że nowy film Rogena i Franco nie podoba się przywódcy Korei Północnej wiedzieliśmy już od dawna. Choć go nie widział, to zdążył nazwać go „aktem wojny”. Nie był to jednak jedyny raz, gdy przywódca polityczny został obśmiany przez twórców filmowych (subiektywna lista takich filmów już powstała), nic zatem nie wskazywało na to, co zdarzyło się potem.
Najpierw 24 listopada, Sony Picture padła ofiarą ataku hakerów – wykradziono tysiące emaili, dokumentów finansowych oraz niektóre nieoddane jeszcze do dystrybucji filmy. Następnie te maile i dokumenty zostały opublikowane, wywołując kilka skandali, w tym zahaczając nawet o Biały Dom. Następnie dowiedzieliśmy, że pogróżki mailowe otrzymali niektórzy pracownicy Sony, aż w końcu grupa hackerów nazywających siebie „Obrońcy Pokoju” (GOP – Guardians of Peace) oficjalnie zagroziła atakami w kinach, jeżeli dojdzie do premiery filmu „The Interview”. W groźbach odwoływali się do zamachów z 11 września 2001. I te groźby najwyraźniej odniosły skutek. 17 grudnia, po zapowiedziach części sieci kinowych o przeniesieniu w czasie, bądź też odwołaniu projekcji wytwórnia filmowa skapitulowała odwołując premierę filmu zaplanowaną na 25 grudnia.

Sony Pictures wydało oświadczenie wyjaśniające motywy ich działania: W związku z decyzją większości kin, by nie wyświetlać filmu „The Interview” zdecydowaliśmy się nie zrezygnować z premiery 23 grudnia. Rozumiemy i szanujemy decyzję naszych partnerów w biznesie, jak również podzielamy ich ustanawianie bezpieczeństwa swoich pracowników oraz widzów w kinach jako priorytetu. Sony Pictures padło ofiarą niespotykanego, kryminalnego ataku wymierzonego w naszych pracowników, klientów i nasz biznes. Ci, którzy owego ataku dokonali kradnąc naszą własność intelektualną, prywatne emaile, poufne i zastrzeżone materiały oraz dążąc do zniszczenia naszego ducha i morale – zrobili to po to, by udaremnić premierę filmu, który im się nie spodobał. Jesteśmy głęboko zasmuceni bym bezczelnym działaniem by zdusić dystrybucję filmu jednocześnie niszcząc naszą firmę, uderzając w naszych pracowników i amerykańskie społeczeństwo. Stoimy po stronie naszych filmowców i prawa do wolnej ekspresji, jesteśmy niezwykle zawiedzeni, tym, do czego doszło.
Czy jednak naprawdę filmowcy stoją po stronie swoich filmowców? Czy ryzyko zamachów terrorystycznych było na tyle wysokie, że tylko wycofanie filmu z obiegu wchodziło w grę? Nie potrafię tego zrozumieć. Ze strony Departamentu Stanu, FBI i innych rządowych agencji nie pojawiły się żadne informacje o wzmożonej aktywności terrorystów planujących atak na USA (a pamiętamy, w 2001 roku było mnóstwo dokumentów poświadczających ogromne ryzyko ataku na Stany, które George Bush zignorował, lub nawet ich nie przeczytał). Ponadto – skąd założenie, że osoba, która potrafi wykraść maila potrafi jednocześnie zaplanować zamach terrorystyczny i w dodatku samobójczy? Nastolatek siedzący w domu swoich rodziców to nie to samo, co planujący zamach ekstremista. Nawet, jeżeli ten nastolatek miałby być opłacany przez Koreę Północną.
Odłóżmy na chwilę problem alergicznego reagowania na każdy „cyber atak” i każde zagrożenie. Zastanówmy się nad innym problemem – hakerem może być każdy, nawet najmniejsza grupka ludzi może zorganizować atak i sprawnie go przeprowadzić. Zatem dziesiątka osób może skutecznie zablokować coś, co im się nie podoba. A jakie jest prawdopodobieństwo, że znajdzie się 10 osób wśród kilku miliardów, którym JAKIKOLWIEK fenomen się nie spodoba? Powiedziałbym, że całkiem spore.
Czy zatem mamy spodziewać się narodzin nowego stylu wywierania presji społecznej przez „niezadowolonych”? Jeszcze niedawno mieliśmy w Stanach tradycyjne bojkotowanie sklepów wspierających małżeństwa homoseksualne, filmów „obrażających chrześcijan” (jak np. „Noe”) itp. W Polsce ta wspaniała taktyka też zagościła w postaci bojkotu browaru Ciechan z jednej strony, a sieci Empik z drugiej (pojawiła się niedawno propozycja bojkotu Lidla, ale chyba aż tak absurdalna akcja jednak nie została wprowadzona w życie). Ale przecież bojkot ma tyle wad: po pierwsze zajmuje dużo czasu po drugie wymaga masowego udziału po trzecie nie zatrzymuje natychmiast działalności firmy, którą się bojkotuje po czwarte czasem mobilizuje kontr bojkot zwiększający obroty firmy.
Z tego wynika, że jedynym logicznym rozwiązaniem będzie przyjęcie nowej, super skutecznej strategii przez wszystkie „obrażone” grupy, w tym np. konserwatywnych chrześcijan. Zamiast mobilizować miliony ludzi, wystarczy wyszkolić tuzin oddanych hakerów, którzy następnym razem, gdy pojawi się obraz/produkt/kampania/COKOLWIEK uderzającego w „wartości” i „poczucie estetyki” tej grupy uderzą. Okradną jakąś firmę, postraszą kilkoma wybuchami, użyją w retoryce odwołania do 11 września 2001 i voila! Co bardziej „oddane” sprawie grupy będą mogły CENZUROWAĆ świat kultury i konsumpcji bez większych nakładów sił i środków. Cóż za wspaniała przyszłość!

Warto wspomnieć, że znalazły się kina, które w sytuacji wycofania przez Sony „The Interview” w tym czasie będą puszczać film „Team America: World Police” Trey’a Parkera i Matta Stone’a odpowiedzialnych za Suth Park, w którym także celem prześmiania jest przywódca Korei Północnej (choć wtedy jeszcze Kim Dzong-Il – czyżby wynikało z tego, że wcześniejszy Kim miał większe poczucie humoru?). Ten krok niektórych właścicieli kin jest znaczącym postawieniem wolności słowa ponad puste okrzyki hakerów i warto go wspierać. Warto też obserwować, jak sytuacja z filmem się rozwinie, ponieważ już teraz mogę „przewidzieć” ogromną popularność filmu, jak tylko wejdzie do kin w ciągu miesiąca/dwóch w Stanach Zjednoczonych. Na tym polega problem z tym „straszeniem” hakerów – albo wystraszą Amerykę i Sony na tyle, by całkiem wycofała film z dystrybucji, albo będę musieli liczyć się z efektem „kontrowersji”, który przynieść może nawet kultową popularność temu obrazoburczemu filmowi.
Wolność słowa już jednak przegrała. Pytanie czy uda jej się po tym tchórzliwym ciosie podnieść szybko i w jakim będzie stanie. O tym przekonamy się niebawem…
