Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to znaczy że chodzi o... promocję polskiego języka*, promocję polskiej piosenki*, pieniądze*. Pan Premier zapowiedział, że w ramach szukania oszczędności zabierze twórcom możliwość odpisywania przez nich 50% kosztów uzyskania przychodów. Ale chcąc mieć twórców choć trochę po swojej stronie, rząd postanowił zabierając, coś im jednak dać.
Problem tylko polega na tym, że najłatwiej jest dać coś, ale z cudzej kieszeni. I tak powstał projekt nowej ustawy medialnej, zmuszającej wszystkie stacje radiowe do grania większej ilości polskich piosenek pod hasłem promowania (zanikającego) polskiego języka. I to w porze wysokiej słuchalności bez względu na wszystko. Tak więc prywatne stacje radiowe nie mogą grać tego, co się podoba słuchaczom i co zwiększa im słuchalność (oraz wpływy z reklam). Mają grać to, co im nakazuje rząd.
Muzyka jak każda sztuka jest albo dobra, albo zła, niezależnie od tego czy jest to muzyka polska czy zagraniczna. Warto natomiast wspierać sztukę i artystów polskich, ale na pewno nie poprzez nakazy administracyjne jak to ma miejsce w tej ustawie i wyłącznie z kieszeni prywatnych firm. Taki system szczerze powiedziawszy, przypomina mi przyznawanie punktów za pochodzenie, przy przyjęciu na studia. W czasach słusznie minionych można było słabo zdać egzamin i z powodzeniem dostać się na studia. Nie za wiedzę, ale za pochodzenie. Idąc tym torem, zgłaszam prośbę o ustawę nakazu, aby w kinach wyświetlano minimum 33% polskich filmów, oraz aby księgarnie miały obowiązek sprzedawać 33% polskich książek w miesiącu.
Promocję polskiego języka można wspierać dużo lepiej poprzez dopłaty np. 50% ceny do polskich książek. Tylko z czego te nasze biedne, małe księgarnie miały by do nich dokładać? Prawdopodobnie z tego powodu ten rewelacyny pomysł w naszym rządzie upadł.
A może w muzyce zamiast preferencji za "polskość" warto by - jak to się dzieje przy polskich filmach - finansować przez państwo część polskiej produkcji muzycznej? To są naprawdę niemałe pieniądze i jedna z głównych jak nie główna bariera promocji dla młodych wykonawców.
Jeśli natomiast komuś naprawdę chodzi o promocję polskiej muzyki, to powinni być promowani polscy artyści, bez względu w jakim języku śpiewają i czy w ogóle śpiewają np. jak "nieśpiewający" Leszek Możdżer (nie mówiąc już o Chopinie – ten by się dopiero wkurzył! :)
No tak, ale przecież ustawodawcy chodzi przecież o ochronę polskiego języka ☺ Wygląda na to, że gdyby nie troska naszego państwa, to za kilka lat albo nawet od przyszłego roku wszyscy polscy wykonawcy śpiewali by w języku lengłicz (albo – Boże broń – po rusku). W tej strasznej przyszłości już nigdy ani my, ani nasze dzieci nie usłyszeli by piosenki: „Skazani na Sukcezz - Pokaż mi cipkę” (początkowo chciałam dać linka, aby każdy mógł posłuchać tej „polskiej piosenki”, ale jednak zrezygnowałam ze względu na wyjątkowo „poprawną i piękną” polszczyznę). Ale na szczęście, to wszystko przewidział nasz rząd.
* niewłaściwe skreślić
