
Zbrodnia doskonała nie istnieje. Dość długi czas miałem jednak nadzieję, że nie wyjdą na jaw moje niecne postępki treningowe. Przez kilka tygodni biegałem "po swojemu", tak jak lubię i kiedy lubię, a nie zgodnie z zaleceniami trenera. Nie, wcale się nie oszczędzałem – biegałem więcej niż potrzeba, ale "inaczej". Chyba nie ma w tym nic dziwnego, że od interwałów wolę dalekie, ciekawe i skłaniające do refleksji trasy. Dziś, zaledwie kilka dni przed półmaratonem, muszę naprawić to, co zepsułem.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy już trzy razy przebiegłem odległość półmaratonu, czyli 21 km i 97,5 metra. Za pierwszym razem po prostu wróciłem do domu biegiem z pracy, choć trochę na około. W nocy, z plecakiem, w którym miałem zimowe buty i puchową kurtkę. Było super.
Mój normalny trening wynosił ostatnio od 8 do 14, czasem nawet 18 kilometrów. Wydawało mi się, że im więcej będę biegał, tym łatwiej i szybciej przebiegnę półmaraton. Moje czasy nie były spektakularne - za każdym razem, gdy biegłem 21 km, nie schodziłem poniżej dwóch godzin. A oto wyniki, które były między innymi spowodowane moją samowolą (góra tabelki to pierwsza próba, poniżej ta sprzed kilku dni).
Aby się dodatkowo wzmocnić, od stycznia chodzę na siłownie. Tam również biegam, choć stanowi to dla mnie raczej rozgrzewkę niż miejsce, w którym ma się ochotę przemierzać kilometry. To po prostu strasznie nudne. Zgodnie z zaleceniami dietetyczki, zacząłem zażywać kreatynę i aminokwasy BCAA , aby przyspieszyć efekty treningów. Tym większe było moje zdziwienie, gdy okazało się, że moje wyniki uzyskane w czasie próby wysiłkowej pogorszyły się.
Wynik drugiej próby wysiłkowej
Majak - skład ciała całkiem dobry, bez większych zastrzeżeń. VO2max podobne jak poprzednio, natomiast poprawiła się wytrzymałość siłowa bo zawodnik biegł dłużej niż poprzednio i osiągnął wynik 18 km/godz. Generalnie zawodnik zanotował mały progres widać zaniedbania treningowe i forma powinna być coraz wyższa.
Za mną poważna rozmowa z trenerem. Mimo że niemal wszystko w życiu lubię robić po swojemu, tym razem nie miałem wyjścia i wykonuję wszystkie treningi tak, jak mam to zapisane w dzienniczku. Czy będzie efekt? Zobaczymy już 29 marca.
Trener chce ode mnie niemożliwego. W czasie ostatniej wspólnej przebieżki powiedziałem (ambitnie jak wówczas sądziłem), że będę chciał przebiec półmaraton w czasie 1:50. Ten stwierdził jednak, że mam przestać się wygłupiać i że już rozpisał mi plan biegu na 1:40. Dziś ten czas wydaje mi się niemożliwy do osiągnięcia. Ale w końcu mało to razy robiło się już rzeczy niemożliwe?
