grafika Jacek Tabisz

Postmodernistyczna moda na brak sądów wartościujących zamienia debatę polityczną na Zachodzie w jeden wielki śmietnik. Nie inaczej jest w Polsce. Straszni zrównywacze sprawiają, że przestajemy odróżniać demokrację od dyktatury, pomoc od roszczeń, realizm od spiskowych utopii.

REKLAMA

Pierwszą ofiarą zrównywaczy w Polsce jest oczywiście PO a beneficjentem PiS. Jednym z głównych liderów PiSu jest Antoni Macierewicz. Zrobił on zawrotną karierę dzięki pomówieniom. Zarzuca on opozycyjnym wobec swojego ugrupowania politykom mord na politykach, których samolot rozbił się w Smoleńsku. Na tych zarzutach buduje popularność swojego ugrupowania. Straszni Zrównywacze nie widzą w tym nic dziwnego. Moim jednak zdaniem jest to absolutnie niedopuszczalne. Niezależnie od programu partia budująca swoją popularność na brutalnych, przeczących rzeczywistości pomówieniach powinna być traktowana jako margines.

„Łagodny” Andrzej Duda bynajmniej nie odcina się od Macierewicza. Wręcz przeciwnie, chce postawić pomnik w miejscu, gdzie PiSowscy agitatorzy histerycznym i nie znoszącym sprzeciwu tonem znanym z propagandy stalinowskiej zarzucali zbrodnie niewinnym ludziom.

W świetle tych metod nie dziwią też filmiki ze spotkań PiSowskich, gdzie osoby mające inne zdanie na temat oszczerczych oskarżeń są bite przez fanów i członków PiS oraz wyprowadzane siłą. PiS usuwa też nieprzychylnych sobie dziennikarzy, jak i w ogóle, ludzi z kamerami. Dlaczego dana partia nie chce nagrań ze swoich meetingów? To nie jest przecież normalne – dana partia powinna się nimi wręcz chwalić.

To wszystko nie przeszkadza Zrównywaczom mówić o POPiS, nie dostrzegać tego, że jakoś PO, jaką partią by nie była, nie opiera się na teoriach spiskowych i mocno rozmijających się z rzeczywistością, groźnych pomówieniach.

Innym elementem podlegającym procesowi zrównywania jest debata na temat islamskiego terroryzmu. Pod zdjęciami osób palonych żywcem w klatkach, lub dumnych psychopatów dzierżących odcięte głowy i flagę z wersami Koranu, bardzo często pojawiają się komentarze typu „chrześcijanie też tacy są – zatem nie krytykujcie, bo sami tacy jesteście. No i nie róbmy z tym nic”.

Ja jestem dość mocnym krytykiem chrześcijaństwa. Znam historię inkwizycji, krucjat, polowań na czarownice i innych sadystycznych praktyk tej religii, czy też nią zainspirowanych. Ale wiem też, że obecnie chrześcijanie tacy nie są. Nie odcinają głów, nie skazują na śmierć gejów i ateistów, nie mordują za przejście z chrześcijaństwa na inną religię. Chrześcijanie nie czynią tego w majestacie prawa, ale też indywidualnie nie rwą się do takiej przemocy.

Zrównywanie chrześcijan z muzułmanami z ISIS niczemu nie służy. Jest szkodliwe. Czyni nas zupełnie obojętnymi na przemoc w Syrii, Iraku, Tunezji i wielu innych krajach. Mówiąc, że „chrześcijanie są równie źli” osłabia się też możliwość pomocy chrześcijanom mordowanym przez ISIS.

Chrześcijanie w Polsce nadal chcą zbyt wiele władzy, narzucają też na przykład kobietom swoje koncepcje o „duszy w zarodku”, co może doprowadzić do sytuacji, gdy nawet brutalnie zgwałcona 13latka będzie musiała rodzić pod nadzorem policyjnym (w tym wieku – z zagrożeniem dla własnego życia).

Tym niemniej w świecie islamu i to nie tylko w ISIS czy szeregach Hamasu, ale niemal wszędzie, kobiety są traktowane znacznie gorzej, niż u chrześcijan. Dochodzi do tego, że nie mogą pracować, prowadzić samochodu, są też kamieniowane lub biczowane za to, że choć przelotnie widziane je w towarzystwie obcego mężczyzny. Za mąż wydaje je się często, gdy są jeszcze dziećmi. Tu nie ma porównania, to nie jest to samo.

Tym niemniej Zrównywacze „wiedzą swoje” i zalepiają bzdurnymi argumentami rzeczywistą chęć jakiejś zmiany w naszym podejściu do islamu. Może na przykład UE powinna odcinać się wizowo i handlowo od krajów, gdzie kobiety są karane za nic, i gdzie morduje się w majestacie prawa gejów, apostatów i ateistów?

Inną ofiarą Zrównywaczy jest USA. Zrównywacze o lewicowych korzeniach mają niekiedy sentyment do Rosji. Dlatego nie widzą oni różnicy między polityką Putina a polityką Obamy. Jako, że bardziej lubią Rosję, wychodzi na to, że chwalą gorąco rosyjskiego bandytę i mieszają z błotem USA.

Przedstawiłem tylko trzy przykłady strasznego zrównywania. Jest ich oczywiście znacznie więcej. Wszystkie świadczą o umysłowej indolencji, albo o celowej propagandzie mającej wybielać rozmaite osoby i zjawiska. Jak się przed tym bronić? Na pewno pierwszym krokiem jest nie zrównywanie mediów, to znaczy nie nazywanie „niezależnymi” szczególnie stronniczych mediów zależnych od PiSu, czy od radykalnej lewicy.

Drugim krokiem jest pozbawienie się odruchu wierzenia w każdy wpis w internecie. Trzeba szukać głębiej, zestawiać różne informacje, nie ograniczać się tylko do własnej grupy wzajemnej adoracji.