Czyli dlaczego pani Hania nie powinna martwić się zajętą linią Ministerstwa Edukacji.
Śmietana. Do grzybów. I do śledzi. Zaraz, gdzie są śledzie? Parują i syczą cztery garnki na kuchence. Tutaj? Nie, barszcz. A może tu? Kapusta. Właśnie, kapusta. Trzeba podzielić. Na groch i do grzybów. Tylko gdzie te śledzie? Miska pod stołem. Sałatka jarzynowa na pierwsze święto, pudło. A w tym rondlu? Też ślepy traf, kompot z suszu na załagodzenie wzdęć. I śledzie! Moczą się w misce obok filetów z karpia. Moment. Gdzie zniknęła śmietana..?
Nerwowe zerkanie na zegarek. Nie zdąży wpaść do sklepu, zwłaszcza biorąc pod uwagę spodziewany zmasowany atak na kasy „tych, którzy mogą sobie na to pozwolić”, jak nazywa z zawiścią szczęśliwców, do których nikt życzliwy nie wystosował przedświątecznego apelu. Zgrzytając zębami, notuje w pośpiechu brakujące produkty na małej karteczce, po czym przykleja na lodówkę. Córka skoczy, jak tylko wstanie. Całe szczęście, że maturzystka nie została zobowiązana do uczestniczenia w zajęciach świetlicowych. W opustoszałe mury szkoły podstawowej wbiega parę minut po ósmej. Pani Alina i pan Marek już są, wymieniają ze sobą porozumiewawcze spojrzenia. Na co dzień ich kontakt ogranicza się do pospiesznego „dzień dobry” na korytarzu, ale dziś dzień jest szczególny. Atmosfera świąt? Magia Bożego Narodzenia? Nie, coś istotniejszego. Poczucie głębokiej krzywdy wzmacnia solidaryzm zawodowy niejednego pedagoga w Polsce. Poczucie owo sprawia też, że punktualnie o godzinie 13 komórki nauczycielskie znajdują się poza zasięgiem sieci. Nie wspominając o przeciążonych liniach Ministerstwa Edukacji. Pani Hania od kwadransa bezskutecznie próbuje sprawdzić, czy zgodnie z zapowiedzią pani minister trwa na swoim posterunku, zamiast lepić pierogi i smażyć karpia. Jednak od tegoż kwadransa abonent pozostaje niedostępny. Trzeba było wyznaczyć dyżury, przemyka jej przez myśl.
Nibal stoi nad garnkiem, pilnując gęstego, aromatycznego sosu. Sprawnie kroi warzywa, podsmaża mięso. Działa automatycznie. Szmaragdowe oczy nie wyrażają nic. Sięga po ugotowany ryż, miesza wszystkie składniki. Niedbale zerka na zegar, wiszący na ścianie. Zdąży?
Wokół pani Hani i pani Aliny gromadzą się dzieci. Z podekscytowaniem przekrzykują się, co kto zamieścił w swoim liście do brodatego staruszka w czerwonym kubraczku. Przeważają gadżety elektroniczne, jest jednak parę próśb o tradycyjne lalki, piłki, a nawet modele do składania. Tylko jeden chłopiec siedzi na uboczu, głęboko zamyślony. - A ty, Mateuszku, o co prosiłeś Mikołaja? – pyta milczka nauczycielka. Chłopiec spogląda na nią, po czym powoli odpowiada. - Chciałem oddać prezent płaczącej dziewczynce, którą widziałem w telewizji, ale tata powiedział, że tam Mikołaj nie przychodzi. To prawda?
Nibal kręci się bez celu po małym pomieszczeniu. Przysiada na krześle. Podchodzi do okna. Miesza w garnku. Próbuje gotującej się potrawy. Czegoś brakuje. To nie ten smak, który tak lubi mała Salima. Zagląda do lodówki. Lassi! Znów zapomniała o lassi! Od tygodnia wciąż zapomina uzupełnić brakujący zapas przysmaku córki. Sięga po leżący na parapecie telefon komórkowy. Podobnie sięgała przed tygodniem, wybierając numer nastolatki. W drodze ze szkoły miała kupić brakujący produkt. Podobnie jak przed tygodniem, głos w komórce informuje ją głuchym echem: abonent czasowo niedostępny. W Peszawarze także nie ustalili dyżurów.
