Morze zawsze było dla ludzi źródłem lęku i nadziei.
Morze zawsze było dla ludzi źródłem lęku i nadziei. fotografia Jacek Tabisz

Obserwuję debatę wokół przyjmowania emigrantów z Afryki w Polsce. Jak zwykle spolaryzowała ona stanowiska ideologów, tudzież wodzirejów opinii publicznej. Z jednej strony mamy przesycony rasizmem, prawicowy hejt – „kozojebcy”, „szmaty”, „atomówką w nich”... Z drugiej strony mamy lewicowy idealizm - „jak śmiecie islamofobi”? Gdzie leży jakaś bardziej obiektywna wizja tego wszystkiego?

REKLAMA

W Polsce rasizm wobec „innego” bez wątpienia istnieje. Jesteśmy monokulturą. Praktycznie sami Polacy, niewiele dialektów, większość wyznania katolickiego. Ktokolwiek wygląda inaczej, zachowuje się inaczej, zasługuje na bycie zaszczutym, zagonionym, rozbitym zarówno w necie, jak i na pozbawionym kamer monitoringu skrawku ulicy.

Z drugiej strony mamy lewicowych idealistów, dla których jakakolwiek krytyka „innych” ze świata islamu to czysta islamofobia i cywilizacyjna porażka. Lewicowi idealiści patrzą z pogardą na jakiekolwiek wątpliwości co do gościnności wobec „innych” ze świata islamu.

Ja, po pierwsze, uważam, że dobrze, iż Ewa Kopacz postanowiła wraz ze swoim rządem przyjąć emigrantów. To wspólny problem całej Unii Europejskiej i nie może być tak, że tylko Włochy i Grecja ponoszą bezpośrednie konsekwencje przyjmowania emigrantów z Afryki. Jeśli chcemy coś zmienić – radźmy nad tym wspólnie, w gronie narodów Unii Europejskiej. Polska gra coraz ważniejszą rolę w rodzącej się wspólnocie i nie powinna sobie pozwalać na małostkowe i zaściankowe zachowania w polityce zagranicznej, wobec partnerów i sojuszników.

Jednak, aby być prawym i godnym poważania lewicowcem, należy gasić ksenofobicznych prawicowców. Coby się nie działo, emigranci są kochani, zaś przeciwnicy tego poglądu to co najmniej „wróg klasowy”.

Jednakże nie jest to takie proste. Rzeczywiście zdarzają się bardzo niepokojące incydenty. Emigranci muzułmańscy wymordowali chrześcijańskich współtowarzyszy na jednej z barek. Wypchnęli ich po prostu do morza. O tym przypadku już wiemy, o kilku innych zapewne nie mamy pojęcia. Być może ktoś z „naszych” emigrantów okaże się również katem współtowarzyszy. Wiedza o takich zdarzeniach rodzi obawę, którą trudno „oswoić” prostym słowem „islamofobia”. Bardziej pasuje sformułowanie „racjonalna obawa”. Arachnofobia to na przykład paniczny lęk przed pająkami, które na naszej szerokości geograficznej nie mogą wyrządzić nam większej krzywdy. Jest to zatem lęk w pełni irracjonalny, zasługujący na miano „fobii”. Nie wszystkie lęki są jednak „fobiami”.

Muzułmanie we Francji wymordowali trzon redakcji Charlie Hebdo za rysowanie i publikowanie karykatur Mahometa. Obecnie kontynuatorzy Charlie Hebdo postanowili nie ryzykować więcej swoim życiem i nie rysować karykatur Proroka z Medyny. Jest to spektakularna przegrana idei wolności słowa w Europie. Gdyby europejska lewica była bardziej krytyczna wobec islamu, być może satyrycy nie czuliby się aż tak bezbronni i do tej klęski by nie doszło.

„Nasz” polski Urban w swoim „Nie” publikuje liczne ilustracje obrażające chrześcijan. Toczy się o to proces, ale nikt nie próbował zamordować Urbana. Na jednym ze swoich procesów gniewni katolicy zapytali go wprost, czemu nie publikuje w „Nie” obrazków wykpiwających islam. Sławny ze swojego cynizmu redaktor odparł, iż chrześcijanie go nie zamordują, jednakże z wyznawcami islamu może być zupełnie inaczej... Nie chodzi mi tu o pochwałę Urbana, którego fanem zdecydowanie nie jestem, ale samą sprawę. Nie jest prawdą używany przez część lewicy argument typu „chrześcijanie nie są wcale lepsi od muzułmanów”. Są lepsi, bo Urban żyje, a redaktorzy Charlie Hebdo nie żyją...

