Śmierć bogacza, który wzbogacił się za swojego życia przypomina, że w kapitalizmie na wyciągnięcie ręki prężą się bujne możliwości gromadzenia i pomnażania. Jedynie jeden na kilkadziesiąt milionów zdarzy się jednak na tyle zdolny i pracowity, że potrafi się dorobić. Nie każdy przecież, kto od ojca dostał tylko pierwszy milion, zmultiplikuje ten drobiazg w dziesiątki miliardów. Zasługi dla mitu „od pucybuta do...” Jan K. położył tak wielkie, że nie podejmuję się ich opisać. Inni robią to lepiej. Wprawdzie rad byłbym poznać i uwierzyć w historię kogoś, kto rzeczywiście zaczynał od niskopłatnej pracy fizycznej, nie mając nic, nikogo, rodzinę biedną, otoczenie podłe, warunki marne, znikąd pomocy, całkowity brak zdolności kredytowej, jedynie zapał, inteligencję i pomysły, a jednak te na tyle okazały się wybitne, że doprowadziły go do finansowego sukcesu, ale nie wymagajmy zbyt dużo. Jaki system, taki K.

REKLAMA

Zamiast pisania zjadliwego epitafium pozwolę sobie – na tyle oględnie, na ile pozwala mi brak zainteresowania tym konkretnym monstrualnym przypadkiem – przypomnieć prawdy podstawowe, dotyczące szybkiego bogacenia się. Realizacja w miarę nowego pomysłu trafiającego w potrzeby setek milionów ludzi na całym świecie, wyeliminowanie kolegów (wspólników), którzy przedsięwzięcie współtworzyli, a następnie uzyskanie pozycji praktycznego monopolisty, jest czymś zupełnie wyjątkowym. Obok Gatesa i Zuckenberga niewiele znajdziemy oczywistych przykładów takich spektakularnych biznesowych karier.

W praktyce transformacji ustrojowej w krajach takich jak Polska czy Rosja najskuteczniejszą formą szybkiego wzbogacenia się we wczesnych latach 1990. było uwłaszczenie się na majątku wspólnym – kupowanie tanio przedsiębiorstw państwowych i sprzedawanie, najlepiej jak najszybciej, za znacznie wyższą cenę. Ktoś mógłby spytać, dlaczego odpowiedzialni za prywatyzację nie sprzedali ich od razu za tę wyższą cenę, ale nie bądźmy drobiazgowi i małoduszni. W kapitalizmie mają przecież bogacić się kapitaliści, a więc indywidua z odpowiednimi koneksjami, a nie zwykli ludzie. Dlatego prywatyzacjom w krajach byłego bloku wschodniego, choćby we wspomnianej Rosji, często towarzyszyły zjawiska w rodzaju kupowania po zaniżonej cenie gigantycznych, zazwyczaj przynoszących zyski przedsiębiorstw. Ceny były zaniżane, bo zrządzeniem losu firmy te w okresie tuż przed prywatyzacją przynosiły straty, same transakcje zaś były możliwe, bo nabywcom przyznawano kredyty pod zastaw kupowanych przedsiębiorstw. Zdarzyło się podobno, że bank wykupiony został za kredyt uzyskany w nim samym, pod zastaw kupowanego banku. Prywatyzację tak korzystną dla (przyszłych) oligarchów opisał Claes Ericson w książce "Oligarchowie: pieniądze i władza w kapitalistycznej Rosji". Trudno jednak uznać tego rodzaju zdarzenia ekonomiczne za typowy sposób akumulacji w kapitalizmie. Dotyczą raczej ostatnich kilkudziesięciu lat, osobliwie zaś krajów, które zrezygnowały z socjalizmu lub są gnębione przez wierzycieli. Jak zatem wygląda to w spokojnych czasach?

