Polska w sprawie konfliktu na Ukrainie od początku nie była zainteresowana zachowanie pokoju u naszego wschodniego sąsiada. Podobnie jak podczas Pomarańczowej Rewolucji, polskie władze zachowały się jednoznacznie, opowiadając się za jedną stroną konfliktu.
Rosja to światowe mocarstwo, bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie. Po nieudolnych latach rządów Borysa Jelcyna, Rosja stanęła na nogi. Gospodarczo i militarnie. W polskim przekazie medialnym rosyjski prezydent przedstawiany jest jako zło wcielone, ktoś, z kim nie warto rozmawiać. Tę atmosferę podsycają politycy, którzy w roku wyborczym są w stanie powiedzieć wszystko, aby tylko zbudować swój kapitał polityczny.
Przypominam sobie atak USA na Irak w 2003 roku. To oczywiście nie była żadna wojna, mówiąc językiem propagandy, tylko misja stabilizacyjna. Chodziło o obalenie tyrana, wcześniejszego sojusznika USA, Saddama Husajna, który posiadał rzekomo broń masowego rażenia. Do dziś jej tam nie znaleziono. Ówczesny amerykański prezydent dawał słowo, że po obaleniu irackiego dyktatora, Irak i świat będą bezpieczniejsze. Jak to wygląda dziś? Państwo Islamskie rośnie w siłę. Jest to dziś największe zagrożenie dla bezpieczeństwa. Tak przynajmniej uważa czeski generał Peter Pavel, który obejmie stanowisko szefa Komitetu Wojskowego NATO.
Polska jest dziś absolutnie osamotniona ze swoją wizją bezpieczeństwa w Europie. Nie uczestniczymy w żadnych najmniejszych nawet próbach zażegnania konfliktu. Wręcz przeciwnie, polscy politycy, z Prezydentem RP na czele, opowiadają się za chęcią wysyłania broni Ukrainie. Wysyłanie broni to tylko dalsza eskalacja konfliktu! I w imię czego to wszystko? W imię wygranych wyborów? Strasznie to płytkie. Może te kilkadziesiąt tysięcy ofiar wojny domowej, wystarczy? No, chyba, że chcemy być państwem frontowym.
Politycy rządzącej partii na tego typu argumenty mają gotową formułkę- „Nie jesteśmy mocarstwem, niestety. Nie uczestniczymy w rozmowach pokojowych, gdyż od tego są więksi od nas”- tak mówi szef sejmowej komisji obrony narodowej, Stefan Niesiołowski. Zapomina chyba, polskie zaangażowanie podczas obrad okrągłego stołu na Ukrainie w 2004 roku. Wówczas prezydent Aleksander Kwaśniewski starał się pogodzić obie strony konfliktu. Ale do tego potrzeba taktu i minimum dobre woli.
Czy któregokolwiek z europejskich państw, włączając nawet USA, mówi, bądź rozważa dostawę broni na Ukrainę? Tak, to osamotniona Litwa. Naprawdę chcemy do niej dołączyć? Nikt na zachodzie nawet o tym nie wspomni, my z kolei strzelamy z największych armat głupoty!
Wszyscy, którzy tak gardłują za tą wojną, zamiast wspierać rozmowy pokojowe, niech tam jadą, na ochotnika. I nigdy nie wracają.
