Ostatnio było mi dane poznać kilka wspaniałych osób, które niosą pomoc innym. Bezpańskim zwierzakom, chorym dzieciom, wszystkim istotkom słabszym i pokrzywdzonym przez los. Pomaganie innym może być miłe. Sama się o tym przekonałam.
Ratując życie bezpańskiej suni, byłam dumna z siebie, z ludzi którzy przyłączyli się do pomocy wspierając finansowo organizację tej pomocy. Sunia dorobiła się własnego wiana, w wysokości 300 zł. Co za radość. W tej chwili ma już zdjęte szwy po sterylizacji, i bierzemy się za leczenie uszek (świerzb).
Wtedy zetknęłam się z Maćkiem Myrchą, społecznikiem i organizatorem wielu akcji pomocy dla chorych dzieci. Maciej ma chorą córeczkę Oliwkę. Dziewczynka urodziła się w 6 miesiącu ciąży, w zmartwicy. Wylewy dokomorowe uszkodziły jej układ nerwowy, nerw wzrokowy (-17 dioptrii),oraz ośrodek mowy. Oliwka nie mówi,jest dzieckiem autystycznym, upośledzonym umysłowo i psychoruchowo. Jednocześnie mała jest wesoła, ciekawa świata i chętnie się uczy. Dziecku pomaga Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą, gdzie Oliwka ma założone własne konto. (Jeśli któryś z czytelników zechce dołożyć się do leczenia i rehabilitacji dziewczynki, to podaję konto : 15 1060 0076 0000 3310 00182615 – tytułem : 11970 Myrcha Oliwia.) Dzięki Maćkowi, dowiedziałam się jak ogromna liczba dzieciaków jest w potrzebie. Ktoś się zapyta czemu o tym piszę właśnie teraz. Ano dlatego, że do końca roku muszą rozliczyć się firmy , których przychód podlega opodatkowaniu na zasadzie ryczałtu ewidencjonowanego. Dlatego postanowiłam zaapelować o to, aby każdy kto może, przekazał pieniążki na chore dzieci, ponieważ ten 1 % może uratować życie któremuś z nich. Zamiast myśleć w tym przedświątecznym okresie o pogoni za idiotycznymi prezentami, czy też za żywym karpiem , którego później „rodzinnie” będziecie mordować, pomyślcie o uczynieniu prawdziwego dobra. Takiego w kategoriach realnych, pozytywnych skutków. Te słowa kieruję oczywiście do ludzi którzy są wierzący, bo „taka tradycja”. Bo „co powie rodzina”, jeśli się wyłamię z katolickiej tradycji. Ta katolicka tradycja, pełna bezsensownej symboliki – typu, puste miejsce przy stole wigilijnym dla bezdomnego, żadnego realnego wymiaru nie ma. Pogoń za prezentami które niekoniecznie będą trafione, i świąteczne obżarstwo. Katorga siedzenia przy stole z rodzinką, którą często ma się ochotę pogryźć. To nie ma nic wspólnego z dobrem. Stąd też mój apel, o zmianę tej tradycji pustych gestów i słów, we wzajemną pomoc społeczną.
Kolejna fajna akcja którą zaraził mnie Maciek, to zbieranie plastikowych nakrętek na użytek organizacji i fundacji pozarządowych. O co w tym chodzi? Otóż kilogram plastikowych nakrętek, na przykład po napojach, to koszt około 1 złotówka . Firmy recyklingowe które je skupują, wpłacają za nie pieniążki na konto danej organizacji, która przekazuje je swoim podopiecznym wtedy, kiedy uzbiera się cała kwota na konkretny cel. Kupuje się wózki inwalidzkie, opłaca rehabilitacje dzieci. Jest to pomoc która nie kosztuje nas nic. Pozbywamy się śmieci, które nie zanieczyszczają środowiska. Zakrętki zostają przerabiane na surowiec wtórny (plastikowy granulat), który następnie jest przetwarzany na nowe zakrętki, opakowania, rury PCV, czy obudowy komputerów. Ochrona środowiska połączona z pomocą społeczną. To akcje które warto propagować. Więcej na ten temat znajdziecie na stronie Fundacja Słyszę – Mówię – Czuję : http://www.smc.org.pl/, szczegółowych informacji udzieli wam również Maciek Myrcha , którego złapiecie na fejsie : https://www.facebook.com/pages/Jeden-Procent-dla-Oliwi-Myrcha/512845278727248?fref=ts Realna pomoc a nie puste , symboliczne gesty. To powinna być nowa, polska tradycja. Pomóżcie ją wdrożyć. Dorota.