Oczywiście do pełni szczęścia brakuje tego, aby jednak chrześcijanie sami z siebie zrezygnowali z wymierzania jakichkolwiek kar za krytykę ich religii...

Ofiarą fanatycznych muzułmanów może paść każdy, nie tylko rysownik karykatur. Często wrogami muzułmańskich siepaczy z ISIS zostają nie dość fanatyczni współwyznawcy.

Do polskiego społeczeństwa dotarła też wiadomość o tym, że spory odsetek muzułmanów mieszkających w Europie nie widzi nic zdrożnego w karze śmierci za „obrażanie Koranu”. Nawet ja, krytykując różne religie na moim portalu (lub publikując takie teksty), obawiam się o przyszłość. Czy niesłusznie?

Oczywiście pierwsza transza emigrantów jest raczej zbyt nieliczna, aby wywrzeć wpływ na nasze życie. Ale barki płyną dalej i za pierwszą transzą będą, najpewniej, następne. Sporo ludzi się tego boi, czy ulegli fobii?

Inny przypadek dotyczy czeczeńskich muzułmanów z obozu uchodźców w Polsce. Zażądali oni od swoich ukraińskich współmieszkańców, aby nie chodzili w krótkich spodenkach. Bo – jak stwierdzili - „tu gdzie jesteśmy jest państwo islamskie”. Osoba zaangażowana w sprawę uspokajała nas, że dyrektor ośrodka rozwiązał problem... przenosząc Ukraińców. Taka niesprawiedliwa decyzja też budzi niepokój. W normalnym świecie czeczeńscy muzułmanie powinni zostać poinformowani, że obowiązuje ich polskie prawo, które nie zabrania krótkich spodenek, zwłaszcza we własnym domu...

Opisując moje obawy nie mieszczę się w obowiązujących w Polsce schematach. Już kilka razy działacze lewicowi zażądali ode mnie w rozmowie, abym nie krytykował imigrantów, bo przecież prawica oszalała z rasizmu. Ja jednak nie uważam, że wszystkie obawy dotyczące imigrantów to tylko islamofobia. Prawicy też z pewnością nie przypadnę do gustu, bo oburza mnie nazywanie wszystkich muzułmanów „kozojebcami” etc., uważam też, że nie powinniśmy się odcinać, ale jednak pomagać.

Na temat imigrantów wypowiedział się prof. Wolniewicz, ateista związany z Radiem Maryja. Zawezwał on do zatapiania barek z emigrantami. Zrobiliśmy o tym dla RacjonalistaTV program krytyczny.

Mogłoby się wydawać, że odbiór krytyki wzywania do mordowania niewinnych w większości ludzi (a i winnych nie obowiązuje u nas, na szczęście, kara śmierci) może być tylko pozytywny. Tymczasem materiał ma 14 polubień i aż 77 niepolubień, stanowiąc chyba najbardziej negatywnie oceniany przez odbiorców produkt naszej TV.

Pokazuje to do pewnego stopnia nastroje społeczne. Wydaje się, że przeciwstawianie rasistom radykalnego wezwania do niekwestionowanego niczym popierania imigrantów nie tworzy szansy na rzeczywiście skuteczne rozwiązanie obecnej trudnej sytuacji. Pomiędzy tymi dwoma biegunami znajduje się bowiem większość społeczeństwa, nie islamofobiczna, ale po prostu przestraszona.

Ja osobiście uważam, że barki z emigrantami powinny być odsyłane z powrotem, po zabezpieczeniu zdrowia i stanu żywności emigrantów. Tak podchodzą do tego zjawiska między innymi Australijczycy.

Chciałbym jednak, aby UE była bardziej humanistyczna niż Australia i pomagała ludziom, których życie jest zagrożone. W tym celu jednak przyjmowanie imigrantów powinno się odbywać nie w sposób przypadkowy, ale w placówkach obok stref konfliktu i innych klęsk naturalnych. W ten sposób byłaby nieco większa szansa na sprawdzenie, czy chcący do nas przybyć imigrant nie jest przypadkiem terrorystą, czy po prostu fundamentalistą muzułmańskim, uważającym, iż za obrażanie islamu karą jest śmierć (a tak niestety sądzi zdecydowanie zbyt duża część wyznawców religii Mahometa).

Ustawienie placówek przed barkami i przemytem zabezpiecza też interesy ludzi bardziej potrzebujących. Aby dostać się na barkę trzeba mieć pieniądze i mocne łokcie. Ci, których życie jest najbardziej zagrożone, są zbyt biedni i zbyt słabi, aby znaleźć się na barce. To właśnie o tych ludzi powinna się troszczyć lewica.

