Lada chwila wybuchnie w naszym kraju "bomba oświęcimska". Pierwsze pomruki wskazują na to, że będziemy świadkami żenujących ocen i komentarzy.
27 stycznia, w rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, przypada Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu, uchwalony 1 listopada 2005 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Tego dnia, w rocznice okrągłe i nieokrągłe, na terenie obozu odbywają się stosowne uroczystości w różnym formacie i z różnym udziałem zagranicznych gości.
Największy rozmach miała 60. rocznica, którą miałem okazję współorganizować. Wtedy to, po długich zakulisowych rozmowach, przybył do Polski Władimir Putin. Siłą rzeczy, 70. rocznica porównywana jest z tamtą i wygląda na to, że główną troską polskich organizatorów jest to, aby Putin do Polski tym razem nie przyjechał.
A ja uważam, że powinien być w Oświęcimiu.
Powinien spotkać się z tymi, którzy przetrwali Holocaust. Przy tej okazji powinien też posłuchać, co myślą o obecnej polityce prezydenta Federacji Rosyjskiej.
W Polsce od jakiegoś czasu modna jest polityka historyczna. Warto więc przypomnieć, że obóz Auschwitz-Birkenau wyzwalała 100. Lwowska Dywizja Piechoty Armii Czerwonej i jej właśnie zawdzięczają życie ci, których Niemcy nie zdążyli wymordować. Ani aktualna polityka Putina tego nie zmieni, ani zasługi Armii Czerwonej sprzed 70 lat nie mogą być alibi dla wojowniczych dokonań rosyjskiego prezydenta. Ale będzie inaczej. O ironio, w uroczystościach rocznicy wyzwolenia obozu wezmą udział prezydenci Polski i Niemiec.
W tym samym czasie w Pradze i w nieodległym Terezinie, odbędą się inne obchody. Czeski prezydent Milosz Zeman organizuje międzynarodowe forum "Let my people live". Będzie tama cała czołówka Unii Europejskiej (Martin Schulz, Jean-Claude Juncker), liderzy diaspory żydowskiej w USA, szef parlamentu Izraela i wielu, wielu innych. Czeski prezydent zaprosił też Władimira Putina, jednak w programie uroczystości go nie ma i nie wiadomo czy przyjedzie.
Polska prasa cytuje premier Ewę Kopacz, która ma pretensje do czeskich władz, że organizują "alternatywne obchody". Jeśli tak myśli w rzeczywistości, to popełnia błąd, bo każdy ma prawo wspominać Holocaust tak, jak umie najlepiej. Wychodzi na to, że czeskie władze lepiej zrozumiały ducha czasu, niż my, strażnicy miejsca.
