Od dłuższego już czasu pojawiają się głosy krytyczne wyliczające ile można by zrobić dobrych rzeczy, gdyby nie impreza sportowa zwana Euro 2012. Ostatnio Jacek Żakowski mówi, że można by wybudować setki mieszkań, gdyby nie mistrzostwa w piłce nożnej. Wiele uwagi poświęciła temu problemowi także Magdalena Środa, i inni.
Zapewne wszystkie te wyliczania są słuszne. Jest tylko jeden szkopuł. Te pieniądze już zostały wydane, więc nic już się nie zmieni. Uwagi ze wszechmiar trafne są spóźnione o wiele lat. Mamy do czynienia, jak to się mówi, z płaczem nad rozlanym mlekiem.
Ten rodzaj koncentracji uwagi opinii publicznej ma swoje zalety i wady. Zaletą może być działanie ku pamięci, chęć wyciągnięcia nauki na przyszłość, by taka sytuacja się nie powtórzyła. Taki argument osłabia jednak nieco brak perspektyw na większą imprezę sportową w naszym kraju w ciągu najbliższych lat.
Wadą jest natomiast rozpamiętywanie bolesnych strat, zatopienie się w żalu po tym, co mogło być, a nie jest. Pogrążenie się we wspomnieniach poniesionych klęsk zawęża horyzont. Zamiast myśleć o pojawiających się nowych szansach, zamiast ich poszukiwać, na przykład w sferze budownictwa socjalnego, czy systemowego rozwiązania problemu niskiej dzietności, tkwimy w rozpamiętywaniu klęsk. W ten sposób za kilka lat ponownie usłyszymy, co można by było zrobić. Tymczasem, co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr.
,