Przyjmowanie emigrantów tak czy siak nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę. Powinno się zadbać o to, aby ludzie nie musieli uciekać z uwagi na działania Boko Haram i ISIS. Do tego jest niestety najpewniej potrzebna interwencja zbrojna przy użyciu wojsk lądowych, a nie tylko lotnictwa. Inaczej skazuje się te rejony świata na wojnę i nędzę, nie pomagając najbardziej potrzebującym.

Jednocześnie urzędnicy odpowiedzialni za przyjmowanie emigrantów w UE nie powinni się zachowywać tak, jak nasz dyrektor ośrodka dla uchodźców. Nie powinni karać tych, którzy zachowują się i ubierają zgodnie z obowiązującymi w UE normami, ale tych, którzy chcą wymusić prawa szariatu na innych osobach będąc w miejscu, gdzie nie ma miejsca na prawa szariatu, gdyż są one sprzeczne z prawami człowieka.

Poza tym powinno się o tym dużo mówić, pokazywać różne punkty widzenia, szukać rozwiązań wśród specjalistów, którzy nie są ani rasistami, ani lewicowymi ideologami. W rozwiązaniach powinno być brane też pod uwagę bezpieczeństwo własnych obywateli, w tym rysowników karykatur Mahometa.

Ze swej strony staram się przedstawiać opinii publicznej głosy specjalistów. Jednym z nich jest dr Martin Klapetek. Analizuje on w rozmowie islam w Niemczech i w Austrii. Stwierdza, iż zupełną zagadką jest tak szybka radykalizacja części młodych muzułmanów, którzy pod wpływem materiałów ISIS w internecie ruszają szerzyć krwawy kalifat w Syrii i w Iraku. Dr Martin Klapetek uważa, że antidotum na tę trudną sytuację jest stworzenie europejskiej, pokojowej wersji islamu, która nie ma nic wspólnego z szerzącym się na świecie fundamentalizmem i w przypadku krajów niemieckojęzycznych zakorzeniona jest w kulturze niemieckiej, a nie bliskowschodniej.

Drugim gościem, jakiego zaprosiliśmy, jest znany francuski analityk, prof. Bruno Drweski. Zapytaliśmy go o wpływ obecnych wydarzeń na ewolucję społeczeństwa francuskiego, które boryka się ze wzbudzającą współczucie falą mordów na tle religijnym.

Rzucane są też „na taśmę” opinie pozornie radykalne, mające być zachętą do dyskusji i szukania rozwiązań. Artykuł dr Piotra Napierały pod szokującym tytułem „Kolonializmie zachodni wróć?” wzbudził lawinę zdarzeń, wywołał wręcz wojnę medialną z zastępcą redaktora naczelnego znanego lewicowo – laickiego pisma.

Mnie niepoprawne politycznie pytanie dr Napierały skłoniło do refleksji nad wojną w Iraku.

Pytanie, czy ratowanie mieszkańców Iraku przed ludobójczym Saddamem Hussainem było złem? Saddam wymordował prawie milion swoich obywateli. Co jest ważniejsze – prawo państw do samostanowienia, czy prawa człowieka? Po usunięciu Saddama, jak wiemy, Amerykanie próbowali zaprowadzić demokrację, ale w Iraku nadal giną ludzie, szaleje tam ISIS (nie jest jednak prawdą propaganda popularna wśród części lewicy mówiąca o tym, że USA stworzyło ISIS). Być może Amerykanie za wcześnie wycofali się z Iraku? Jeśli tak, to jak długo powinni byli tam zostać i w jakiej sile, jeśli rzeczywiście chcieli zaprowadzić w tym regionie pokój i wyższy standard dbałości o prawa człowieka?

Przypuszczam, że jeśli Amerykanie chcieliby stworzyć w Iraku praworządne społeczeństwo, gdzie nie ma brutalnej wojny domowej, musieliby w jakimś sensie „skolonizować” Irak na długie lata. Najprawdopodobniej nie mogliby sobie na to pozwolić z uwagi na koszty ludzkie i finanse. Ale szukając rozwiązań trzeba chyba omawiać nawet najbardziej skrajne scenariusze, stawiając zawsze prawa człowieka ponad innymi prawami.

Inaczej pozostaje nam bierne przyglądanie się ciągłej tragedii i przyjmowanie nie chybił trafił tych, którzy jakimś cudem do nas dotrą.