Powstanie warszawskie ciągle budzi emocje. Nie byłoby ich tak wiele, gdyby nie lansowana przez wieki całe idea Gloria victis, czyli celebracja wszelkiej maści klęsk i porażek. Nie ma chyba nigdzie indziej tak napompowanego ego z faktu, że przegrało się wojnę, bitwę, byt. Polska polityka historyczna jest strasznie masochistyczna.
Kiedy myślę o Powstaniu warszawskim ogarnie mnie zdumienie. Kto o zdrowych zmysłach może szczycić się liczbą 200 tys. ofiar? Całą masą umarłych marzeń, nadziei, pragnień? Czy zwolenników tego bezsensownego Powstania nie rusza widok zburzonej Warszawy? Czesi mają coś, co zawsze mi imponowało, praktyczne podejście do wszystkiego. Im Powstanie się nie opłacało. Dziś turyści wybierają Pragę, nie Warszawę. Bo co tu zwiedzać? Zamek Królewski odbudowany za Gierka? Czy PKiN? Nie ma magii przedwojennej Warszawy. Nie ma i nie będzie. Chyba, że ktoś lubi zwiedzać Powązki. Pomnika cywilnych ofiar Powstania praktycznie nie ma, bo kogo obchodzą cywile ginący jak zwierzęta w piwnicach? Francuzi mają Paryż, Czesi Pragę, a Polacy Powązki.
To była po prostu zbrodnia. Bo jak nazwać fakt, że na Woli ginie codziennie 30 tysięcy warszawiaków? Jak nazwać dowódców, którzy z pełną świadomością posyłali na śmierć nie tylko żołnierzy, ale cywili i dzieci? Żeby najlepiej zobrazować mizerne szanse Powstańców wystarczy przyjrzeć się ich uzbrojeniu. Całe uzbrojenie powstańców w dniu wybuchu powstania składało się z 7 ckm, 60 lkm, 1000 kb, 300 pm, 1700 pistoletów i 25 tys. granatów i 15 piatów. Prawie połowę broni strzeleckiej, jaką powstańcy posiadali, stanowiły pistolety, które jako broń krótka - osobista, w warunkach walk miejskich o umocnione gmachy, forty, barykady, nie miała znaczenia w natarciu pododdziałów. To nie Powstanie, to szaleństwo!
A przecież można było inaczej. Taki Miron Białoszewski, który nie wyszedł z piwnicy, a potem stworzył wielkie działa i teatr. To zostało. Bez patosu i wielkich patriotycznych uniesień. Jego „Pamiętnik z Powstania warszawskiego” jest tego kwintesencją. Nie ma sensu wynosić pod niebiosa dowódców Powstania z Tadeuszem Komorowskim na czele. Powstanie miało innych bohaterów. To żołnierze, którzy z gołymi rękoma szli bić się w tej bezsensowniej walce, to sanitariuszki, które pracowały ponad swoje siły, to w końcu ludność cywilna, która życia znała poprzez pryzmat kanałów, piwnic i ruin swojego miasta. To im i tylko im należy się hołd. Nikomu więcej.
Gen. Władysław Anders miał rację, mówiąc: „Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność”.
Niestety. Odpowiedzialność ponieśli Powstańcy, choć jeszcze bardziej ludność cywilna, która przez wielu została zapomniana. 1 sierpnia powinien być zadumą, nie świętem. Zadumą nad życiem wielu warszawiaków i zastanowieniem się nad polską głupotą.