Jeżeli pominiemy główne źródło szybkiego bogacenia się jednych, a ubożenia innych bogatych, czyli spekulację na rynkach finansowych i jeśli pozostawimy na boku lichwę, którą uprawiają banki (krótkie pytanie: jeśli za depozyt płacą 1 procent w skali roku, a kredytu udzielają na 10 procent, to ile wynosi marża?), to warto przypomnieć dwa podstawowe mechanizmy, które pozwalają w „uczciwy”, niejako „organiczny” sposób bogacić się kapitalistom. Obydwa są powszechnie znane, akceptowane, banalne w swojej prostocie i wszechobecne we wszystkich epokach. Do im większej doskonałości zostaną doprowadzone, do im większej eskalacji dojdzie w ich stosowaniu, tym większy jest zysk, ekonomiczny sukces przedsiębiorcy i społeczne uznanie. Dodajmy, że uznanie to wyrażane jest często przez tych, którzy raczej nie powinni się dobrze z tym czuć: pracowników i konsumentów.

Rozwodzenie się nad prawdami banalnymi w sytuacji, gdy nie są kwestionowane, nie wydaje się potrzebne. Ponieważ jednak tak się składa, że prawdy te wydają się cokolwiek wstydliwie przemilczane, nagły zgon multimiliardera stanowi dobrą okazję, aby je przypomnieć. Otóż po pierwsze, im mniej kapitalista zapłaci swoim pracownikom, zarówno bezpośrednio zatrudnionym, jak i zautsorinogowanym, zatrudnionym przez kontrahentów i podwykonawców, tym większy zysk zatrzymuje. Aż wstyd to pisać, lecz jakoś dziwne odnoszę wrażenie, że nie dlatego nikt z dziennikarzy głównego nurtu tego nie pisze, że wstyd. Konflikt między pracownikami a właścicielami tak zwanych środków produkcji jest dawny, trwały, w ostatnich zaś dziesięcioleciach wygrywany przez tych drugich. W Polsce, w kraju Jana K., świadczy o tym choćby malejący udział płac w PKB. Właściciele przedsiębiorstw nie dzielą się zyskiem z pracownikami. Inaczej niż w wielu innych krajach regionu, ci, którzy w największym stopniu przyczyniają się do wzrostu zysków, nie odczuwają go pozytywnie. Pracują ciężej, aby bogacił się kapitalista.

Drugim źródłem bogactwa hiperbogatych jest takie ustalanie cen na swoje produkty i usługi, aby generować jak największy zysk. Przykład banków (odpowiedź na pytanie brzmi: marża wynosi 1000 procent) najdobitniej świadczy o patologii w tym zakresie, jednak niewiele niższe marże są typowe chociażby w przemyśle odzieżowym produkującym w Bangladeszu, Indiach i Chinach, a sprzedającym w bogatych krajach Zachodu. Logika kapitalizmu przewiduje wyciągnięcie od konsumentów jak największych kwot. Firmy robią to żerując na potrzebach ludzi (np. uznania społecznego) i kreując nowe problemy (np. „halitoza” czy szorstkie pięty), zaś na niwie gospodarczej – eliminując konkurencję i uzyskując coraz to nowe ustępstwa ze strony państwa (liberalizacja przepisów, ulgi podatkowe). Im więcej można wyciągnąć od klienta, tym lepiej, bo tym większy zysk, a co za tym idzie – sława i chwała w zachłyśniętych kapitalizmem elitach i przychylnych im mediach.

Czytając peany na rzecz niesłusznie przedwcześnie zmarłych turbokapitalistów pamiętajmy, że źródło ich bogactwa, w klasycznej (niespekulacyjnej i nielichwiarskiej) formie, opiera się na wyzysku pracowników i zdzieraniu z klientów. Ci, którzy robią to najskuteczniej i na największą skalę, nie tylko się bogacą, ale też kreowani są na dobroczyńców. Pisane są peany na ich cześć, przyznawane ordery. Stanowią przecież filary tego systemu opartego na podwójnym wyzysku.

Drodzy pracownicy i konsumenci, czy naprawdę chcecie, aby wzorem osobowym dla Waszych dzieci był Jan K.?