Po niedzielnym zwycięstwie Francois Hollanda w wyborach prezydenckich we Francji, nagłówki tabloidów i poważnych gazet oraz witryn internetowych, krzyczą jednym głosem:” Czy Francuzi zaakceptują ROZWÓDKĘ?!”. Była modelka z nagimi zdjęciami w portfolio -Carla Bruni, a jest rozwódka Trierweiler.

REKLAMA

Przy czym, o ile ta pierwsza dokonała swoistego „aktu nawrócenia na patriarchat”, rezygnując z fantastycznie zainicjowanej kariery muzyczno-tekściarskiej, życia towarzyskiego i związków z lewicą, by odziana nobliwe sukienusie, drobić kroczku za swym mężem kabotynem, druga już na „dzień dobry” zapowiedziała, że jeśli chodzi o jej życie - wszystko zostanie jak jest. A jak jest? A kogo to obchodzi? Ważne, że ROZWÓDKA. Podwójna! W bębny dulszczyzny zgodnie uderzają „Pudelek” i ambitny serwis Lisa „ Na temat”.” Wyborcza” i „ Fakt”. Okazuje się, że „Dulska Band” to niespotykanie spotykanie ekumeniczny skład. Dlaczego prawie nikt nie pyta jaką rolę może odegrać u boku nowego prezydenta Francji kobieta, która od lat należy tam do czołówki dziennikarek politycznych, mogąca się poszczycić doskonałym wykształceniem i przenikliwym umysłem? Dlaczego w przypadku żony ustępującego prezydenta, tak mało mówi się o jej świetnych, poetyckich tekstach i planach powrotu do nagrywania płyt, tylko ciągle i do znudzenia o erotycznych podbojach i rezygnacji z noszenia wysokich obcasów ?

Dla mnie Carla Bruni była w latach 90. jedną z fascynujących muz wpisujących się w najpiękniejszą tradycję Kiki de Montparnasse. Stracili dla niej głowę Mike Jagger, Eric Clapton i wielu innych wspaniałych mężczyzn. Była kimś daleko więcej niż top modelką w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Valerie Trierweiler, z kolei, jest wzorem przenikliwej dziennikarki potrafiącej wypunktować rozmówcę, ani przez chwilę nic nie tracąc ze swego wdzięku i powściągliwej elegancji. Piszę to oczywiście dla tego, że sama rozwiodłam się aż 4 razy i niektórzy, zwłaszcza ci, co mnie w ogóle nie znają, strasznie się tym ekscytują, na każdym kroku przedstawiając mnie jako demona seksu, kobietę podejrzanej konduity, niemal upadłą. Pozwalają sobie na niewybredne żarciki i wścibskie pytania. I jakoś tak mnie naszło, że dziś się do nich en bloc ustosunkuję: Wychodziłam za mąż wierząc, że się uda, a gdy się nie udawało, szłam dalej swoją drogą. Nie musiałam nikogo okłamywać, zdradzać, być z nim tylko z wygody i dla pieniędzy, albo prestiżu, prowadzić podwójnego życia i latami „mieć za złe”, dopisując kolejne wątki do życiowej roli - OFIARY. Zamiast tego szłam swoją drogą. Uczyłam się, pracowałam, pisałam, nagrywałam programy, popełniałam błędy, płakałam, śmiałam się, podróżowałam, czytałam, miewałam kochanków na dłużej i kochanków na krócej, spędzałam z córką szalone wakacje pod namiotem, organizowałam przyjęcia dla przyjaciół, manifestowałam na Manifach, urządzałam domy, przeprowadzałam wywiady, słowem-żyłam. Raz sama, raz z kimś. I nie pozwolę, by określała mnie dziewiętnastowieczna etykietka ROZWÓDKI. Przemawia przeze mnie także zawodowa solidarność z nową francuską Pierwszą Damą. Bo jest jedną z dziennikarek, które podziwiam. Wiele się nauczyłam oglądając jej wywiady z politykami i nie raz myślałam: „ Cholera, Trierweiler sama wychowuje 3 dzieci i daje radę pracować w mediach, a ja mam tylko jedno i wymiękam?”. Wiem, że nie zagłuszę powitalnego koncertu „ Dulska Band!” dla nowej francuskiej prezydentowej, ale też nie mam zamiaru siedzieć jak mysz pod miotłą w pozycji: „ Rączki w małdrzyk, buzia w ciup!”. I wiecie co? Jeśli znów kogoś pokocham, to wyjdę za niego za mąż. A gdy przestanę kochać, być może się rozwiodę. Albo nie wyjdę za mąż, tylko będę zmieniać kochanków jak rękawiczki. Albo oszaleję na punkcie jednego mężczyzny i będę z nim żyła bez ślubu. Chyba, że mi się spodoba życie w celibacie, lub związku platonicznym. Jestem czymś więcej niż tylko swoim życiem erotycznym. Podobnie jak Pierwsza Dama Francji Valerie Trierweiler, której życzę wszystkiego najlepszego na nowym etapie życia. Amen.