Dziękuję Pani Elizo za ostatni wpis*. Bez przekąsu, ani bez wybuchowego fanatyzmu – dziękuję. Napisała Pani bardzo osobisty tekst, który przytacza wiele niekwestionowanych prawd. W trakcie jego czytania, z ręką na sercu, odpowiadałem na Pani pytania. Potem jednak sam zadałem sobie kilka pytań...

REKLAMA

Każdy , a przynajmniej mam nadzieję - większość, dostrzega jak każdego dnia życie, w sposób mniej lub bardziej łagodny, nas doświadcza. Każde z tych doświadczeń wpływa na nasz wewnętrzny rozwój oraz, stopniowo, coraz szersze i głębsze postrzeganie otaczającej nas rzeczywistości. Nas samych. Świadoma akceptacja siebie oraz otoczenia to warunek bezwzględny dla konstruktywnego rozwiązania problemu, bez względu na jego naturę. Dlatego też, odkurzając w pamięci gabinet wiedzy o społeczeństwie w swojej szkole podstawowej, przypomniałem sobie definicję Posła. W dużym skrócie – przedstawiciel całego narodu.

Nie zgadzanie się na rzeczywistość jest niewątpliwie oznaką odwagi, zaangażowania intelektualnego i emocjonalnego oraz chęci zmiany. Tak jak każdy indywidualnie mozolnie rozwija swoją percepcję, tak społeczeństwo, bez względu na szerokość geograficzną jego pochodzenia, przechodzi przez ten proces o wiele dłużej i boleśniej. A my mamy dopiero 26 lat, co przekładając na wiek jednostki, daje między 6 i pół a 8.

Chcę być wolnym człowiekiem. Chcę czuć, że każdy wokół mnie w Polsce czuje się wolny. Chcę być szczęśliwy i chcę by każdy wokół mnie tak się czuł. Chcę aby politycy zawsze kierowali się poczuciem obowiązku i honorowej postawy wobec racji stanu mojego kraju. Chcę, żebyśmy ufali sobie nawzajem.

Niestety odtrącając gorzki napar sprzecznych, z moimi, poglądów, w taki sposób aby jego oferent poparzył się nim jak najdotkliwiej, nie przybliży mnie ani o krok do raju odzyskanego. Emocje, towarzyszące tej postawie, są tak samo naturalne jak szkodliwe. Są jednak najłatwiejsze.

Czy to młotek czy lampa do pielęgnacji paznokci - oba wymagają zrozumienia elementarnych zasad swego działania, aby posługiwanie się nimi było skuteczne. Inwektywy ani komplementy wobec wspomnianych obiektów wcale tej skuteczności nie zmieniają. A demokracja to w końcu skomplikowane narzędzie. To moje narzędzie. Nie muszę się nią umieć posługiwać jak Molier puentą, ale kilka podstawowych informacji i czynności mogłoby mieć niepośledni wpływ na jej funkcjonalność.

Pytam więc siebie. Czy kiedykolwiek poświęciłem 1 godzinę swojego życia na to aby zrozumieć czym jest metoda d'Hondta? Czy był chociaż jeden rok, kiedy sprawdziłem ile wynosi budżet państwa; co stanowi i wpływa na jego przychody i wydatki? Jak często moje polityczne utarczki nad gazety plamą opierały się na samodzielnych analizach deklaracji politycznych, słowu przeciwko sobie, danym statystycznym? Kiedy ostatni raz przyznałem choć ułamek racji swemu adwersarzowi, burząc przy tym swój, solidnie okopany na niespełnionych nadziejach, jednolity pogląd? Wreszcie, czy ja naprawdę wolę schabowy (albo z jarmużu) od banana?