
Wywody, czy Tatarzy powinni należeć do grupy, której deportację należy w ogóle rozważać, są jakimś absurdem. Widać czasy, kiedy euroislam.pl był najradykalniejszym krytykiem islamizacji minęły bezpowrotnie. Dzisiaj wyprzedza nas "Rzeczpospolita" i jej publicysta Dominik Zdort.
Nie dość, że sam rozważany przez Zdorta pomysł deportacji dziesiątek milionów muzułmanów z Europy należy do arsenału stalinowskich metod, to jeszcze gorsze są rozważania tego typu odnośnie polskich Tatarów. Może jak twierdzi Zdort należę „do naiwnych wyznawców praw człowieka”, ale ani takiej konieczności, mimo 10 lat zajmowania się tematem, nie widzę, ani tym bardziej nie chciałbym rozważać jej pod jedynie religijnym kryterium.
Zdort zwraca uwagę na fakt, że mufti tradycyjnie należącego do Tatarów Muzułmańskiego Związku Religijnego, Tomasz Miśkiewicz, odebrał szkolenie w Arabii Saudyjskiej. Wiemy też, że przewodniczy polskiemu odłamowi Światowego Zgromadzenia Młodzieży Muzułmańskiej (WAMY), które w istocie jest wahabicką młodzieżówką. WAMY finansowało też tłumaczenie i wydawanie książek muzułmańskich radykałów w Polsce.
Jednak problem z polskimi Tatarami to nie problem z nimi samymi, lecz z tym, że tracą kontrolę nad swoją organizacją.
NaTemat szeroko opisywało konflikty wokół gdańskiego meczetu, gdzie pochodzący z imigracji imam Hani Hraish – imigrant, nie Tatar - pobił sekretarza gdańskiej gminy. Wcześniej o Hraishu pisaliśmy w kontekście jego kontrowersyjnych wypowiedzi na UKSW, na temat obcinania rąk zgodnie z prawem szariatu. Wtedy Hraisha ostro skrytykował Tatar, imam profesor Selim Chazbijewicz.
Poglądy profesora Chazbijewicza na reformę islamu są wręcz atakowane w środowiskach imigranckich i konwertytów. I rzeczywiście bliżej mi kulturowo do profesora Chazbijewicza, Tatara, niż do Polki konwertytki Agnieszki Witkowskiej. Jego dzieci przynajmniej mogą spać spokojnie, że tata im głów z podszeptu Allacha nie obetnie. Bezradny wobec oddolnych ruchów wydawał się także rzecznik MZR Musa Czachorowski, z którym rozmawiałem w grudniu w sprawie wizyty salafickiej Mission Dawah w meczecie na Wiertniczej. Zaproszenie okazało się wystosowane przez warszawską gminę, w której zarząd pełnią muzułmanie pochodzący z imigracji. Lista oskarżeń wobec Mission Dawah w Wielkiej Brytanii jest długa. Od wypowiedzi antysemickich, propagujących szariat, przeciwnych demokracji, po zapraszanie kaznodziejów nienawiści, takich jak Billal Philips. Niestety, w sprawach działań lokalnych gminy muzułmańskie są niezależne od zarządu.
Tak więc dzisiaj, piętnując en masse Tatarów być może antagonizujemy jedno z niewielu środowisk muzułmańskich, które wyznaje nasze wartości, które praktykuje islam w sposób możliwy do pogodzenia z demokracją. I dlatego na ich piętnowanie się nie zgadzamy.
