Sabina Kaszak

"To co w morświnach przyciąga to ich tajemniczość i wdzięk. To, że nie pokazują się na zawołanie, ale trzeba na nie poczekać i wypatrzeć wśród fal" - mówi Sabina Kaszak ornitolożka, która działa w Błękitnym Patrolu WWF.

REKLAMA

Dlaczego ornitolożka?

Ornitolożka to taka baba z lornetką, i ja właśnie z lornetką i aparatem biegam po lesie, po polu, po plaży i szukam pierzastych stworzeń. A to dlatego że ptaki są piękne i bardzo interesujące w swoich zachowaniach. Jak już raz się człowiek zakocha w ptakach, to chyba nigdy nie przestanie się nimi interesować i ich obserwować. A dlaczego Błękitny Patrol WWF?

Błękitny Patrol WWF zajmuje się tym, czym i ja po trosze zajmuję się działając w Grupie Badawczej Ptaków Wodnych Kuling. Chodzi o ochronę przyrody, której trzeba pomóc, bo sama się nie obroni. Jak tylko dowiedziałam się, że mam szansę stać się wolontariuszem Błękitnego Patrolu, to postanowiłam, że wezmę udział w działaniach mających na celu monitorowanie i ochronę bałtyckich ssaków i zagrożonych gatunków ptaków, których miejscem lęgów są nasze polskie plaże.

Od kiedy jesteś w Patrolu?

W patrolu działam jako wolontariuszka już ponad dwa lata.

Ptaki są Twoją życiową pasją. Kiedy spotkaliśmy się niedawno zapytałem o to, co nosisz w plecaku. Co to takiego?

Podstawowe wyposażenie mojego plecaka to: suwmiarka – do mierzenia dziobów, linijka do mierzenia skrzydeł, waga oraz kilka wężyków obrączek plastikowych i tych ważniejszych - metalowych, bo wszystkie obrączkowane ptaki w Polsce dostają metalową obrączkę na lewą nogę.

Masz zatem uprawnienia obrączkarskie. Po co to obrączkowanie?

Obrączkowanie ptaków to ważna metoda badawcza, która pozwala poznać etologię, behawior, migracje ptaków i inne ciekawe aspekty życia ptaków. Dla mnie najbardziej imponujący jest czas w jakim ptaki podczas migracji pokonują nierzadko bardzo duże odległości. Mój skromny udział w tych badaniach, a zaobrączkowałam jakieś kilka setek ptaków, pozwala mi czasem podzielić się obserwacjami z obrączkowania podczas edukacji jaką prowadzę w terenie: takie osobiste wrażenia równie mocno przemawiają do słuchaczy jak wyniki badań poważnych naukowców. Przykładem jest historia śmieszki widzianej przeze mnie w zeszłym roku w Gdańsku 23 czerwca a następnie zaobserwowanej i odczytanej w Wielkiej Brytanii 29 czerwca. Informacje te można było zdobyć tylko dzięki obrączce którą wcześniej założyłam na nogę tego ptaka. Często mówisz, że Twoje ulubione zniczek i mysikrólik odpowiadają minom. Co to znaczy zrobić minę na zniczka i na mysikrólika?

To taki sposób z obozu ornitologicznego na fajne zdjęcie grupowe. Otóż zniczek i mysikrólik są bardzo niewielkich rozmiarów, to dwa najmniejsze gatunki ptaków Europy. Niewiele się różnią wyglądem, a kluczowe różnice między nimi to na przykład obecność lub brak biało-czarnej brewki nad okiem. Ta brewka u zniczka powoduje że ma on wygląd twarzy pochmurny, natomiast brak brewki u mysikrólika nadaje mu dobrotliwy wygląd. Jeśli przed zrobieniem zdjęcia grupowego uczestnicy obozu umówią się, że zrobią jedną z min opisanych ptaszków, ale nikt nie wie którą zrobią inni, to potem, podczas oglądania zdjęcia jest najczęściej dużo śmiechu z niezbyt poważnie wyglądających na zdjęciu osób…

Wróćmy do bałtyckich ssaków. Widziałaś morświny w naturze. Co w nich takiego jest, że nie da się o nich zapomnieć?

To co w morświnach przyciąga to ich tajemniczość i wdzięk. To, że nie pokazują się na zawołanie, ale trzeba na nie poczekać i wypatrzeć wśród fal, pozostawia po obserwacji zachwyt ale i niedosyt… więc nie można poprzestać na jednorazowej obserwacji. Przyznam się, że po powrocie z Danii, gdzie obserwowałam morświny dzięki WWF Polska, przyglądałam się bardzo uważnie czy nie zauważę charakterystycznej płetwy wynurzającej się tu u nas – na wybrzeżu w Gdańsku. Nie jest to oczywiście niemożliwe, ale przy tak nielicznej obecności morświna w Bałtyku, taka obserwacja byłaby wielkim szczęściem. Towarzyszyłaś morświnowi w objeździe po Polsce. Jeśli zapytam o najciekawsze chwile, co najbardziej zapamiętałaś?

Towarzyszyłam morświnowi w Kielcach, Lublinie, Łodzi i Warszawie. Za każdym razem i w każdym mieście najciekawiej było obserwować zaskoczone i uśmiechnięte twarze przechodniów na głównych ulicach tych miast , gdy spostrzegali morświna siedzącego na przykład na ławeczce… Scena, która utkwiła mi w pamięci najmocniej, to las rąk przedszkolaków trzymających nad głowami naszego morświna. Dzieciaki były zachwycone niespodziewanym spotkaniem z „delfinem”. Jechałaś też z morświnem Pendolino?

Podróżowałam z morświnem Pendolino i muszę przyznać, że jechało się morświnowi bardzo wygodnie i znalazł tam wiele sprzyjających osób, które po zapoznaniu się z sytuacją morświna postanowiły podpisać apel na stronie godzinadlaziemi.pl.

Kiedy znów spotkasz się z morświnem?

Moje najbliższe spotkanie z morświnem nastąpi 28 marca w Gdyni. Będzie to ostatnie z odwiedzanych przez morświna miast i tam symbolicznie wróci do morza. Mam nadzieję, że dzięki apelowi i dzięki naszej akcji morświn nie zniknie z Bałtyku i któregoś dnia, obserwując zimujące morskie kaczki na morzu, znów spotkam morświna i wypatrzę wynurzające się płetwy tych ssaków. Czego życzę też wszystkim miłośnikom polskiej przyrody.

Dziękuję za rozmowę.

Podpisz apel w obronie morświna na godzinadlaziemi.pl