
Ostatnio coraz częściej mam wrażenie, iż w polityce mamy do czynienia z jakąś surrealistyczną wizją rzeczywistości. Wpływ na to mają zbliżające się wybory. Jedni „dla pokoju” chcą promować całkowity pacyfizm wobec konsekwentnie agresywnego sąsiada, drudzy w nazwie swojej partii mają „prawo” i robią wszystko, aby polskie prawo ośmieszyć, a nawet znacznie gorzej niż tylko „ośmieszyć”.
Najpierw poruszę wątek Putina na Ukrainie. Wychodzi na to, że niektórzy z ubiegających się o władze prezydencką polityków uznali, że populistyczne nawoływanie do absolutnego pacyfizmu wobec agresywnych działań Rosji to szczególnie atrakcyjny rodzaj kiełbasy wyborczej. Ostatnio zaczęli nawet podawać za wzór działanie greckiej Syrizy, która zdradza UE (w tym Polskę) w przymilaniu się do Putina widząc sposób na wyjście z długów, które przecież zaciągnęli Grecy, a nie Polacy, Francuzi, czy Niemcy. Ja nie wątpię, że przy odpowiedniej dozie wiernopoddańczej lojalności ze strony rządzącej obecnie Grecją Syrizy Putin rzuci mieszkańcom Sparty i Aten jakiś finansowy ochłap. Ale nie pojmuję z jakiego powodu część polskiej lewicy zachwyca się w tym wypadku Syrizą. Nawet pomijając zdradę interesów UE, w tym naszych polskich, to przecież w Rosji też żyją ludzie, których Putin naraża swoją agresywną polityką na większą nędzę. Przecież rosyjski ochłap finansowy mający przekupić grecką Syrizę będzie odjęty z ust i tak już bardzo biednej większości Rosjan. Możliwe, że im to nie przeszkadza, bowiem rządowa propaganda w Rosji działa rzeczywiście wspaniale, ale to nie zaprzecza narastającej pauperyzacji społeczeństwa rosyjskiego. O czym zatem myśli część naszej lewicy? Dodam, że obecnie większość lewicy odpadła z wyborów prezydenckich, ale przecież niebawem będą znacznie istotniejsze wybory parlamentarne, zatem pytanie pozostaje nadal istotne...
Drugą rzeczą dla mnie niepojętą jest torpedowanie NATO i Unii Europejskiej przez część lewicy i prawicy, przez sporą część kandydatów na prezydenta RP, w sytuacji, gdy mamy za miedzą wojnę. O ile Korwina Mikke nie rozumiem stale, to jednak dziwi mnie coraz bardziej modna koncepcja lewicy nacjonalistycznej, która torpeduje pokojowe jednoczenie się państw i narodów na rzecz prymitywnego nacjonalizmu rodem z XIX wieku. Mamy klerykalną kandydatkę SLD, zaś niektórzy inni lewicowi liderzy widzą swoją lewicowość w budowaniu nacjonalizmu i w dzieleniu ludzi na godnych żyć i pariasów. Podziwianie polityki greckiej Syrizy w obecnej sytuacji jest bowiem traktowaniem Ukrainców, oraz zaczadzonych propagandą biedniejących Rosjan jak pariasów. Jak podludzi, których można poświęcić dla taniej propagandy i kiełbasy wyborczej.
Wiadomo, że nikt nie chce wojny. Ale deklarowanie zawczasu, że się z pewnością nie będzie walczyć, natomiast będzie się wydzwaniać do Putina, bo... nie wiem... rozmowa sama w sobie ma moc magiczną, jest pozbawione sensu. Taka postawa prowadzi do całkowitej bezkarności dla agresywnych działań przywódców łamiących prawo międzynarodowe, przywódców takich jak Putin. Taka postawa nie prowadzi do pokoju, ale do wojny. Przecież autorytarny władca widzący, iż nie spotyka go żaden opór ze strony potencjalnych ofiar, będzie działał dalej. Może w międzyczasie odbierze jakiś telefon, ale to nie ma znaczenia...
Obok wojny rosyjsko – ukraińskiej mamy wojnę polsko – polską. PiS zanegował wyrok trzech lat więzienia dla Kamińskiego. Takie sądownictwo PiSowi „po prostu” nie odpowiada. Można zatem przypuszczać, że jeśli PiS dojdzie do władzy, zadba o to, aby sądownictwo w Polsce było „właściwe”, czyli zapewne z każdym sędzią i z każdym wyrokiem zatwierdzanym przez prezesa Kaczyńskiego. Te otwarcie wyrażane polityczne marzenia są tak groźne dla rządów prawa w Polsce, że nawet bardzo konserwatywna i klerykalna osoba powinna obchodzić PiS szerokim łukiem. Bo przecież sądy w rękach PiSu mogą być „aktywnie sprawiedliwe” w każdej niemal sprawie, również czysto finansowej. Dodam, że wcześniej PiS sugerował, że Komisja Wyborcza jest „wybieranym przez PO organem rządu”, zaś prokurator, który wkroczył przy okazji afery taśmowej do redakcji Wprost został nasłany przez Tuska. I to wszystko twierdzili politycy PiS, z których część była w sejmie od wielu kadencji, więc wie jakie są kompetencje poszczególnych organów władzy państwowej... Można się obawiać, że jeśli „ciemny lud to kupi” do końca i PiS zostanie wybrane w wyborach parlamentarnych (prezydenckie mają znaczenie bardziej prestiżowe niż realne), to w Polsce nastaną czasy systemu jednopartyjnego, gdzie rzeczywiście sądownictwo, jak i przebieg wyborów będą wyłącznie w rękach rządu. To dość przerażająca wizja, ale wygląda na to, że nawet przeciwnicy PiS już tak się przyzwyczaili do ich retoryki, że nie reagują na polityczne aspiracje naprawdę wzbudzające poważne obawy o przyszłość demokracji i praworządności w naszym kraju.
Dodajmy do tego media. Czyli czystą propagandę wylewającą się z PiSowskich „niezależnych” rozgłośni (na przykład styl RepublikaTV) i pogróżki dotyczące problemów, jakie będzie miało na przykład TVN „jeśli dostaniemy się do władzy”.
Polscy wyborcy powinni uważać na PiS. To nie jest temat, który można zlekceważyć, grillując sobie wesoło w ogródku zamiast iść na wybory. Może nadejść coś znacznie gorszego niż krótki epizod IV RP, a przecież również sytuacja na świecie jest znacznie mniej spokojna niż wtedy. Mam też nadzieję, że do wyborów parlamentarnych podejdzie ta lewica, która nie robi kiełbasy wyborczej z polityki zagranicznej. Grecka Syriza naprawdę nie jest w tym wypadku żadnym wzorem do naśladowania. Wręcz przeciwnie.
