Ostatni odcinek "greckiej tragedii" doczekał się licznych analiz, didaskaliów i recenzji. Jeśli w przedostatniej części bohaterem był premier Tsipras, to teraz na czoło wysunęły się Niemcy. Według wielu – np. dziś rano w TOK FM wg red. Żakowskiego – aroganckie i butne Niemcy, których trzeba się bać! Całą sprawę rozegrali bowiem po mistrzowsku.

REKLAMA

W roli złego policjanta wystąpił minister finansów Wolfgang Schaeuble, który był gotowy na "grexit". Tym lepszym, choć wciąż złym, okazała się być pani kanclerz, która Grecji ze strefy euro nie wykopała. Upokorzyła jednak biednego Tsiprasa poprzez gorsze warunki spłaty długu. Cisnęłyby się w tym miejscu inne historyczne analogie, ale szaty krzyżackie są wystarczająco ohydne i odległe w czasie, żeby ubrać w nie niemiecki duet.

To, co opisałem, jest prymitywną, populistyczną, tabloidową zagrywką, która nie przystoi ludziom mądrym. Można mieć swoje sympatie polityczne, ale nie można, oceniając Niemcy, uciekać od odpowiedzi – jak to się wszystko stało? Kto doprowadził Grecję na skraj przepaści?

Zamiast bać się Niemiec, byłbym im wdzięczny za to, że są, że miał kto stanąć na czele ekipy reanimacyjnej. Grecja ciągle ma szansę, pod warunkiem, że pacjent zechce poddać się leczeniu.